Anna w banku

Będąc raczkującą prywatną inicjatywą przeczytałam w necie, że aby stanąc pewnie na nogi w biznesie i zarobic dużo keszu, należy przede wszystkim sprawiac Profesjonalne Wrażenie. Wrażenie sprawia się za pomocą wizytówek oraz biznesowego konta bankowego. Reszta to detal. No to sprawiłam sobie karton ślicznych wizytówek w barwie sukcesu i zbudowana tym znakomitym początkiem udałam się w obchód po lokalnych bankach celem ustalenia najkorzystniejszej oferty konta biznesowego, które dopełni mojej przemiany w Billa Gatesa Południowej Walii. Cel był jasny – złapac właściwą ulotkę i ulotnic się, zanim się zorientują i zmiażdżą mnie zmasowanym atakiem marketingowym za pomocą nowoczesnych technik sprzedaży.

W NatWest byli zajęci i się udało. Ulotka poinformowała mnie, że oferta obejmuje dwa lata bezpłatnej bankowości dla nowych firm oraz ‚opiekę’ doradcy finansowego w oddziale.

W Lloyd’sie szczwanie pochowali wszystkie ulotki  i chcąc nie chcąc musiałam zapytac obsługę klienta. Obsługa rozkwitła w uśmiechu, wyszeptała ciepło ‚sekundeczkę’ i pognała po schodkach na górę. Myślę se, szuka ulotki, tak pochowała, że sama nie umi znaleźc. Za moment przylatuje, cała zdyszana: już, momencik, nasza manager Dżejn już do ciebie idzie. Psiajucha, myślę se, zaraza i szlag. No ale nic. Za plecami słyszę stukot obcasów. Oglądam się i zamieram. Oto ze schodów zstępuje do mnie jak w zwolnionym tempie madonna bankowości, anioł kredytowy, pieszczoszka boticellego, zgrabne bioderko, wybielony uśmiech po szóstki, włos długi, rozwiany powiewem klimy, biust falujący, ramiona rozwarte lekko, zapraszająco; cudo, jednym słowem.

Tzn. jeśli się jest samcem.

Dżejn zaprasza mnie do przytulnego pokoiku ze zdjęciem plaży na Goa na ścianie, gdzie ucinamy sobie pogawędkę. Dżejn mruga rzęsami, słucha z atencją, otula aksamitem głosu, bawi sie lokiem, bardzo się stara obudzic we mnie prawdziwego mężczyznę, co nie jest łatwe z różnych względów; na koniec pyta czy może zadzwonic za kilka dni i jeszcze sobie troszkę pogawędzic o produkcie, trzeba przyznac, że odmowę przyjmuje z godnością. Wychodzę obładowana sześcioma folderami i obietnicą poranka, którym przecież każdy wieczór jest, jak mówi klasyk. Plus 18 miesięcy bezpłatnej bankowości i Dżejn zawsze do mojej dyspozycji, w zakresie usług bezbrzeżnym jak niebo nad Goa.

To skoczę jeszcze do HSBC. Twardo postanawiam, że capnę ulotkę i w nogi. Ale nie mają żadnych, a poza tym przypominam sobie, że przecież jestem ich klientem od lat, może jakieś preferencyjne traktowanie, czy coś. Poinformowana o celu wizyty obsługa klienta natychmiast traktuje mnie tak preferencyjnie, że na przedramieniu wyrasta mi różowy pudel a futro z syberyjskiego tygrysa zastępuje wyliniały kożuch. Obsługa prowadzi mnie do pokoju ze zdjęciem plaży na Goa na ścianie, i przedstawia mi doradcę od finansów, Mafja. Mafju, młodszy ode mnie o jakieś 10 lat, wydepilowana brew, ciepła dłoń wykończona eleganckim pazurem, znakomicie, znakomiecie, a więc jesteś już naszą klientką, mamy rewelacyjną ofertę, 18 miesięcy bezpłatnej bankowości i doradcę finansowego, mnie, dodaje z rozbrajającym zadowoleniem, na miejscu.  Zaraz, mówię, w NatWest dają mi dwa bezpłatne lata i doradcę też, a nawet nie jestem ich klientką. Mafju: nie, niemożliwe. Ja: ależ tak. Mafju: nie, nie, na rynku nie ma lepszej oferty od naszej. Ja: ależ jest. Mafju: nie ma. Ja: chcesz zobaczyc ulotkę, mam przy sobie. Mafju:-___  Ja: gdzieś tu ją miałam, o. Mafju mruga, nerwowo przegląda własny folderek reklamowy, po czym radośnie wyprowadza argument nokautujący: ale tego doradcę to oni na pewno mają jednego na kilknaście oddziałów! A ja tu jestem dla ciebie cały czas na każde zawołanie!  Słuchaj, Mafju, mówię pół zirytowana, pół rozbawiona, no offence, ale guzik mnie obchodzi doradca, daj mi lepszą ofertę, lepszą dla mnie, początkującej inicjatywy na budżecie, coś, co mnie przekona, żeby otworzyc to konto z wami i umieszczac na nim moje w pocie czoła zarobione pensiki. Mafju myśli i myśli i w końcu wykrzykuje cały rozpromieniony: dajemy darmowy czytnik do kart dla biznesów z obrotami powyżej sto tysięcy rocznie!

Czyli prawda z tym kontem bankowym. Ledwie pomyślałam o założeniu, a już czuję się jak lwica biznasu skąpana w keszu jak Australia w fali powodziowej. Uśmiecham się do Mafja. Pudel obsikuje nogę od stołu. Plaża w Goa wdzięcznie pieści wzrok.

NatWest it is.

Copyright annawwalii, all rights reserved

Reklamy

7 uwag do wpisu “Anna w banku

  1. Grecia

    Moja Ty Byznesłoman:) Przewidujesz w niedługim czasie jakąś rekrutację? Np. do noszenia za Tobą statywu, albo przypudrowywania noska cośgdzieś? Jak coś, to nagraj mi wiadomość na domofonie, albo skontaktuj się z moim manadżerem :P

      1. Kapsel

        Po wolontariacie dostaje się od szefostwa piękny list kondolencyjny, bardzo przydatny później na rynku pracy. Tak mi ktoś zachwalał.

    1. ludzik

      Anna się nie podda! Wybór też chyba w tej całej historii nie był skomplikowany. Prawda jednak jest taka, że nowych klientów najchętniej cmokali by w d…, a jak przyjdzie do wsparcia i pomocy, to już na banki trudno liczyć…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s