Przychodzi Ogryzek do doktora P. Po raz 6 w obecnym roku pańskim.
Doktor P, uprzejmie: tak, słucham?
Ogryzek: no właśnie ja przyszłem powiedzieć, że nie jest lepiej a nawet jest gorzej.
Doktor P, spoglądając na swój kubek z księżną Catherine: rozumiem.
Wstaje, zdejmuje stetoskop, wymownie przeciąga się strzelając stawami palców i nachylając się nad Ogryzkiem szepce: cóż, wobec tego pozostała nam już tylko kolonoskopia.
Bzzzzzt, wróć.
Doktor P, spoglądając na księżną Catherine: rozumiem.
Sięga do szuflady, wyjmuje przewodnik po antybiotykach NHS i wali Ogryzka siedmiokrotnie w głowę oraz trzykrotnie w nerkę lewą.
Bzzzzt, wróć.
Doktor P, melancholijnie, unikając wzrokiem księżnej Catherine: proszę spróbować zażywać więcej ruchu, kupić sobie witaminy i ograniczyć palenie.
____________
Mijają 3 tygodnie.
Doktor P, uprzejmie: tak, słucham?
Ogryzek: chciałem powiedzieć, że wczoraj poszłem na spacer jak pan kazał i rozbolała mnie stopa.






A czy nie posłałaś już kiedyś Ogryzka na stałe na Ojczyzny łono? To co, spadek mu odebrali?
Oplułam monitor
Uwielbiam Ogryzka i dr P. i jednocześnie podziwiam cierpliwość doktora
Ja uwielbiam doktora P. Czasem mam ochotę przytulic nieboraka
Ogryzek owszem, dobry, ale byłby nikim bez świetnego narratora
o, właśnie!
Podobnie jak narrator bez Ogryzka. To naczynia połączone.
Ogryzek na łono jeszcze nie wrócił, na razie inwestuje w nieruchomości, jednocześnie testując wytrzymałość brytyjskiego systemu zasiłkowego na maksymalne przegięcia.