O miasteczku z bajki i neolitycznych inżynierach

Dziś będzie intensywnie turystycznie.

Ja myślałam, że już wiem wszystko o Pembrokeshire i parku narodowym o nazwie Pembrokeshire Coast National Park. Ty też tak pewnie myślisz, zaliczywszy parę plaż, ewentualnie katedrę w St. Davids. Nic bardziej mylnego. Mamy bowiem na północy kilka miasteczek portowo-kurortowych, jak Fishguard, New Quai, uniwersyteckie Aberystwyth i inne, wszystkie warte odwiedzenia, wszystkie z atmosferką; ale mój osobisty numer 1 od zeszłego weekendu to Newport, zwane w języku ludnosci rdzennej Trefdraeth.

Chyba, że nie lubisz: małych słodkich miasteczek, kolorowych domków, ukwieconych ogrodów, niedużych malowniczych plaż, wzgórz zielono-brunatnych, atmosfery wakacji, parkingów za 30p (centrum miasteczka) i bezpłatnych kibli, to nie jedź, broń boże.

Północne Pembrokeshire różni się od południowego m.in. typem nadbrzeża, nie ma wielkich poszarpanych klifów, dramatycznych urwisk, linia wybrzeża jest bardziej łagodna, niższa, zieleńsza. Ale też opływa ją inne morze – Irlandzkie. Jest bardzo czyste, chociaż brudnawego koloru (hm).

Urzeczeni jak te dwa osły na widok młodej marchewki postanowiliśmy spędzić kilka dni w Newport jakoś w późniejszym terminie. Czysto rekreacyjnie. Miasteczko posiada sporą bazę noclegową w postaci cottages, tych małych kamiennych albo kolorowych domków, które można wynająć same lub czasem w opcji ze śniadaniem (B&B), przeciętna cena na dziś to 40-50 funtów za pokój za noc. Jest gdzie zjeść i wypić kawę, są kafejki i puby.  No i co najważniejsze, jest gdzie sobie pospacerować i poczuć się trochę jak w innym świecie. Jak na wakacjach (domniemywam).

Zawsze jak trafiam do jakiegoś takiego Newport, zastanawiam się, czym sobie zasłużyli ci szczęściarze, którzy mieszkają w takich miejscach, i czemu ja do nich nie należę. Zastanawiam się, czym oni się zajmują, bo w tym regionie nie ma ani wielkiego przemysłu, ani wielkich banków, supermarketów, finansyiery, co robią ci, którzy nie wynajmują latem domów turystom? Przecież nie mogą wszyscy być autorami bestsellerów i spadkobiercami fortun.  OK, część domów to letnie czy weekendowe rezydencje (te bryki zaparkowane na podjazdach, in-sane!), w okolicy jest kilka farm, ale co robią pozostali? Sieją, za przeproszeniem, trawę..?

Jako bonus, niedaleko od Newport znajduje się takie imponujące coś:

… nazywa się to Pentre Ifan Burial Chamber i jest najstarszą w Walii pozostałością po neolitycznym grobowcu, liczy sobie bagatelka 5000 lat. Trudno uwierzyć, że kamień o szacunkowej wadze 16 ton utrzymuje się na dwóch innych podobnych kamieniach w pozycji jakże malowniczej i jakże niewiarygodnej, wskazującej również na pewne obeznanie neolitycznego Walijczyka z prawami fizyki. Jak oni to to tam wtaszczyli i tak zgrabnie dopasowali, NIE-MAM-PO-JĘ-CIA. Zagadka podobna do tej ze Stonehenge. Powiązanie tych dwóch ze sobą wcale nie jest nieuzasadnione, ponieważ kamienie, z których zbudowano S. (tzw. blue stones) pochodzą z tego właśnie regionu Walii. Czyli ci sami siłacze, czy też sprytni neolityczni inżynierowie, którzy ułożyli budowlę ze zdjęcia również wymyślili sposób na przetransportowanie wielotonowych głazów do Anglii. Ani chyba, robota szatana, panie (apropos, ktoś powinien powiedzieć BNP, że Święty Jerzy, patron Anglii, nie tylko nie był indiginous, ale wręcz pochodził z Turcji, tfu, i przybywszy na te ziemie z całą pewnością nielegalnie, zabił rzadkiego przedstawiciela rodziny draconis, jak nie przymierzając, te dzikusy Polaki co udusiły i zjadły łabędzia w Anglii, taktak, było w Daily Mail).

Dokładnie, to blue stones były przytaszczone do Anglii z terenu Mynydd Preseli, pasma górskiego, oddalonego o jakieś 15-20 minut od Newport. Bardzo ładny teren na spacer, chyba, że leje i wieje. Nam lało i wiało, więc nie udało się zakończyć misji znalezienia błękitnych kamieni, ani innych takich tam grobowców, w tym miejsca pochówku króla Artura (jednego z 87634-ech w Walii i Anglii). Ale może komuś się poszczęści. I może da znać?

I to chyba tyle na dziś. Całuski.

Jedna uwaga do wpisu “O miasteczku z bajki i neolitycznych inżynierach

  1. Pingback: O brzuchatych wyznawcach Czarnej Śmierci, Porthgain i przebłysku lata « Anna w Walii

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s