o dwóch pierwszych razach

Nastrój mam ostatnio wyjątkowo podły, to prawda. Media ciągle trąbią o najbardziej deszczowym lecie od ośmiuset lat; całe szczęście, że to robią, bo jeszcze byśmy przeoczyli. Woda wydaje się być absolutnie wszędzie, zwłaszcza tam, gdzie jej zupełnie nie powinno być.

Poza tym zorientowałam się, że jednemu mojemu sandałku obwisa nieestetycznie pasek i postanowiłam pójść do pana szewca, po raz pierwszy w życiu.  Pan szewc zażądał prezentacji, pomacał, postukał, pocmokał, obmierzył, zapisał, skasował i kazał wrócić we wtorek.

We wtorek z dumą zaprezentował swoje dzieło: pasek, co prawda, jak obwisał, tak obwisa, ale za to mam nowy dwucentymetrowy obcas. Fajnie zrobiłem, co nie, ale o co chodzi, coś ci się stało kochanieńka, jakiś, eee.. problem..? może wody..?

[Tylko kurwa nie wody!! Nóż, tasak, topór, obcęgi, widelec, wykałaczkę..]

Przejdźmy do rzeczy ciekawszych. Na quadach byłam. Też pierwszy raz w życiu.  Nie było lekko. Przez pierwsze pięć minut chciałam zeskoczyć i pójść sobie i nigdy nie wrócić, ale mi było wstyd, bo tam na quadzie jest napisane, że dozwolone dla dzieci od lat 12. Więc się spięłam w sobie i pojechałam, mamrocząc niecenzuralnie i spływając potem z wysiłku, głównie logistycznego. Wcale się tego tak łatwo nie prowadzi :>

Potem było już tylko lepiej: kałuże, błotko, wertepy, górki, dołki, kowbojskie okrzyki; pod koniec nabrałam takiej werwy, że nie zdążyłam zauważyć, że na środek ścieżki wyskoczyło mi drzewo. I tak sobie na nim zawiśliśmy malowniczo, quad i ja, w pozycji niekoniecznie przewidzianej instrukcją obsługi, na kilka minut, aż przyszedł pan quadowy i nas naprawił. Adrenalina ciągle gdzieś tam we mnie buzuje, chociaż może to tylko wkurw pogodowy.

Quady to nie najtańszy sport, ale ostatecznie od czasu do czasu trzeba sobie na to czy tamto pozwolić. Godzina jazdy po wertepach w miejscu o nazwie „Quad Challenge” (niedaleko Swansea) kosztuje 38 funtów. Jeździ się za panem quadowym, gęsiego; pan quadowy czasem udziela instrukcji, pyta czy wszystko arajt, no i oczywiście wie, jak zdjąć quad z drzewa, co ważne jest, i lubimy. Acha, warto ubrać się w coś, czego raczej nie będzie żal wywalić.

Polecam z czystym sumieniem, pomimo błotnistych okoliczności przyrody.

14 uwag do wpisu “o dwóch pierwszych razach

  1. pinezka01

    nienawidzę, nienawidzę guadów… no… te na których jeździłaś usprawiedliwiam bo jeżdżą po jakimś wyznaczonym terenie nikomu pewnie nie przeszkadzając, ale te rozjeżdżające piaszczyste drogi w naszym lesie, hałasujące i smrodzące wtedy kiedy człowiek chciałby trochę od hałasu i smrodu odpocząć… no… coś mnie trafia….na FB czytam, że wyszło u Was słońce- GRATULUJE:)

    1. Tak, to są zorganizowane trasy, w sumie jeździ się w kółko po tych samych ścieżkach, wszystko jest ogrodzone i z dala od ludzi. Fakt, głośne toto, ale mimo wszystko.. fajnie :)
      Wyszło, wyszło, zupełnie nie wiem jak zareagować..

  2. papuas

    Też nie cierpię quadów w lesie. Chociaż u nich jest o tyle lepiej, że nie straszą zwierząt. Dawno już wszystkie wybili.

  3. Przejrzalam bloga jest Boski !! Usmialam sie strasznie napewno bede czesto tu zagladac , ciekawie piszesz i przede wszystkim z humorem a to lubie najbardziej :) Tez mieszkam w Walii i tak samo jak ty uwielbiam tegoroczne lato, nic tylko strzelic sobie w leb ;/ Zazdroszcze wycieczki na quady. Pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s