o szemranym hoteliku, oliwkowym kolesiu i początku francuskiej choroby

No to wróciłam, jestem. Bogatsza o doświadczenie, wnioski socjologiczne oraz dwa kilo.

Plan był ambitny, ale niemożliwy do zrealizowana. Miała być Francja, Szwajcaria, zamki Ludwika w Bawarii i Ojczyzna, obyło się bez Szwajcarii, a Niemcy zostały potraktowane tranzytowo. Zabrakło czasu i sił. Kto by pomyślał, że Francja jest takim wielkim krajem :> Przejazd z punktu A do punktu B zajmuje cały dzień. Jak masz pecha i trafisz na roboty drogowe, to dwa dni. Plus rozstawianie namiotu, składanie namiotu, trzy godziny stracone na szukanie nieistniejącego kempingu itp. Męczące. Lecz w równej mierze  fascynujące.

Zaczęliśmy od Reims, takiego miasta z wielką katedrą i nieistniejącym kempingiem, w związku z którym miałam pierwszą okazję przetestowania swojego francuskiego. Szukając pokoju na noc odbyłam dwie konwersacje z tubylcami, z których pierwszy posługiwał się francuską odmianą akcentu z Maesteg (wtajemniczeni zrozumieją) ale na szczęście miał sprawne ręce, więc się dogadaliśmy. Niestety w Reims odbywał się właśnie kongres kanalarzy, czy innych cyklistów, i jedyny wolny pokój jaki znaleźliśmy znajdował się w szemranym przybytku o standardzie minus dwie* o dumnej nazwie Alhambra, zarządzanym przez sympatycznie zlewającego wszystko recepcjonistę. Recepcjonista wręczył nam żeliwny klucz, nie zadawał zbędnych pytań i prawie mnie uściskał na wieść, że śniadania nie trzeba, merci.  Pokryte białym miałem schody wiły się wężem w tajemniczą nieskończoność pięter, wokół migającej żółto żarówki latała ćma, a w kiblu na korytarzu, obok prośby o spłukiwanie umieszczony był naturalnej wielkości portret skąpo odzianej Britney z czasów świetności. Do czego mógł służyć, boję się spejakulować. Pierwszy raz widziałam pokój hotelowy z wbudowanym w ścianę betonowym prysznicem. Było kilka takich pierwszych razów w Alhambrze w Reims;  było to wszystko okropnie podniecające.

Prawdziwie intrygująca rzecz wydarzyła się jednak następnego dnia. Sprostawszy bohatersko wyzwaniu betonowego prysznica wyglądam sobie przez pokryte sympatyczną warstewką brudu okno, susząc włos w porannej bryzie i obserwując terriera szczającego koło naszego zderzaka, i nagle moją uwagę przykuwa Koleś wchodzący do Bramy Naprzeciwko, o, tej:

Włos ciemny, kręcony, karnacja południowa, wzrost słuszny, krok powolny (ci co mnie znają, wiedzą, że lecę na taki zestaw), w ręce niesie siatkę z której wystaje – bien sur – bagietka. Jak miło, myślę sobie, serwuje komuś śniadanko do łózia, ach ach. Dwie minuty później Koleś wyłazi ze swojej bramy, na plecach dźwiga wielki plecak i ciągnie za sobą megawalizę na kółkach, która natychmiast zaczyna produkować łomot na całą dzielnicę.

I w sumie nie byłoby w tym nic szczególnie interesującego, gdyby nie fakt, że podczas kręcenia się po Reims w poszukiwaniu katedry, która nie chciała się znaleźć (wykluła się teza, że Cyganie podpieprzli w zemście za depo), spotkaliśmy Kolesia z jego tobołami jeszcze trzy razy. W różnych miejscach i o różnych godzinach. A to znikał gdzieś za rogiem, pozostawiając za sobą falę dźwiękową produkowaną przez walizę, a to siedział na krawężniku z głową podpartą na plecaku, a to wcinał melancholijnie bułę przycupnięty na ławce. Nie wiem, o co w tym wszystkim chodziło, ale przypomniał mi się film, w którym dwoje ludzi wynajmowało jeden pokój – na zmiany. Ona była córą Koryntu, pracowała w nocy, spała w dzień, on na odwrót, tzn. nie że był Koryntem córy, ale wiadomo oso chozi. Koleś był częścią jakiejś historii, to się czuje. Ta bagietka, którą kupił dla kogoś, stanowi jej oś, dowód. Dowód na historię, albo na desperację mojej skapcaniałej wyobraźni.

Anyway. Katedra w Reims, cel i mekka, jest duża i ładna, i nie trzeba płacić za wejście, chociaż w internecie pisało, że trzeba. Reims jest duże i malowniczo rozkopane, bo mer buduje tramwaj i wszędzie jest gruz i pył, ale dzięki temu można chwilowo parkować za darmo, co jest cenne niezwykle i lubimy. Jednym z ciekawszych wynalazków lokalnej władzy jest szczacz (szczalnik tudzież siknik, nie mogłam się zdecydować) miejski dla piesków. Piesek po załatwieniu swych spraw zobowiązany jest zawinąć co tam załatwił w woreczek i wrzucić do kosza. Przepełnione szaconkiem dla inicjatywy merostwa pieski obchodzą szczalnik szerokim łukiem. Vide wspomniany uprzednio terrier.

Następnie następuje kilka godzin jazdy prostymi, niekończącymi się drogami Szampanii i Burgundii, o takimi:

z przerwą na pulpety w sosie pomidorowym odgrzewane na skraju drogi, i oto jesteśmy w Troyes; w którym natychmiast znajdujemy kemping miejski o standardzie podwyższonym. W strugach deszczu stawiamy dach nad głową, z wbiciem ostatniej szpili deszcz znika, niebo rozświetla złote wieczorne słońce, a pierwszy ptak radośnie obsrywa nasz namiot. Zdajemy sobie sprawę, że rozbiajanie namiotu pod drzewem było pomysłem o niskim współczynniku inteligencji. Już tego błędu nie popełnimy. Tymczasem słońce zachodzi, nad głową latają nietoperze, herbata grzeje dłonie. Cisza i spokój. Bosko.

Troyes uczy nas dużo o Francji i Francuzach. Po pierwsze, że każden Francuz zjada rano bagietkę względnie croissanta. Dwa, że są one smaczne i nie przypominają wcale zmaltretowanych gniotów z Tesco. Trzy, każden Francuz zjada w ciągu dnia ciacho z jednej z setek milionów patisseries-boulangerries, czyli piekarni-cukierni. Cztery, ciacha są nie z tej ziemi (człowiek tyje od samego patrzenia) i w dodatku pakują je w takie tam różne rozkoszne pakuneczki, że aż serce topnieje.

Cdn, bez wątpienia, potrzebuję chwili, żeby otrząsnąć się ze słodyczy wspomnień.

Reklamy

9 uwag do wpisu “o szemranym hoteliku, oliwkowym kolesiu i początku francuskiej choroby

  1. ludzik

    Czytając o tym hoteliku aż uśmiech sam mi się pojawił na twarzy. „ÇA VA” – z pewnością nie raz usłyszałaś ;)

  2. papuas

    Wszystko pięknie, zdjęcia super, niepokoi mnie tylko ta „francuska choroba” w tytule. Mam nadzieję, że nie oznacza tego, co oznacza…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s