tylko nie znowu o cream tea, na litość boską

Ostatnio sporo bywałam. Np. bywałam na Operze, to znaczy tak zakładam, bo siedziałam pod samym sufitem na lewo od wentylacji i nie mogę powiedzieć, jaki rodzaj widowiska w zasadzie oglądałam; być może był to jeden z konwentów piramidy finansowej, bo było dużo krzyku, a w przerwie wszyscy pobiegli do baru.

Bywałam także w sympatycznym mieście Stratford Upon Avon, gdzie urodził się, mieszkał i tworzył William Szekspir, taki poeta angielski. Fakty powyższe miasteczko skwapliwie wykorzystuje w celach zarobkowych (tu poznajemy pożyteczny angielski zwrot ‚milking’ czyli ‚dojenie’). Jestem zwykle nieufna względem takich atrakcji, przeżywszy lekkie rozczarowanie disnejowskim Cotswolds; jednakże Stratford bardzo mi przypadło do gustu. Posiada wszystko to, co cenię – Charakter, Trochę Historii oraz 163 kafeterie z dobrym jadłem we względnie przystępnych cenach. Owszem. Turystów jest dużo. Milking na każdym kroku. Jednakże jest coś w atmosferze, co sprawia, że Stratford jest rzeczywiste, prawdziwe, tętniące normalnym życiem. Zwykle stronię od tłumów (określenia ‚dzikus’ czy ‚społecznie zdezorientowana’ uważam za krzywdzące) ale czułam się tam na tyle dobrze, że mam zamiar wybrać się ponownie. Zwłaszcza, że Stratford upon Avon jest siedzibą Towarzystwa Szekspirowskiego i szczyci się posiadaniem podobno znakomitego teatru, do którego nie dotarłam, a przecież powinnam, skoro bywam. I zwłaszcza, że chociaż bilety wstępów do różnych ciekawych obiektów są zbójecko drogie, to można je wykorzystywać wielokrotnie przez okres 12 miesięcy. Jestem otwarta na negocjacje w sprawie wypożyczenia biletu za drobną cołaską, jeśli ktoś się zechce wybrać.

Oto na zdjęciu powyżej dom w którym urodził się poeta Szekspir. W muzeum poświęconym jego życiu można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy, np. że zasłynął jako sprawca ciąż już w wieku 18 lat,oraz że powodziło mu się finansowo bardzo dobrze przez całe życie i zmarł w dostatku, co osobiście uważam za zachowanie bardzo nieprofesjonalne jak na artystę.

Nieodłącznym elementem wypadu do Stratford upon Avon jest oczywiście cream tea, wielokrotnie już przede mnie reklamowana. I tak w SuA można ją spożyć np. w kawiarni „Fourteas’. Nazwa jest sprytną grą słów na herbatkę oraz lata czterdzieste, na które stylizowana jest kawiarnia. Kelnerki noszą okropne kiecki za kolano z kołnierzykami, ogłoszenia informują, że wróg nie śpi, i należy czujnie a bezustannie podejrzewać szpiega w każdej dobrze zbudowanej staruszce, a kibel znajduje się naprzeciwko zejścia do schronu przeciwlotniczego. Warto sobie pozwolić; zwłaszcza, że robią tam znakomitą herbatę parzoną przez 5 minut odmierzanych przez prawdziwą mini klepsydrę (na zdjęciu poniżej) a ich scon z dżemem i śmietaną to, nomen omen, poezja.

W kwestii lokalizacji: Stratford upon Avon znajduje się około 35 km na południowy wschód od Birmingham. Dwie godziny autem z południowej Walii, ze dwie z Londynu, około 1.5 z Bristolu. Pożyteczny linek z wszelką informacją: Shakespeare Birthplace Trust.

I to na dziś tyle. Reszta jest milczeniem, jak twierdzi poeta Szekspir.

23 uwagi do wpisu “tylko nie znowu o cream tea, na litość boską

    1. W skład cream tea wchodzi ciasteczko zwane ‚scon’, które przekraja się umiejętnie na dwie połowy, podejrzliwie sprawdzając, czy aby na pewno świeżo upieczone, a nie gniot z tesco, następnie obie połowy smaruje się dżemem a na dżem nakłada się mnóstwo tzw. clotted cream, czyli gęstej bitej śmietanki (bacząc, aby nie z tuby z tesco, ale świeżo zrobionej). W wersji total hardcore pod warstwę dżemu smaruje się jeszcze warstwę masełka, dobijając zawartością kaloryczną do dwumiesięcznego limitu, ale to już nie ma moje zdrowie.. Zazwyczaj w zestaw wchodzi też zwykła herbatka. O tutaj proszę zbliżenie: https://annawwalii.files.wordpress.com/2011/11/scone.jpg Robić samemu można, ale najlepiej jak ktoś inny zrobi.. :]

  1. Z cream tea jest jak ze Stratford upon Avon-nigdy nie próbowałam/byłam ale chętnie bym spróbowała/odwiedziła.
    Żadna nowość w sumie, w pięknej Brytanii odwiedziłam tylko Londyn i Sheffield (bo P. jest z Sh.) ale z praktycznie każdym Twoim postem zapisuje sobie nowe miejsce warte odwiedzenia. Kurde, chyba mi życia nie starczy.

  2. papuas

    Jak tak miłujesz Szekspira, to mam jego dzieła sceniczne na dvd (chyba wszystkie). Służę uprzejmie:)
    I co Ty na to? Podejmiesz rękawicę?

  3. Powinienem przestać czytać Twojego bloga, bo mnie skręca z ochoty, by ciepnąć wszystko w diabły i ruszyć na wycieczkę. Na szczęście jestem zbyt leniwy. Mogę Ci tylko Anno powiedzieć, że zbieram w tym roku pieniążka i mam zamiar odwiedzić Wyspy Brytyjskie na urlop. Zastanawiam się nad wrześniem. Myślisz, że wrzesień da radę? Pozdrawiam z prawie wiosennego, zasmogowanego Krakowa, gdzie ptaszki nie kwilą, bo im pył pm10 wyżarł gardziołka.

    1. Wrzesień może być ładny, w tamtym roku był. Z tą cholerną brytyjską pogodą nigdy nic nie wiadomo.. A masz jakiś konkretniejszy zaryz programowy w głowie?? W Walii nie ma smogu.. ;)

      1. ha! w wrześniu (czy październiku?) zeszłego roku, jadąc do szkocji zabraliśmy wszystko co było wodoodpornego pod ręka. ponton został tylko… i co? i świeciło słońce. przez prawie tydzień!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s