wstawać rano

zima

Ogólnie, to należy iść do przodu. Wstawać rano, bo kto rano wstaje, temu ktoś coś daje, nie wiem co, ale na pewno coś. Kto też nie wiem, ale nie bądźmy drobiazgowi. Może daje niebo z gwiazdami nad stacją w T; strategiczne miejsce w pociągu z widokiem na Fajny Towar; mniejszy wkurw ogólny, bo zimno studzi krew. Rudego na płocie w pierwszych promieniach słońca.

DSC_0347n

Ogólnie nie jest źle; podobno już lada moment ma nawet być całkiem, całkiem znośnie.

Reklamy

13 uwag do wpisu “wstawać rano

  1. Ja tam nie wiem. Kto rano wstaje, temu kopa w dupe. A jak nie, to tak czy siak, potem sie jest niewyspanym i ma since/wory pod oczami.

    Tak przynajmniej wynika z mojego doswiadczenia :)
    Niemniej, zdjecia piekne :)

  2. Wory to się ma jak się późno kładzie :d
    Nie mam wyjścia, codziennie 5.50, a budzę się już o 5 i przerzucam z boku na bok w oczekiwaniu na budzik. Porażka.

    1. marne to pocieszenie ale ja o 5.00 też już nie śpię, czasem jeszcze nie. Bartek pozwala mi sie wyspać to znowu bezsenność… od 4 lat przespałam 8 godzin w nocy pięć razy. Dokładnie pięć.

  3. Maciek

    ja rano wstaję i się zastanawiam kiedy znajdę pracę :) ot mój ExPracodawca postanowił dać mi czerwoną kartkę tuż przed Świętami. budujące :)

    1. Swołocz! Pięć lat temu powiedziałabym: przyjeżdżaj do Walii, ale w międzyczasie Walia też dostała od pracodawców czerwoną kartkę. Powodzenia w szukaniu.

  4. ja wiem, że kto rano wstaje, ten leje jak z cebra i jest ogólnie niewyspany…

    (intelektualna impotencja spowodowana dwukrotną pobudką o 4:55; jutro ostatni raz…)

    1. wszystko zgodnie z planem, czyli… nie do końca przygodowo :) w zasadzie chodziło nam o to, żeby spotkać się przy zajefajnym kominku w corris, lekko się upodlić i poplanować trochę wyjazdy na przyszły rok. tę część planu wykonaliśmy niemal w stu procentach.

      a ponieważ pogoda nie dopisała… wróć… walijska (!!!) pogoda jak najbardziej dopisała, więc odpuściliśmy sobie włażenie zbyt wysoko (na cadair idris leżało po kolana śniegu, a to dość stroma góra – bez raków mogłoby być niewygodnie) i tylko trochę sobie pojeździliśmy (góry-jeziora-morze; morze-jeziora w górach-góry :) )

      czyli w sumie bosko i w ogóle…

      p.s. za „niedługo” planujemy rozpoczęcie sezonu. też pewnie w górach. jak coś, miejsca na liście jeszcze są (i profesjonalny fotograf – http://www.codyduncan.com/index.html – bezskutecznie próbujący uczyć mnie rzemiosła :) )

      1. Nie kokietuj z tym ‚bezskutecznie’, nie dam się w to wciągnąć :>
        Co do rozpoczęcia sezonu, to nie mogę się w tej chwili określić w żadną stronę, porobiliśmy trochę planów na przyszły rok, no ale kto wie.. To zdjęcie z NZ z oknem ze strony Twojego znajomego to poezja w fotografii. Fantastyczne. Zaczęłam sprawdzać jak tam dolecieć i za ile lat będzie mnie stać na bilet :>

  5. nie dramatyzuj kobieto! na bilet zarobisz w miesiąc. o ile się nie mylę w budżetówce robisz (albo robiłaś).

    jesli chodzi o określanie się, to loozik. ja tak trochę nahalnie (czy przez „ch”? za młoda godzina na słownik;-) namawiam i zapraszam, bo po prostu miło by było stworzyć takie polish ramblers czy coś. tak żeby od czasu do czasu telefon: spotykamy się tu-i-tu i połazimy. bo ja już naprawdę wymiękam od tych jęków, że w tym kraju to nic nie ma (oczywiście z wyłączeniem wąskiej grupy niejęczącej, ale ci z kolei nie zawsze mają ochotę albo wolny weekend, itp)

    a „bezskuteczność” wynika z prostego faktu: on włazi na góry PRZED wschodem słońca! no gdzie tu rozum? o tej porze to się idzie spać :)

    1. He he.. pracowałeś kiedyś w budżetówce?:)
      Pomysł jest fajny, tylko ze mnie dupa-rambler, z uwagi głównie na przeszły dość paskudny uraz. Np. góry to najczęściej oglądam z centrów obsługi turysty. Taki los, panie. Chociaż to nie tak do końca prawda. Kiedyś prawie weszłam i zeszłam ze Snowdonu. Co prawda przy pomocy pociągu na parę wodną, ale nie bądźmy drobiazgowi..

  6. no widzisz… a my raz na snowdona prawie weszliśmy (przypadkiem; pogoda była tak podła, że uznaliśmy, że pod żadnym pozorem na snowdon wchodzić NIE będziemy i przypadkiem znaleźliśmy się na jednym z trudniejszych szlaków; stąd „prawie weszliśmy”), raz weszliśmy najłatwiejszym szlakiem (rhyd du; znajoma weszła tam z dwójką małych dzieci, w tym jednym jeszcze niechodzącym), ale nigdy nie wjechaliśmy, choć zawsze nalegałem, żepo co się męczyć :) (jedyny raz kiedy już przekonałem moją połowicę, żeby jednak wjechać, okazało się że wieje zbyt silny wiatr i pociąg nie jeździ :)

    generalnie chodzi mi o to, że opcji jest wiele i nie zawsze trzeba iść w… taką np wspinaczkę w lodzie. no bo po co się męczyć? są miejsca gdzie można połazić po płaskim, są takie gdzie można pojeździć od-A-do-B-i-dalej, i są w końcu różne wąskotorówki w górach (i nie tylko), które od dawna mi się marzą, wycieczki na wysepki, itp. sporo w każdym razie tego. zawsze można się też tradycyjnie, po polsku, upodlić w jakichś pięknych okolicznościach przyrody i niepowtarzalnych (dla higieny psychicznej oczywiście!)

    ale nie namawiam… :P

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s