O Cotswolds, tyłku Pippy i szlachetnej sztuce fotografii komercyjnej

Fajnie jest byc tłumaczem, bo a to człowiek asystuje przy wyrywaniu zęba, a to przy usypianiu pacjenta do operacji przez Szczególnie Przystojnego Anestezjologa, a to przy przesłuchaniu na okolicznośc podejrzenia o przestępstwo b-e; nie dośc, że się dobrze bawi, to jeszcze mu za to conieco płacą. Nie może byc lepiej. Po drugie, ja naprawdę bardzo proszę, żeby już nikt nie wspominał o tyłku Pippy Middleton. Również informuję, że otwarty został rachunek bankowy, na który można już wpłacac duże kwoty pieniędzy, które zostaną przekazane mi na zakup biletu na koncert Dżordża M. (w towarzyszeniu orkiestry symfonicznej) w grudniu. Bilet jest, oczywiście, zbójecko drogi, więc nie ściskaj kurczawo portfela, no już, już, ostatecznie chodzi przecież o wspieranie szlachetnej inicjatywy kulturalnej. No i na pewno Dżordż zaśpiewa to, i jak będzisz się czuł wiedząc, że przez twoje skąpstwo omija mnie coś takiego..?

Po kolejne: TA-DAM! Oto strzelają korki od szampana, faluje wiwatujący tłum, podrabiany tancerz flamenco wystukuje obcasami Final Countdown (kto dziś pamięta Joey Tempesta?), Szczególnie Przystojni Anestezjolodzy poluzowują kołnierzyki, cycate hostessy roznoszą orzeszki, przedstawiciele prasy lokalnej entuzjastycznie wypisują peany w swoich nołtbukach, ajfonach i jednym tradycyjnym notesie w niebieską linię. Drodzy Przybyli! Oto jest. Wreszcie. Moja pierwsza strona internetowa! <oklaski>. Oczywiście nie taka jak bym sobie życzyła, ale darmowa, a na darmowe się nie wybrzydza. Na razie wystarczy. Tym samym, starania o fotograficzne zawodowstwo uważam za otwarte. <oklaski>. Dziękuję, dziękuję. Pan w tylnym rzędzie wyjmie tę paczkę pistaszków z kieszeni, jak mu nie wstyd. <chichot>. No więc, drodzy, drogie,  Tutaj można rzucic okiem na to co robię oraz może nawet złożyc zamówienie. Każdy entuzjastyczny feedback mile widziany, negatywny proszę napisac komuś innemu, najlepiej konkurencji <śmiech, oklaski, ktoś łamie górną dwójkę na orzeszku>.

Tymczasem Cotswolds, Anglia, obiecane, a już prawie zapomniane w nawale spraw.

Z racji olbrzymiej popularności regionu nie może w nim zabraknąc standardowych atrakcji, jak: Łupienie Turystów połączone z Trochę Olewczym Stosunkiem, średniej jakości Full English Breakfast, średniej jakości Cream Tea, Mnóstwo Ładnych Rzeczy do Fotografowania przez Turystów oraz  Dużo Chińczyków. Gdzie jesteśmy – mapka by nieocenione google:

Cotswolds słynie głównie z malowniczych wioseczek, podobno typowo angielskich, tak ładnych, że aż oczy bolą. Tak ładnych, że wyglądają wręcz nienaturalnie, jak plany filmowe; każdorazowe pojawienie się istoty ludzkiej w drzwiach lub oknie stanowi pewnego rodzaju szok dla organizmu i wszyscy Chińczycy rzucają się, żeby zrobic istocie zdjęcie. Utrzymywanie takiego ładnego stanu rzeczy bardzo opłaca się mieszkańcom; po pierwsze kwitnie turystyka, po drugie przemysł filmowy, który naturalnie ukochał sobie Cotswolds, hojnie wynagradza swoje ‚plenery’ za wszelkie niedogodności związanie z częstą obecnością ekip filmowych. Ja z resztą nie mam nic przeciw, dzięki temu mogę sobie pochodzic po wiosce w której Chłopiec Który Przeżył przeżył swoje pierwsze spotkanie z Tym, Którego Imienia Nie Można Wypowiadac. Niewtajemniczeni niechaj spłoną wstydem pod moim potępieńczym spojrzeniem. Niezwłocznie rzucam na nich Imperiusa, na skutek którego dokonają niezwłocznej dotacji na rzecz mojego spotkania z Dżordżem.

 

    

Nie ma sie co rozpisywac, najlepiej sobie pojedź i zobacz. Wspomnę jeszcze tylko o jednym miejscu, które warto na pewno odwiedzic będąc w tamtych rejonach: Bath. Miasto znajduje się na liście światowego dziedzictwa kulturalnego Unesco i szczyci się posiadaniem zabytkowych rzymskich łaźni uzdrowiskowych oraz gorących źródeł, które owe łaźnie od czasów rzymskich sobie zasilają. Bath jest ogólnie ładnym miastem ze starą architekturą, jednym z najciekawszych i najbardziej znanych jej elementów jest tzw. Royal Crescent, długi, efektownie zaokrąglony rząd domów z miesięcznym czynszem przewyższającym roczny dochód mojego gospodarstwa domowego, i koleżanki też. Poniższe zdjęcia pochodzą z Wikipedii.

Jakub mówi, że z anestezjologa jest ostatecznie niewielki pożytek, i jeśli ma się wybór, to on osobiście skupiałby się na dentystach.

27 uwag do wpisu “O Cotswolds, tyłku Pippy i szlachetnej sztuce fotografii komercyjnej

  1. Greta

    Tym razem Jakub się myli-może i z anestezjologa niewielki pożytek (dyskusyjne, ja bym chciała mieć takiego w pobliżu, na wypadek chęci uśpienia jednego z drugą), ale spróbuj coś bez niego…
    Bath istotnie boskie, byłam dwa razy a mam ochotę jeszcze nie raz, a Ty czemu zachwalasz a sama nie pojechałaś, hę (to znaczy tak wnoszę po zdjęciach z wiki). No i gdzie zdjęcie kanału dla mnie?!?

    pees. jak już uporam się ze swoimi luksusowymi wydatkami, na pewno zasilę Twe konto jakąś skromną sumką (w myśl zasady, że zasilenie mniej mnie będzie kosztować niż własny bilet) a tymczasem: chin up, Moja Droga

    1. Pojechałaś, ale dawno i zdjęcia były, że tak powiem, nie tego. Kanału nie widziałam, może byc studzienka ściekowa? Gdzieś miałam. Chin up, aye!

  2. Joey Tempest plus jego czterech kolegów straszyli mnie swoimi kręconymi włosami przebywając tymczasowo na drzwiach do pokoju mojej kuzynki z Częstochowy gdzie akurat spędzałem wakacje. Na plakacie przebywali. W żadnym wypadku osobiście.

      1. Oooo, myślałam, że wakacji właśnie minionych, szkoda, to była taka piękna historia; no ale pozostaje nadzieja, że drzwi z Tempestem gdzieś tam są, wieczne jak jego jedyny hit.

  3. pinezka01

    co do strony- lepiej poźno niż wcale:) Stronie to się jeszcze dokładniej przyjrzę ale co do portfolio- super. A poza tym: bardzo podoba mi się zwort: Łupienie Turystów połączone z Trochę Olewczym Stosunkiem, być może wykorzystam na praskiej stronie- choć tu łupią w knajpach w centrum ze stosunkiem nie tyle olewczym ,co czasem wręcz wrogim (mina „idż mi stąd, przeszkadzasz w pracy” zdarza się u kelnerów). A poza tym pozdrowienia znad Bałtyku- od wczoraj jestesmy w małej miejscowości słynącej z tego , że jest nudna i brak w niej rozrywek (dlatego ją wybraliśmy)- niestety okazało się, że jedyny dancing jaki jest tutaj znajduje się 30 metrów od naszej kwatery a zapłacone z góry…Więc dziecko śpi a my poznajemy przeboje disco polo o istenieniu których nie mieliśmy pojęcia i nie możemy się stąd ruszyć- bo dziecko śpi… Brrrrr.

    1. Stronka jest tymczasowa, ustaliłam priorytety na ‚darmowy’ i ‚łatwy interface’; kiedyś powstanie taka porządniejsza, ciekawsza, może wynajmę koleżankę z Pragi, świetną webmasterkę..
      No ale co, disco polo to prawie folklor, prawie Kultura, trzeba się cieszyc :]
      Miłych wakacji, bawcie się dobrze

    1. Ja mam kilka niejasności, np. dlaczego jak Hermiona całuje się z Ronem to widzu dostępny jest głównie czubek jego głowy, maniakalnie kręcący się; czuję się oszukana.

  4. Po pierwsze muszę powiedzieć, że tak pięknych zdjęć dawno nie widziałam, po drugie, chyba nigdy nie spotkałam się z równie ciekawym stylem pisania:) uwielbiam czytać Twojego bloga właśnie z racji cudnych tekstów i wspaniałych zdjęć, a także tego, w jak niezwykły sposób oddajesz klimat Wielkiej Brytanii. Podziwiam i z niecierpliwością czekam na kolejne posty:)

    1. Że tak powiem, w samą porę.. Właśnie się zastanawiałam, czy nie zawiesic się, bądź w ogóle zamknąc z powodu braku natchnienia oraz czasu, ale wobec takiego komentarza czuję się zbudowana oraz zobowiązana.. dzięki :)

  5. arturo i danutek

    Witaj Anno
    Od jakiegoś czasu nosimy się z zamiarem (tzn. ja i moja ukochana żona) przeniesienia do Walii. I najlepiej w okolice Parku narodowego. Byliśmy tam na urlopie i zakochaliśmy się w tamtych okolicach.
    Szukając informacji na ten temat natrafiliśmy na Twojego bloga. Nawiasem mówiąc stworzyłaś tu coś pięknego i niepowtarzalnego. Tak się zastanawiamy teraz , czy mogliśmy byśmy skontaktować się się z Tobą poza publicznym forum? np e-mail.
    jeśli tak to byłoby super, gdyż dręczy nas kilka pytań , które wciąż pozostają bez odpowiedzi.
    Nasz adres to arturoidanutek@o2.pl
    Już dziękujemy bo wierzymy że do nas napiszesz

  6. Hej! Własnie trafiłam na Twojego bloga pod hasłem „co zobaczyć w Walii?’ i nie moge sie oderwac, zaparzyłam sobie zbożowej kawki i spija zachłannie jak Twoje posty. Jestem zauroczona zostaje tu i bede wracać. Tym bardziej teraz gdy mieszkam w Epsom i chce zobaczyć wszystko dookoła. Mam nadzieje, w grudniu odwiedzić Walię na pewno skorzystam z Twoich wskazówek! Powiedz mi tymczasem, gdzie najlepiej sie udać w rejonie cotswods, zeby zobaczyć miejsce, gdzie krecono pottera? jak znaleźć ta mała cudną mieścinkę? Chciałabym tez odwiedzić to miejsce, gdzie kręcono The Hollyday, moze potrafisz mi pomóc? Będę ogromnie wdzieczna ! pozdrawiam cieplutko.

    ps. ja różnie zaprszam na moją opowieść o poczatkach angielskiej emigracji i innych podróżach.

    1. Hej hej.. Jeśli chodzi o Cotswolds, to niestety nie jestem ekspertem, byłam tam raz i niewiele widziałam, chociaż podejrzewam, że to co widziałam jest reprezentatywne dla całości. Jedną z wiosek związanych z HP jest Lacock http://www.cotswolds.info/places/lacock.shtml – byłam, bardzo ładne. W necie znajdziesz mnóstwo informacji o tym rejonie, np. tutaj: http://www.cotswolds.com/. Co do Walii natomiast, to grudzień nie jest raczej najlepszym miesiącem na odwiedziny (wieje, leje i może być ogólnie ponuro), najlepiej próbować w okolicach kwietnia, maja; ale kto wie, pogoda w tym roku pozytywnie zwariowała, więc może i grudzień będzie ładny:) Pozdr.

  7. Ach, super, że dotarłam do posta o Cotswolds! Byłam w październiku 2013, pojechawszy załapać zapalanie zatok, wybrałam się przy okazji na jednodniówkę z zacnym panem przewodnikiem, który sobie znalazł fajny sposób na emeryturę. Trafiłam akurat na końcówkę jego działalności, zjechaliśmy w jeden dzień najładniejsze miejsca i – o dziwo! trafiła się piękna, jesienna pogoda. Jam niegodna konkurować z powyższymi fotografiami, gdyż fotografem nie jestem, ale można sobie zerknąć jak zapamiętałam to piękne miejsce. Warto wspomnieć, że był tam kręcony film „Tamara i jej mężczyźni”. Jak ktoś w PL ma Domo+ (w sumie to polska wersja brytyjskiego programu), to można sobie obejrzeć „Escape to the country” – w bardzo wolnym tłumaczeniu „Ucieczka na wioskę”, gdzie pokazane jest jak bogaci brytyjscy emeryci kupują sobie cottage za pół miliona funtów, a za drugie pół miliona je odgrzybiają i dostosowują do mieszkania. Można popatrzeć jak marudzą i się trochę pownerwiać na swój los, jak ktoś lubi.

    Pościk z fotami: http://madame-tutli-putli-uk.blogspot.com/2013/10/cotswolds-podroz-do-innego-swiat.html

    1. Nie kokietuj :) bardzo ladny zestawik. Az nawet sobie pomyslalam, ze moze bym sie znowu wybrala. W sumie nie widzialam za wiele, tak naprawde. A nie mialas takiego troche wrazenia disneylandu? Bycia na planie filmowym wlasnie? Brakowalo mi jakiegos zycia, jakiejs naturalnosci w tych wioseczkach jak z bajki. Wizerunek na sprzedaz. Bylam troche rozczarowana, chociaz prawda jest, ze zarlismy sie podczas wypadu niemilosiernie, wiec to pewnie wplynelo na koncowa ocene :)

      Piekny ten jesienny cottage z czerwonym pnaczem. Dlaczego ja sie w takim nie urodzilam, pytam sie.

      1. Wiesz co, ja byłam przekonana, że pojadę tam i to będzie takie miejsce puste, nieznane, że znalazłam coś takiego nietypowego – sam fakt, że połączenie z Londynu nie jest takie wypasione sprawił, że sobie pomyślałam – „hmmm, ale odkrycie”. Po czym przyjeżdżasz, a tam: zestaw Azjatów z różowymi etui na Ipada mini, bogatych emerytów z wolna przechadzających się uliczkami, rozwrzeszczanych dzieciaków i równie rozwrzeszczanych rodziców. To była rzecz, która mnie rozczarowała – stworzyłam sobie przez parę miesięcy grzebania na necie i siedzenia na Pintereście, własną wizję Cotswolds i gdy zobaczyłam taką ilość turystów oraz masakryczne ceny – za jedzenie, za nocleg w B&B, za wszelkie usługi – no to tutaj trochę się zastanowiłam. W ogóle oglądając na zdjęciach pomyślałam sobie – „ale zajebiście by było sobie kupić taką cottage, ciekawe ile kosztuje”. Hahahahaha. Ha. Kupie se, tak…chyba album ze zdjęciami:)

        Taki może faktycznie mini średniowieczny Disneyland, ale tak piękny, że stwierdziłam, że się wyłączam na tych ludzi z różowymi Ipadami mini i sobie pochłonę ten klimat, który jest niepowtarzalny. Jedziesz w Cotswolds i masz wrażenie, że jesteś w zupełnie innym świecie. Mój tata jest ogrodnikiem i pomyślałam sobie jaki by był szczęśliwy dbając sobie o taki ogród! Uwielbiam te zielone ogrody, detale, kute bramy, tearooms, malutkie księgarnie – no i kamień z Cotswolds, który niestety już podobno się skończył i muszą robić mechanicznie „coś w ten deseń”. Fajne jest to, że tradycja tam jest na tyle kultywowana (tradycja albo dbałość o spójność, żeby turyści przyjeżdżali częściej:)), że jak ktoś sobie buduje nowy dom, to musi to być identyczne jak te zabytkowe, musi być zgoda konserwatora zabytków na jakikolwiek najmniejszy remoncik. A nie jak u nas, że masz stary dworek czy jakiś zabytkowy budynek czy kamienicę, a zaraz przyj…ny Biedronka albo Lidl.

        Mnie, etnografa z wykształcenia takie klimaty kręcą totalnie. Chętnie bym sobie pożyła w takiej cottage albo popracowała, zamiast się tutaj męczyć w debilnym 3*** hotelu. Po wizycie w jednym z pubów w takiej cottage zastanawiam się tylko – jak to wygląda od strony tamtejszego sanepidu itd. albo jak tam się remontuje – przecież ten budulec chyba chłonie wilgoć jak cholera? Wiesz, grzyby i te sprawy…

        1. Świetnie to napisałaś. Poczułam się zainspirowana Twoim entuzjazmem; sporo w nim odnajduje własnego, który mi się gdzieś czasem zapodziewa. Ja byłam przygotowana na Cotswolds turystyczne, więc obeszło się bez szoku, ale nie obeszło się mimo bez lekkiego zmęczenia. Tłumami, byciem samej częścią tego turystycznego magla, pokazowych tearoomów. Drugi raz wybiorę się po pierwsze poza ścisłym sezonem, a po drugie w jakieś mniej popularne rejony. A tak mi się przypomniało, jest taki szlak w Herefordshire na którywybieram się już od dawna, i ciągle nie mogę dotrzeć, jedynie przejazdem, nazywa się Black and White Trail. Słyszałaś? Jest równie uroczy jak Cotswolds, a prawie zupełnie pominięty przez marketingowców. Etnograf może się tam rozchorować ze wzruszenia podejrzewam. Całe wiosiunie w murze pruskim. Och, och.
          http://www.blackandwhitehouses.co.uk/blackandwhitetrail.php
          Muszę tam dotrzeć w tym roku, no muszę.
          Co do grzyba, to nawet mnie nie zaczynaj..

          1. Nie słyszałam – byłam w Anglii tylko 1 raz i to tylko na tydzień :( nie mogłam zatem zobaczyć za wiele, a wielka szkoda… bo pewnie bym się bujała po takich miejscach. Timber – frame – no wreszcie wiem jak się tą fajną architekturę określa! Przepiękne miejsce. My, wieśmaki i wieśmeni nie możemy przepuścić takich miejscówek w przyszłości…:)

          2. zaczynasz reklamować moje strony? no, no! :-) jakby co – nieustannie zapraszam na herbatę, albo coś mocniejszego.

            ja odkąd zaczęło padać, czyli tak od października, próbuję wybrać sie do elan valley, bo ponoć wszystkie tamy się przelewają, ale czekam na choć jeden słoneczny dzień. in vain…

            1. Ja od dawna (prawie dwa miesiące!!) już nigdzie nie byłam i zaczynam łazić po ścianach, ale niestety sploty różnych okoliczności działają przeciwko mnie. No i podła pogoda, bien sur. Ten mur pruski to przecież mnie woła od dawna, przejeżdżaliśmy przez jedną wiosiunię w drodze do Brackpool i rozumiesz, nie wiedziałam na co się gapić. Oczopląs. I ludzie w tym żyją, normalnie, codziennie, i pewnie nawet nie myślą, jakimi są szczęściarzami, co uważam osobiście za wielką życiową niesprawiedliwość.
              Zaryzykuj, jedź, może Ci to słońce wyjdzie, czasem wychodzi.. :)

              1. ja z tej desperacji już nawet w polsce byłem! (pierwszy raz od prawie dwóch lat). a jak tydzień temu podjechaliśmy ze znajomymi do raglan (no bo gdziekolwiek, ale trzeba było się ruszyć) i na jakies dwadziescia minut wyszło słońce (rozumiesz: czarne chmury, deszcz, słońce, tęcza…) to z kolesiem co to lubi robić zdjęcia prawie małpiego rozumu dostaliśmy…

                jak już zdecydujesz się na b&w to daj znać, podpowiem, które wioski najlepiej odwiedzić. nie wszystkie są aż tak powalające.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s