o Koronie Europy i o tym, że być następnym jest zawsze lepiej niż poprzednim

Dziś tylko krótko, bo nie mam za dużo czasu. Ta-dam! Oto jest wisienka na francuskim torcie mojego tegorocznego urlopu. Korona Europy, którą nareszcie w tym roku odfajkowałam z listy ‚zobaczyć zanim’. Wszystko nam się tak pięknie udało tego dnia, że nie mam słów. Dojazd z Annecy do Chamonix (półtorej godziny) w miarę płynny, kasy obsługiwane sprawnie i szybko, góry odsłonięte w całej okazałości po nieskończony horyzont, niebo błękitne z białymi chmurami, co chwila przepuszczającymi zbawienne promienie słońca (minus dwa na szczycie Aiguille du Midi), herbata w kafei z najlepszym widokiem na świecie. Czego chcieć więcej?

Tunel lodowy na Drugą Stronę:

Tam, tam! Biały Królik!

Co mi się nie podobało – cena. 41 euro od osoby za podstawowy pakiet, czyli około 10-minutową przejażdżkę w wagoniku z milionem innych ściśniętych jak sardynki ludzi. Można pójść na całość i wybrać opcję „Mount Blanc Tour”, jeśli tylko masz na zbyciu nerkę i z pół jajnika żeby za nią zapłacić. Korytarze w budynku na górze śmierdzą sikami. Ceny w kafei astronomiczne, obsługa zlewająca. No ale nie ma się co oszukiwać, ostatecznie to jest jedno z tych miejsc zaprojektowanych na wyciśnięcie ostatniego eurocenta z turysty jak najmniejszym kosztem własnym. Wszystko działa taśmowo, turystę się organizuje w grupy, pędzi do atrakcji, obskubuje, przeżuwa i wypluwa, dobijając na pożegnanie opłatą za parking. I następny. Wpisuje mi się to ładnie w ogólną refleksję na temat Francuzów: zasadniczo, mają wszystko gdzieś, ze szczególnym uwzględnieniem ciebie, ty nudny obcokrajowcze, który nie potrafisz nawet poprawnie wydukać czego tam chcesz w ich pięknym języku, skaranie boskie z tobą. Płać i wypad.

Chociaż, jeśli mam być całkiem uczciwa, to Francuzi nie mają monopolu na taki stosunek do turystów. Postawa łupieżcza spotykana jest we wszystkich turystycznie atrakcyjnych miejscach na ziemi. Z wyjątkiem B. Ach, sorry, B. nie jest turystycznie atrakcyjne.

Ale nic to. Widoki kompensują wszystko. Wiesz co, chciałabym tam zamieszkać. Na miesiąc. W tej ciszy. W tej przestrzeni.

Kilka rad, jeśli ktoś się wybiera. Nawet latem tam na górze (3845 m npm) jest zimno i wieje. Kurtka, sweter, czapa obowiązkowe, a i para rękawic nie hańba. Dolna stacja kolejki znajduje się w Chamonix i łatwo ją znaleźć jadąc po drogowskazach na Aiguille du Midi. Pod stacją jest duży zautomatyzowany parking, oczywiście płatny. Samo Chamonix nie zrobiło na mnie żadnego wrażenia, może dlatego, że było po sezonie i wszędzie było pełno robót drogowych a w moim panini za 5 euro nie było obiecanego pomidora. Więcej informacji na temat kolejki TUTAJ

Foty praktycznie prosto z aparatu z filtrem ND4. Pogoda była tak piękna, że obyło się bez większych manipulacji, z wyjątkiem lekkiego podkręcenia kontrastu tu i ówdzie. Oczywiście z wyjątkiem tej foty w lekkiej sepii, którą nawiasem mówiąc lubię najbardziej ze wszystkich.

Alors, c’est tout, c’est fini.

Wracam do Walii, żeby nie było. Góry Czarne już czekają.

11 uwag do wpisu “o Koronie Europy i o tym, że być następnym jest zawsze lepiej niż poprzednim

  1. Aż mi żal tyłek ściska że budżet wakacyjny na ten sezon już się skończył. Patrząc na te foty człowiek bezwiednie kompletuje cieple gacie i skarpety.

  2. Grecia

    Hm…mój się nigdy nie zaczął właściwie (budżet, bo o nim mowa)i to z góry na pięć sezonów. Dlatego wysyłam co bogatsze przyjaciółki, one robią dużo zdjęć-feels like I was there…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s