O brzuchatych wyznawcach Czarnej Śmierci, Porthgain i przebłysku lata

Haaalo, panie! Lato w Walii! Korzystajmy, bo zaraz się skończy, zaprawde powiadam wam, skończy się dokładnie z rozpoczęciem kalendarzowego lata, lub jeszcze przed, prawdopodobnie w poniedziałek przed południem, więc brać kanapki, termos, mapkę i jeździć, zwiedzać, eksplorować, nieść dumnie a godnie sztandar pielgrzyma polskiego na uchodźctwie.

Gdziekolwiek się wybierzesz, będzie Coś. W dzień taki jak dziś, Pembokeshire czy Gower zwali Cię z nóg swoją urodą, zachłyśnie przestrzenią; miasteczka takie jak Tenby czy Newport oczarują Cię swoim kurortowym gwarem i pastelowym urokiem, Brecon Beacons zadowoli na pewno miłośnika górskich spacerów w quasibieszczadzkich okolicznościach przyrody. O wszystkim tu piszę, poszukaj sobie w kategorii „podróże małe i duże”. Nie najatrakcyjniejszy czas na wodospady, bo mało padało ostatnio, do wodospadów najlepiej wybrać się po kilku dniach deszczu, wtedy są spektakularne. Ja się dzisiaj wybieram gdzieś na wybrzeże, czuje, że padnie znów na południowe Pembrokeshire.

Tymczasem polecam wycieczkę na północne wybrzeże parku narodowego Pembrokeshire, do małej wioseczki Porthgain. Można połączyć z wycieczką do uroczego  Newport bo to niedaleko, ewentualnie można sobie zaplanować rajd po całej okolicy trasą Porthgain – Fishguard – Newport, wszystkie są warte odwiedzenia. Oto mapka orientacyjna dzięki bezwiednej uprzejmości nieocenionego Google.

W wioseczce Porthgain można znaleźć: podtatusiałych księgowych, próbujących w niedzielne popołudnie oszukać rzeczywistość prężąc okazałe brzuchy opięte czarna błyszczącą skórą z napisem Black Death i popijając coca colę przy swoim wypolerowanym Harleyu; uroczy porcik, malowniczo wpisane w skały pozostałości przemysłu wydobywczego rozmaitego, objęte kolczastym protektoratem Parku Narodowego, ładne widoczki i mniej niż umarkowane ceny na świeżą rybkę.

To, co prawdopodobnie uderzy Cię po przybyciu na miejsce i zaparkowaniu na darmowym (sic!) parkingu, to właśnie ruinki przemysłu wydobywaczego różnego, malowniczo wpisane w klify na podobieństwo jakiejś prastarej twierdzy. Przez lata miejsce to służyło m.in. bogatym przemysłowcom do stawania się jeszcze bogatszymi, a biednym robotnikom do nabywania chronicznego artretyzmu i spadania z klifów na skutek braku behape. Wydobywano tu łupki, wytwarzano cegły, produkowano kamienie do budowy dróg; wszystko to  zamknieto mniej więcej przed drugą wojną światową. Dziś całość objęta jest ochoroną jako element dziedzictwa narodowego; to bardzo atrakcyjne miejsce przyciągające sporo turystów, w tej liczbie zachwyconych fotografów i wspomnianych już niedzielnych wyznawców podtatusiałej czarnej śmierci.

A przy okazji, czy ktoś ma pomysł, jak pozbyć się z głowy piosenki ‚bang, bang..’?

Tyle na razie, albowiem nie mam czasu do stracenia. Pamiętaj, że ostrzegałam w kwestii tego lata.

3 uwagi do wpisu “O brzuchatych wyznawcach Czarnej Śmierci, Porthgain i przebłysku lata

  1. papuas

    Z piosenką jak z miłością – chcesz zapomnieć o jednej, to posłuchaj innej. Ale po co się pozbywać – ładna przecież.

  2. Grecia

    ‚A przy okazji, czy ktoś ma pomysł, jak pozbyć się z głowy piosenki ‘bang, bang..’?’

    Ja wiem, dać się zastrzelić jakiemuś baby…?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s