Anna in Nederland

Znowu się bywało. Jak przystało na prawdziwą kosmopolitkę i obierżyświatkę, śniadałam po holendersku, obiadałam po afgańsku a na kolację był bigos. W międzyczasie czyniłam obserwacje. Np. na temat Holendrów.

Holendrzy mieszkają w Holandii, takim kraju, zwanym też alternatywnie Niderlandami. Mówię to na wszelki wypadek, gdyby przeglądała ten blog niejaka Gemma (l.17), laureatka grand prix w konkursie ‚głupszy niż deska nieheblowana’ za pytanie: z jakiego kraju pochodzili moi dziadkowie, jeśli byli Rumunami? (red. Jakubek zaklina się na wszystkie świętości, że autentyk. Z racji pracy z 17-latkami wierzymy bez problemu).

Do rzeczy. Statystyczny Holender jest miły, wykształcony, zna 3 języki, jeździ na rowerze, jest dobrze sytuowany i dużo podróżuje. Tyle stereotyp; w rzeczywistości zaś statystyczny Holender jest miły, wykształcony, zna 3 języki, jeździ na rowerze, jest dobrze sytuowany i dużo podróżuje. Odrażające.

Jako kierowca, statystyczny Holender nie cierpi cyklistów; jako cyklista szczerze nie znosi kierowców. Van den wanker! Krzyczy prawdopodobnie czasem na przeciwnika, ale w duchu, bo jest dobrze wychowany.

Statystyczny Holender bardzo nie lubi być nagminnie branym za Niemca, co jest poniekąd zrozumiałe.

To bardzo poukładany i zdyscyplinowany naród, rozmiłowany w wartościach rodzinnych, dość konserwatywny, jednocześnie bardzo otwarty; wszędzie jest czysto, a statystyczny holenderski dom podmiejski jest kryty wielką malowniczą strzechą, leży nad jakimś kanałem i rozmiarowo mieści w sobie dwa polskie domy ze stodołą i garożem. Mimo tych wszystkich sympatycznych plusów Anita twierdzi, że trochę jej ciasno we wszystkich regułach, według których państwo holenderskie wychowuje obywateli, i że wolałaby mieszkać we Francji, gdzie czuje się zdecydowanie bardziej relaxée. Jako mieszkańcy UK utożsamiamy się.

W Holandii je się podobnie jak u nas; ku mojej czarnej rozpaczy, czasem na przystawkę podaje się krewetki wielkości pekińczyka, i wtedy zapada taka krępująca cisza, i już wiadomo, że będzie dramat. Na litość boską. Jak ja mam im powiedzieć, tym przemiłym ludziom, którzy wyszli z siebie, żeby mnie ugościć, że różowy robal to jedyna na świecie rzecz, która absolutnie nie przejdzie mi przez ściśnięte do bólu gardło.. Zgroza absolutna, konsumpcyjny Hitchcock. Co prawda, zrehabilitowałam się trochę wsuwając cztery porcje rewelacyjnego musu czekoladowego, ale jednakże, niewielki wyrzut pozostał.  ‚Na mieście’ zjedliśmy krokieta i coś, czego nazwy nie mogłam zapamiętać, ale brzmiało jak friggin’ hell.  Mają też Holendrzy swoje ‚cukierki’, które przeżuwają nagminnie; rzecz jest powiązana z anyżkiem, nie zawiera wcale cukru, co samo w sobie jest już podejrzane, i wymaga pewnej otwartości umysłowej ze strony kubków smakowych. Jakby ktoś chciał skosztować, to proszę się nie krępować. Nalegam.

W kwestii turystycznej zaś, jeśli chce się zobaczyć typowy holenderski krajobraz, a ma się niedużo czasu, to należy się wybrać do Kinderdijk,  tu proszę, mapka orientacyjna dzięki uprzejmości google:

Kinderdijk to nieduża miejscowość szczycąca się posiadaniem obiektu z listy światowego dziedzictwa kulturalnego UNESCO. Obiekt to 19 wiatraków z 1740 r malowniczo rozpołożnych wzdłuż rzeki (m.in. na zdjęciu u góry). Wygląda na to, że w niektórych mieszkają ludzie, i tu należy pozazdrościć, bo wygląda to naprawdę zachęcająco. W ogóle to idealne miejsce na spacer, i przy odrobinie szczęścia można nawet nie zostać rozjechanym przez cyklistę. Można też nabyć magnez na lodówkę, co ważne jest i lubimy.

Ogólnie, Holandia to ładny kraj, chociaż szokująco płaski. Na wakacje może bym się nie wybrała, ale z przyjemnością złożę jeszcze wizytę czy dwie. Zaczynając od Amsterdamu.

No. A potem pojechaliśmy dalej, na ten afgański obiad, co jeszcze nie wiedzieliśmy, że afgański.  Ale o tym już następnym razem bo teraz jestem zajęta byciem znowu na urlopie.

11 uwag do wpisu “Anna in Nederland

  1. Anyżek… błeee…

    Kiedy byłem na studiach, w wakacje pracowałem w Holandii na plantacji truskawek. Pieniądz jak na tamte czasy był bardzo dobry, ale praca ciężka i wyczerpująca. Powiedziałem sobie, że więcej do Holandii nie wrócę. Wtedy ten kraj kojarzył mi się z polami kukurydzy ciągnącymi się, aż po horyzont i z polami truskawek ciągnącymi się, aż po horyzont i ciut dalej.
    Zdanie co do Holandii zmieniłem po wizycie w Amsterdamie:) Piękne miasto i super klimat.

    Miłego urlopowania:)

    1. O, widzisz. Za każdym razem, jak widziałam jakąś uprawę (po horyzont i dalej) myślałam sobie, może nie powinnam mieć takich oporów przed kupowaniem holenderskich jabłek/truskawek/pomidorów w markecie, to taki porządny naród, na pewno dbają, żeby mnie nie truć.. nie? Tylko czemu to wszystko jakieś takie bez smaku? Próbowałeś tych truskawek, które zbierałeś? Smakowały jak truskawki??

      PS. Zgadnij, kto sobie przywiózł Grę o Tron (i od razu w dwóch wersjach językowych, przy czym o dziwo angielska była tańsza) i Mendozę i zaraz przeczyta, jak tylko skończy wynaleziony na Kindle „Hotel Marigold’ :)

      1. Jeśli przyszłoby mi nazwać smak holenderskich truskawek najbliższym określeniem byłby papier pomieszany z błotem. Te truskawki są okropne:) Pięknie wyglądają i na tym ich zalety się kończą. Holenderscy farmerzy raczej swoich płodów rolnych zgodnie z naturą nie hodują. Podstawą są nawozy i jeszcze raz nawozy. Opory przed kupowaniem należy mieć jak najbardziej:)

        Przyjemnej lektury życzę:) I wróżę totalne pogrążenie się w świecie „Westeros”.

    1. Kwiatków jeszcze nie było, pojechałam o kilka tygodni za wcześnie niestety, ale Keukenhof z jego tulipanami jest na liście ‚zobaczyc zanim’. Może w przyszłym roku, na razie pogapię się na własne trzy tulipany w doniczce :)

    1. Było. Ja to mam szczęście, nie dość, ze spotkałam fajnych ludzi, to jeszcze nikt nie chciał, żebyśmy się dokładali do rachunków, no żyć nie umierać :]

    1. To prostuj te tarasy ciotka, prostuj, postawimy Ci wiatrak, tartak i wybieg dla strusi jak wyrazisz życzenie. Czuję się dziś kreatywnie.

      1. greta

        Wybieg dla strusi mają obok, to prawie jak u mnie i śmierdzi ptasim guanem. Wiatrak i tartak (po kiego?) poproszę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s