o jesiennej sambie przed rozstaniem, Towy Valley i ciarach na plecach

Zwykle po prostu zielona, w listopadzie Walia przyobleka się pięknie w kolor. Koniecznie trzeba się gdzieś wybrać, poszukać tego koloru, póki pogoda nas jeszcze nie tłamsi zanadto. Np. wybrać się do Towy Valley, na północnej krawędzi parku narodowego Brecon Beacons (park narodowy polecam w całości, gdziekolwiek się ruszysz będzie pięknie). Mapka orientacyjna gdzie jesteśmy by google:

Jak się jedzie skąpo uczęszczanymi drogami Towy Valley jesienią, to się widzi takie między innymi okoliczności przyrody:

i takie – zdjęcie trzaśnięte z punktu widokowego Sugar Loaf, łatwo dostępnego z parkingu, z którego rozchodzi się kilka szlaków spacerowych. Prawie górskich, powiedzmy, wzgórzystych:

W mikro-miejscowości o przyjaznej obcokrajowcu nazwie Cynghordy znajduje się tycia stacja kolejowa, dosłownie tyle tego, ile widać na zdjęciu; jeden tor, cztery pociągi dziennie w dwie strony, i trzeba machać na pana pociągowego, żeby się zatrzymał, co poruszyło moją wyobraźnię.

Główną atrakcją w tej okolicy jest byczy prawie starożytny wiadukt, przez który można sobie przejechać pociągiem własnoręcznie zatrzymanym w Cynghordy, albo zobaczyć go z oddali, bo jest naprawdę byczy, chociaż mi udało się go przeoczyć. Szukałabym pewnie do tej pory, bo taka uparta jestem, ale kierowca mojego pojazdu mechanicznego, mając do wyboru prawie starożytny wiadukt i mecz rugby w pubie, nie pozostawił mi cienia wątpliwości co do swoich priorytetów. Może następnym razem. Poza tym w pubie w sympatycznym skądinąd Llandovry było nawet miło i trzaskał wesoło ogień w piecyku a obok mnie pan w koszulce narodowej krzyczał na telewizor i tłumaczył sędziemu jak komu dobremu, że jest niekompetentna świnia. Nie idzie ostatnio drużynie narodowej, nie idzie.

Jak już się jest w tamtej okolicy, to można sobie podskoczyć do bardzo sympatycznego miasteczka o dźwięcznej nazwie Llanwrtyd Wells. Zapamiętywanie walijskich nazw jest moim prywatnym wyzwaniem, któremu rzadko udaje mi się sprostać w pełni; zazwyczaj zapamiętuję połowicznie, np. w tym przypadku ‚chlan mrmrmrmr s’.  Prawdziwa zabawa zaczyna się jednak na dużych rondach. Na własnym przykładzie wiem, że można po takim rondzie krażyć w kółko pięć minut, ku zdumieniu współkierowców, próbując skonfrontować rzeczywistość  z mapą – i polec. I wszystko to wina stukilometrowych nazw z masą spółgłosek o korzeniach celtyckich. Bardzo pięknych i malowniczych ale niezupełnie przyjaznych użytkownikowi zagranicznemu.

Co jeszcze, a, tak, ciary. W drodze powrotnej wzrok mój cokolwiek już zmęczony przykuł pewien przybytek rozpołożony malowniczo przy opustoszałej drodze; składał się z motelu, restauracji, stacji benzynowej i przyczepy jarmarcznej o charakterze hazardowym. Wszystko w ruinie, i z dumną informacją: otwarte cały rok.

Kilka lat temu musiał to być kwitnący biznes, a potem coś się stało, nie wiem, może ruch samochodowy zamarł bo w okolicy wybudowano inną drogę – teraz  jest to kompletne pustkowie bez życia, z wyjątkiem nielegalnych owiec. To lubimy. No to kręcę się to tu, to tam, na koniec wchodzę do kompletnie zrujnowanego budynku motelu. Wszędzie walają się kawałki ścian i deski otulone czule przez błotko i pajęczyny. tymczasem jakoś tak błyskawicznie zapada mrok i robi się dziwnie; dookoła panuje martwa cisza, powietrze dziwnie gęstnieje, czuje, jakby ktoś się na mnie gapił; Anglicy nazywają ten stan rzeczy creepy. Omiatam wzrokiem ściany.. co kurde, co..  zegar. Bieluśki, błyszczący i  – na chodzie. Co prawda, w czasie letnim, ale jednak.  Staje mi serce. Skądjakdlaczegoktopoco??? Moment jak z Hitchcocka, moja wyobraźnia osiąga nirwanę, nawiedzona egzaltacja twórcza spływa na mnie razem z zimnym potem. Celebruję moment.

Tymczasem kierowca mojego pojazdu mechanicznego wpada do środka, zocza zegar, mówi radośnie: o, zegar!, zdejmuje go ze ściany, przestawia na właściwy czas i odwiesza. No, mówi, teraz ok. A potem idzie gonić nielegalne owce, kompletnie, ale to kompletnie nieświadomy dramatu, który się przecież właśnie rozegrał.

No. To na koniec jeszcze taki ładny stareńki kawałek . Bajka, panie.

10 uwag do wpisu “o jesiennej sambie przed rozstaniem, Towy Valley i ciarach na plecach

  1. ludzik

    Przy tym motelu zabrakło jeszcze dyndającego i piszczącego szyldu zwiastującego nadejście jakiejś zbrodni. Walające się kłębki chwastów i przewalające chmury kurzu ze skowytem. Głupiutkie owce patrzące obojętnie tym swoim tępym wzrokiem… Cholera! Niezły klimat tam miewacie. I ta zmiana godziny na zegarze, jak gdyby nigdy nic. Aż ciary po plecach przeszły! :)
    A tak przy okazji. Widzę, że jesień przychodzi jednak tam trochę później (chyba, że zdjęcia pochodzą z wcześniejszego czasu). W Polsce już nie jest tak pięknie i kolorowo. Szaro i brzydko się zrobiło….
    PS. Natchniony klimatem Hitchcock-owskim chyba popełnię pod to jakąś prozę…

    1. Chyba troche później przychodzi ta jesień, właśnie teraz jest najpiękniej. W ogóle pory roku nie są tak mocno zaakcentowane jak w Polsce, co ma swoje dobre strony zwłaszcza zimą..
      Zdjęcia z ostatniej soboty.
      To dawaj, dawaj tę prozę! :)

  2. Małgosia

    No ,zdecydowanie wolę takie klimaty ,troche grozy i piekna .Jesteś już 5 lat w Walii i ciągle jeszcze jest coś do odkrycia i do opisania .Super :).

  3. Szukajac informacji o Walii, szczesliwie trafilem do Ciebie. Przysiegam pukalem ale bylo otwarte… ;)
    Do rzeczy. Za tydzien wybieram sie na mala objazdowke (1-2 dni) po poludniowej czesci Walii i szukam ciekawych miejscowek w klimacie „stary port rybacki”. Cos jak ta pseudopanorama u mnie na glownej (jesli oczywiscie zadasz sobie trudu, zeby na to spojrzec – adres podalem w formularzu). Czy w zwiazku z tym moglabys mi polecic tego typu miejsca w Walii ? A nuz cos Ci sie kiedys obilo o oczy :)
    Poza tym fajnie piszesz nie mowiac o fotach. Bede zagladal nawet jak juz z tej Walii wroce :)
    Tradycyjnie pozdrawiam

    1. Oooo, znajdą się takie, znajdą, wypisz-wymaluj, najlepiej pojechać bardziej na zachód. Właściwie jest tego dobra tyle, że ciężko wybrać :)

      Co mnie najbardziej urzekło do tej pory w kwestii portów, to hrabstwo Pembrokeshire, północna część, konkretnie Porthgain: https://annawwalii.wordpress.com/2010/05/21/o-brzuchatych-wyznawcach-czarnej-smierci-porthgain-i-przeblysku-lata/, znajdujące się nieopodal znacznie większe Fishguard oraz nie tyle portowe, co bardzo urocze Newport> (nie mylić z tym wielkim koło Cardiff): https://annawwalii.wordpress.com/2010/05/21/o-brzuchatych-wyznawcach-czarnej-smierci-porthgain-i-przeblysku-lata/.

      W samej południowej Walii, to każdy Walijczyk i pewnie co drugi Polak poleciłby śliczne jak z obrazka Tenby – łatwy dojazd m4-ką: https://annawwalii.wordpress.com/2009/05/08/o-krojeniu-cebuli-tenby-i-wrazliwosci-artystycznej/ Jak masz mało czasu, to Tenby zdecydowanie warto.

      Są też ładne porciki pomiędzy Swansea i Tenby, jeśli wybrać się drogą wzdłuż wybrzeża zamiast M4 np. https://annawwalii.wordpress.com/2009/05/30/o-rajdzie-wybrzezem-umarlym-poecie-i-dwoch-panach-c/

      W kwestii pięknego wybrzeża to południowe Pembrokeshire, np. tu: https://annawwalii.wordpress.com/2009/06/30/jeszcze-o-pembrokeshire-harrympotterze-i-irlandzkim-swietym/

      ale też i w okolicach pomiędzy Cardiff a Swansea: Nashpoint https://annawwalii.wordpress.com/2010/07/28/o-dziurach-ozonowych-makijazu-perlamentnym-i-nashpoint/ i Southerndown https://annawwalii.wordpress.com/2010/06/29/o-boskim-bridgend-clifach-southerndown-i-wioseczce-ze-strzechamy/

      i cały półwysep Gower: https://annawwalii.wordpress.com/2010/08/15/o-zapachu-morza-three-cliffs-bay-i-przemytniczym-raju/

      Ponieważ piszesz głównie o portach, skupiam sie tylko na wybrzeżu, jeśli chcesz mieć jeszcze większy wybór, to są góry i zamcury, cała masa..

      Mam nadzieję, że coś z tego wybierzesz (wtedy będę zobowiązana za jakiś feedback). Jak również, że nie będzie lało (deszcze są tu popularne). Powodzenia i pozdrawiam równie tradycyjnie:)

  4. Veni Vidi Foci
    Melduje, ze zaliczylismy Walie. Strasznie krotko bylo i szybko ale co zrobic. Bylismy nad Three Cliffs Bay, gdzie pobladzilismy troche oraz w Tenby – piekne miasteczko i to z niespodziankami typu wyspa 3 metry od plazy. Reszta musi poczekac na lepsze czasy. Dzieki :)

    1. Fajnie, fajnie; mieliście sporo szczęścia, że nie lało cały czas, jak to zwykle bywa o tej porze roku :)
      A te foci to można gdzieś obejrzeć, bo ja chętnie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s