Anna en Gran Canaria

Jak byłam małą dziewczynką, czyli całkiem niedawno :> to Wyspy Kanaryjskie były równie osiągalne, co Mars. Ale w miarę jak rosłam, to wszechświat się kurczył i nagle okazało się, że Kanary są oddalone ode mnie już tylko o 4 godziny lotu. Plus dwie godziny sterczenia w kolejce do odprawy, jak leci się z tanim przewoźnikiem, którego imienia nie wymienię, bo i tak każdy wie, że chodzi o Rajanera, oby zaraza opanowała jego uprawy a krowy jego zaczęły dawać niebieskie mleko.

No więc, wyspa Gran Canaria. W skrócie: kaktusy i cycki. W październiku na urlop przyjeżdżają w dużej sile Hiszpanki, które opalają się topless zupełnie wszędzie, nakłaniając do złego pozostałe Europejki, początkowo szczelnie pozasłaniane górą od bikini. Większość się poddaje trendowi, przy czym część większości, zwłaszcza brytyjska, niekoniecznie powinna. Z drugiej strony zawsze uważałam, że skoro facet obojętnie jak tłusty może bez koszulki paradować po ulicach miast, to kobitka też powinna móc. Precz z dyskryminacją! Hiszpanie są z golizną w ogóle o wiele bardziej oswojeni niż my; goły biust mamy nie powoduje najmniejszego dyskomfortu u dzieci, tak własnych jak i obcych; a faceci gapią się tylko okazjonalnie i bez większego zainteresowania. I fajnie.

Jakby mi ktoś powiedział kilka lat temu, że z własnej woli wybiorę wakacje nad basenem zamiast jakiegoś szaleńczego trekkingu po Maroko, uznałabym, że plecie od rzeczy. Ale to było zanim zamieszkałam w krainie deszczowców, w której słowa opalanie, lato i witamina D zostały wyrzucone ze słownika zasilając szeregi języków wymarłych. Po prawie 7 latach w Walii poniższe staje się ucieleśnieniem wszystkich moich urlopowych marzeń. Co za upadek.

Ale żeby nie było – próbowaliśmy coś zobaczyć, naprawdę. Odbyliśmy dwie wycieczki wypożyczonym samochodem, jedną dookoła wyspy a drugą w poprzek.  Doświadczenie podobne do zamknięcia się w saunie i połknięcia klucza. Wyciągnięte wnioski: Kanary są wyspami pustynnymi. Wszystko oprócz palm jest spalone słońcem, nawet niektóre kaktusy. Drogi są wąskie i pełne karkołomnych zakrętasów, wymagających pełnej koncentracji kierowcy nielokalnego. Jak na chwilę się zdekoncentruje, to potem musi karoserię smarować pastą do butów żeby nie było widać, ehem, ehem. Lokalni kierowcy gnają po tych drogach bez trwogi w sercu, z okrzykiem andale andale epa epa! na ustach; naprawdę nie wiem, jak im przy tym nie wypada z gęby nieodłączny papieros. Wielką hańbą okrywa się ten kanaryjski kierowca, który choć raz w życiu użył kierunkowskazu, nawet, jeśli tylko przez pomyłkę. Anyway. Jak ci się uda oderwać wzrok na chwilę od drogi, to widoki mogą być takie:

.. albo takie:

… czy takie:

… ostatecznie, takie:

A jak się jest głodnym, to trzeba pojechać na wakacje gdzie indziej, bo na Canarii do wszystkiego ładują trzy kilo soli, i potem trzeba pić jeszcze więcej wody, chociaż wydaje się to niemożliwe i wymaga praktycznie zamieszkania w łazience. Trzy rzeczy mi smakowały: naleśniki z truskawkami i śmietaną (wyjątkowo bez soli), rum miodowy (mniam) i lokalne ziemniaki z salsą z czosnkiem i pomidorami:

Nie smakował mi ser kozi podawany na przystawkę, zwłaszcza, że nie widziałam na wyspie ani jednej kozy :>

Nazwa wysp Kanaryjskich nie pochodzi od kanarków, tylko od rdzennych mieszkańców wysp zwanych Canarii. Pomyślałam, że chciałbyś to wiedzieć. Pewnie dlatego wszędzie jest pełno o takich klatek:

Są też na Canarii inne zwierzęta, np. o, takie krwiożercze bestie, gotowe bez zmrużenia oka odgryźć niemiecki łokieć przyczepiony do steku:

Dzikie kocurki przychodzą na podwieczorek:

Budynki są zawsze jasne, najczęściej białe, co zrozumiałe:

.. a w ‚ogródkach’ hoduje się to, co nie potrzebuje wody:

Zaś na wydmach Maspalomas hoduje się udary i oparzenia słoneczne:

W miasteczkach, np. tym o sympatycznej nazwie Teror, można natknąć się na market pełen produktów lokalnych nienastawiony całkowicie na turystów; kupić na nim można ciasteczko, kanarka, rum miodowy (mniam), meksykański kapelusz, ręcznik z Najświętszo Panienko, chiński fartuch kuchenny a’la pani Marysia z warzywniaka i kiełbasę, która musi być żaroodporna, bo nie zauważyłam żadnych lodówek.

Tak naprawdę, życie na wyspie zaczyna się z zachodem słońca. Wyspa zaczyna oddychać; pochowani za dnia miejscowi wylegają by prowadzić social life, turyści wylegają by dać się zasolić na śmierć w rozlicznych kafejach i restauracjach; miasta takie jak Maspalomas zaczynają tętnić życiem i gwarem wielu języków, w tym, z dumą donoszę, również polskim, acz, prawda, nieczęsto.

Zachody słońca nad Atlantykiem są dość efektowne i witane z pewną ulgą:

Tydzień to mało, żeby powiedzieć: widziałam – wiem wszystko, zwłaszcza, że podróżowanie utrudniają temperatury; ale to co widziałam, mi się najczęściej podobało. Z wyjątkiem takich, o, potworków-kołchozów, stanowiących największą zmorę południowej części wyspy:

Podsumowując, dla ludzi szukających słońca i czilautu to dobry kierunek, zwłaszcza w październiku, kiedy temperatury w dzień przekraczają 30 stopni, a turystów jest relatywnie niewielu, bo dla Europy to po sezonie. Taki podstawowy apartamencik z własnym wyżywieniem nad basenem można mieć już za 110 f/tydzień (pająki i koty gratis):

Koszty przelotu są za to znaczne, niestety. Warto zainwestować w samochód, daje dużą swobodę.  Jak pisałam, temperatury nie sprzyjają maniakalnemu zwiedzaniu, ale ostatecznie, nie po zwiedzanie się tam jedzie; główny cel – relaks, przeczytanie 3 thrillerów szpiegowskich, detoks psychiczny, rum miodowy (mniam), witamina D, zostanie zawsze osiągnięty. I już patrzę w necie za okazjami, żeby skoczyć tam znowu koło marca, podładować się trochę po nadchodzącym walijskim monsunie. Może na sąsiednią wyspę. W końcu mają ich tam kilka, a to tylko 4 godziny lotu. Za parę lat może trzy..

Hasta la vista, baby.

PS. No i wylecieliśmy sobie ładnie w południe z Las Palmas..

..a po południu w domu, dziękuję, po staremu.

Advertisements

14 uwag do wpisu “Anna en Gran Canaria

  1. Ha.
    Nie zazdroszcze domowej pluchy. I pomyslec, ze zdarzalo mi sie narzekac na pogode w Kalifornii – ze co za nudy, slonce non-stop przez 7 miesiecy…. heh :)

    Jedno pytanie: jaka jest wilgotnosc przy tych temperaturach?

    1. Ja właściwie nie wiem, jak Ci odpowiedzieć Nina, nigdy nie musiałam się zastanawiać, co to właściwie znaczy ta wilgotność. Poci się człowiek dość obficie w słońcu, ale w cieniu wcale; nie miałam najmniejszych problemów z oddychaniem. Czy to w jakiś sposób odpowiada na Twoje pytanie?;)

      Patrzę na strony meteo, wilgotność koło 60 %. Nie wiem, czy to dużo czy mało, dobrze, czy źle?

      1. No jak 60% to nie jest wcale zle. Bo sie w cieniu nie pocisz :)
        No to kurde Kanary maja cudny klimat – znacznie lepszy od wysp karaibskich, Wenezueli, Panamy etc – bo tam wilgotnosc jest zabojcza, czlowiek czuje sie jakby przedzieral sie przez kisiel…
        (pobonie jest w lecie w Buenos Aires, tragedia normalnie).

    1. To dwa lata temu było, już zeszły :) Nawiasem mówiąc, te wydmy były tak gorące, że nie dało się gołą stopą stanąć, nie mam pojęcia, z czego zrobili byli ci ludzie, którzy się na nich wylegiwali, na pewno nie z ciała :/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s