o rozwoju francuskiej choroby, Troyes i Annecy

Co takiego jest w Troyes w środkowo-wschodniej Francji, że warto się tam wybrać? Otóż mają tam dużo starego muru pruskiego (timber framing) pomalowanego w colorki, co sprawia, że stara część miasta wygląda jak naturalny siedemnastowieczny skansen, co jest bardzo atrakcyjne wizualnie i turystycznie i fotograficznie i lubimy. Chociaż dla mnie najbardziej wiarygodną miarą atrakcyjności turystycznej miejsca oraz jego stopnia rozwoju cywilizacyjnego jest dostęp do kibli, i tak w Troyes w połowie września wszystkie co do jednego były zamknięte na głucho. Nawet jak pisało, że wcale nie i że jak wrzucisz monetę, to przybytek rozewrze się dla ciebie jak bramy skatologicznego raju. Co więc robić w takiej sytuacji, pytasz po godzinie biegania po mieście, bliski drgawek. Otóż w takiej sytuacji należy sprytnie udać się do informacji turystycznej, złożyć dłonie w błagalnym geście i wskażą nam pobliski parking podziemny z bezpłatnym kiblem nie figurującym na żadnej mapie.

Co jeszcze mają w Troyes: bardzo ładną katedrę St. Pierre et St. Paul, w której siedzi monsieur i krzyczy na zagranicznych turystów; drugi monsieur śpiewa hymny gregoriańskie, produkując na użytek Pana oraz zagranicznych turystów zagęszczoną średniowieczno-katolicką atmosferę z ciarami. Katedrę można zwiedzać nieodpłatnie przez kilka godzin dziennie pomiędzy porannym croissantem, popołudniowym déjeuner i lekkim wieczornym souper avec les amis.

Ma też Troyes oczywiście mnóstwo patisseries, które osobiście uważam za francuską chorobę gorszą od francuskiej choroby. Są i muzea, a jakże, ale nie miałam czasu odwiedzić, zajęta krążeniem między patisseriami i pospiesznym spalaniem żeby więcej upchnąć. Kilka kościołów, mnóstwo kawiarni, rzeka, kanał, fontanny, okazałe merostwo i inne takie tam też są.

A, i stadion. Wielka mi rzecz, parskniesz pogardliwie. Jednakże to właśnie w Troyes na stadionie pierwszy raz zobaczyłam tzw. moto-ball, czyli piłkę nożną na motorach. Sport dla tzw. Prawdziwych Mężczyzn (cokolwiek to oznacza). Zasady jak w futbolu, tylko piłka jest większa, boisko jest bielone wapnem a pokryci pyłem i błotem zawodnicy na swych mechanicznych rumakach oprócz zdobywania goli mają najwyraźniej za zadanie narobić jak najwięcej huku. Musieć przyznają za to dodatkowe punkty, bo każdy zawodnik się bardzo stara. Punktacja bonusowa od 1 do 10, przy czym 1 to pojedynczy pęknięty bębenek, 10 – masowa hospitalizacja z powodu kolektywnego pęknięcia czaszek. Moto-ball to rzecz niechłychanie malownicza, i nawet da się oglądać przez jakieś 5 do 8 minut. Niestety, na skutek niewytłumaczalnego zaćmienia umysłowego nie miałam przy sobie aparatu, więc pożyczam tę sympatyczną fotkę z witryny all-in.de. Fotka dobrze oddaje ducha sportu dla tzw, Prawdziwego Mężczyzny (cokolwiek to oznacza):

Troyes również rozwinęło we mnie miłość do prawdziwej francuskiej bagietki, którą można było razem z prawdziwym francuskim croissantem zamówić wieczorem na recepcji kempingu, i rano odebrać, po czym z namaszczeniem spożyć w promieniach porannego słońca, popijając niespiesznie poranną herbatką. Czysta błogość, panie. A potem ruszyć w drogę do Annecy przez o takie tam:

Jechać trzeba cały dzień, bo Francja to jest duża kraj. Czasem można dojechać baaardzo późno, jak jest już ciemno i zimno, i krążyć wte i wewte po mieście i wokół jeziora nie mogąc znaleźć kempingu, i kłócąc się, czyja to do chuja wafla wina, a potem znaleźć i rozstawiać namiot w nocy przy świetle latarki podręcznej, co zaowocuje najlepszym rozstawem w historii.

Kemping jest idealny, w dodatku tani, do miasta idzie się spacerkiem niecałe pół godziny. Na kempingu występują następujące atrakcje: całonocna ulewa, Chrapiący Frenczmen, dziwna pani z Niemiec, bolesne lądowanie na dupsku na skutek śliskiej trawy oraz Mnóstwo Holendrów.  Także swobodne kombinacje powyższych.  Ulewa powoduje, że nie śpisz całą noc, bo hałas, plus sprawdzasz co sześć minut, czy już przemakacie. Frenczmen powoduje, że nie śpisz całą noc, bo nie można spać, kiedy w namiocie obok odpalają działa Navarony. Dopiero trzeciej nocy człowiek się uczy, że należy napchać sobie waty w uszy, co eliminuje Frenczmena (połowicznie), i olać potencjalną powódź, na zaistnienie której nie ma się żadnego wpływu. Pani z Niemiec była sympatyczna i z pieskiem, miała namiot kilkuosobowy, dwa krzesła, dwa talerze, cztery sztućce i ciągle z kimś rozmawiała. Byłam rozdarta pomiędzy wersją, że ma sympatyczne kuku a  – że do niedawna ktoś na tym krzesełku siedział.

Annecy, piękne i słodkie jak paczka landrynek, rozpołożone jest malowniczo na brzegach jeziora o tej samej nazwie. Jesteśmy już prawie u podnóża Alp, więc wszędzie jest pagórkowato. Piękna pogoda nasyca światłem kolory, rozleniwia; jest bardzo, bardzo przyjemnie. Zachwycam się, jest tak, jak miało być. To lubię.

Jak się ma mało czasu, to trzeba chodzić dużo i szybko oraz robić mnóstwo zdjęć, żeby potem sposobem japońskim obejrzeć w domu gdzie się było i co się widziało. Najwięcej czasu udaje nam się spędzić w starej części Annecy, w której spokojnie można by mieszkać przez tydzień i jeszcze nie nacieszyć oka.

No mówię, paczka landrynek, nie? Z innej paczki, Annecy może poszczycić się znakomitym muzeum, i mówię to jako fanka muzeów, często znudzona faktem niedorastania ich do moich oczekiwań. Muzeum na zamku wymyśliło sobie, że to w chaosie i w melanżu nowego ze starym jest metoda – i osiągnęło znakomity rezultat. Pamiętam dwie rzeczy które mnie uderzyły: chiński bucik do krępowania stóp (miniaturowe stopy miały być seksi i zwiekszać wartość rynkową dziewczyny; oprócz wartości rynkowej dziewczyna nabywała też okropnych deformacji oraz chronicznego bólu do końca życia, no ale ostatecznie mąż był). Druga rzecz to wystawa 100 lat animacji, z przeglądem osiągnięć całego animowanego świata od pierwszej ruchomej kreski do Shreka. Cudo. Zamek również posiada Widok nie do Pogardzenia na Okolicę.

Annecy to również mój plac boju lingwistycznego, z którego wyszłam na tarczy, lecz z krwawiącym portfelem. Udało mi się a) dopytać o kantor i znaleźć go, b) kupić naleśnika, c) kupić ładowarkę do aparatu, której posiadaną odpowiedniczkę zostawiłam, jakże przytomnie, w domu. Pan w sklepie nie chciał zrozumieć co to znaczy ile?! nie masz jakiejś z drugiej ręki?; życzliwie zakładam, że powodem nie była zwykła chciwość i łupieżczy stosunek do turystów, ale mój nieudolny dosłowny przekład pytania.

Nie ukrywam, po całym dniu włóczenia się z trudem (i z wieloma przerwami) doczłapałam do namiotu.  Nawet przeleciała mi przez głowę myśl, że mam dosyć, chcę nic nie robić przez resztę urlopu, strajk, francuska rewolucja i nagły atak spawacza.  Ale przecież nie da się. Jak tu nie wyciągnąć wszystkiego co się da z tych kilku dni, w końcu kto wie, kiedy następny urlop, i gdzie człowieka zaniesie. Mało prawdopodobne, żebym kiedykolwiek odbyła taką samą podróż. Za dużo mam jeszcze do zobaczenia. No więc, dwie godziny regeracyjnego plaszczaka w namiocie, sole trzeźwiące i dało radę jeszcze zobaczyć Annecy nocą. Bajka.

Następny przystanek: Alpy, ale to już następnym razem.

A bientot, dziewczynki i chłopczyki. Dobrze jest, chociaż zimno, kurde.

10 uwag do wpisu “o rozwoju francuskiej choroby, Troyes i Annecy

    1. ludzik

      Akurat ta z gościem na motorze nie jest autorstwa Ani, ale pozostałe jak zwykle na ekstra poziomie. Nie wnikam w technikalia. Najważniejsze, że poczułem klimat francuskiej wiochy….

  1. ludzik

    Rozbawił mnie wątek poszukiwania kempingu i „kłócąc się, czyja to do chuja wafla wina, a potem znaleźć i rozstawiać namiot w nocy przy świetle latarki podręcznej, co zaowocuje najlepszym rozstawem w historii”. Coś podobnego przeżyłem, na szczęście w macierzystym kraju, ale przewrotność losu właśnie w takich warunkach pozwala na coś takiego. Ja wtedy nawet latarki nie miałem (ale wyjaśnić muszę, że startowałem w zawodach PTTK – biegi na orientację, rozstawianie namiotu na czas i nieprzyzwoite zachowanie z pozostałymi ludkami z Polski przy ognisku do rana). A kłótnia… Pojawia się nie tylko przy takiej okazji. To pakiet dodatkowy, tzw. Wakacyjny Bonus.

    1. Dobrze ujete, Bonus Wakacyjny; podczas tegorocznych wakacji zebrałam przynajmniej cztery bonusy duże i ze dwa o pomniejszych gabarytach. Chyba wystarczy na następne trzy lata:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s