o Elvisie wciąż żywym, transwestycie maratończyku i upadłej musze

No dobra, przyjeżdżają goście z Polski, bilety kupione, mieszkanie ogarnięte, samochód od biedy odkurzony; jedyną rzeczą, której potrzebujesz, to plan gdzie by tu ich zabrać, żeby ich olśnić i pokazać, jak nam się tu wspaniale żyje. Aby tego dokonać, nie zabieraj ich do Porthcawl.

Chyba, że wiesz, że zafascynuje ich widok upadłej muchy zakonserwowanej w mętnym bursztynie końcówki lat 70-tych; tudzież osiołek w charakterze atrakcji turystycznej na plaży. OK, może to i jest lekka przesada, ale faktem jest, że Porthcawl, które niegdyś było pełnym życia kurortem wakacyjnym na skalę ogólnowalijską, dziś jest jedynie wyblakłym wspomnieniem wielkiego rozbawionego świata, a tamtejszy przybytek hazardu, zwany popularnie przez rodaków ‚wesołym miasteczkiem’, ze swoimi pogrążonymi w skisłej posezonowej melancholii automatami do łupienia turystów jest smutną namiastką Las Vegas dla ubogich. Winą za ten stan rzeczy obarcza się m.in. koleje państwowe, które poprzez odcięcie miasta od siatki trakcyjnej odcięły je tym samym od dopływu urlopowiczów z gotówką. Swoje dołożył też brak zainteresowania ze strony panów od dzielenia funduszy we powiecie.

Nie zaprzeczam, ma to wszystko swoją specyficzną atmosferkę, jako fotograf właśnie jestem w trakcie popadania w dziwną fascynację; ale raczej nie zabrałabym tam swoich gości, żeby im pokazać: a więc to jest ten piękny kraj Walia. Chyba, że ograniczysz się do spaceru promenadą oraz wypicia herbatki w Przybytku z Widokiem. Zanim jednak zamówisz coś więcej, niż herbatkę, zastanów się, czy twój budżet udźwignie odsetki od kredytu, który będziesz musiał zaciągnąć na spłatę rachunku. Ceny bowiem, w przeciwnieństwie do reszty miasta, nie upadły.

Z pozostałych uwag praktycznych: w Porthcawl prawie zawsze wieje, i nie mówimy tu o lekkim zefirku. Weź kurtkę z kapturem. Wybierając się na spacer plażą, pamiętaj o pływach, są rozległe, następują bardzo szybko i o różnych godzinach.  tu masz tabele pływów (low tide – odpływ, high tide – przypływ).  Z innych atrakcji: mają tu festiwal Elvisa. Oznacza to, że w okolicach lipca do miasta zjeżdżają gromady podtatusiałych facetów w białych kombinezonach i z lokiem oraz panie późny balzak, szukające utraconego czasu. W lecie odbywa się też festiwal jazzowy. Jeszcze w kwestii kultury, Porthcawl posiada TEATR (omg!) zwany Pavillionem, gdzie czasem wystawia się to i owo, w tym sztuki dla dzieci. Posiada też port z kutramy, latarnię morską, miasteczko karawaningowe (kiepsko płatna praca dla desperatów) i kilka szemranych bud z frytkami. Jeśli wszystkie te atrakcyjne atrakcje to wciąż za mało, za jednego jedynego funta możesz jeszcze przejechać swoje dziecko wte i wewte po plaży na wspomnianym już  osiołku (opłacalne wyłącznie w trakcie odpływu). Plaże są ładne, zwłaszcza w czasie maksymalnego odpływu; im dalej od miasta, tym lepiej (np. mniej śmieci, mniej dzieci, mniej osłów itd).

Więcej o mieście można sobie znaleźć w internecie, ale ponieważ jestem miłą osobą, to, proszę bardzo, oto przykładowy linkuś.

Poza tym, ja naprawdę całkiem lubię Porthcawl i nie należy się zrażać moim nabytym drogą życiowego doświadczenia cynizmem. Cynizmem, z którym walczę jak ten Dawid z jakmutam i jego całą rodziną (Erin Brockovitch, bless). Albo jak Eddie Izzard z sobą samym. Mój ulubiony komik-transwestyta niedawno właśnie zakończył obtrąbione przez media obieganie Brytanii w serii ponad trzydziestu całodniowych maratonów, które to obieganie popełnił na cele charytatywne. Mordercza to była walka, i piękna zarazem. Co stanie się z pokonaną częścią osobowości Eddiego, media nie podają.

Planując wypad do Porthcawl nie należy też zrażać się informacją, że S. został w dzieciństwie kopnięty przez konia podczas oczekiwania na autobus w mniej uczęszczanej części miasta. Policja ustaliła, że koń zbiegł z miejsca zbrodni; niejaka Mrs Davis z ulicy Szkolnej opowiedziała Gońcowi Bridżendzkiemu, że widziała go wysiadającego z autobusu w Pontycymer, ale na tym trop się urywa. Nic dziwnego.

Reklamy

4 uwagi do wpisu “o Elvisie wciąż żywym, transwestycie maratończyku i upadłej musze

  1. Grecia

    Złego słowa proszę na Garw Valleys, bo Ci skórę złotam za spalonym basenem po lekcjach tylko Ty i ja ( i sekundanci). Ale ileż mi spraf wyjaśniło to kopnięcie przez konia, to moje. Za to dziękuję. Wiele tłumaczy:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s