Rule, Britannia..?

Ciągle o nas piszą, te pismaki brytyjskie. Tacyśmy chodliwi. Potrafimy sprzedać każdy nakład. Jak nie wyłudzamy zasiłków, to zjadamy brytyjskie łabędzie. To ja im teraz zwrotnie napiszę. Było się imperium, było. Teraz trzeba spłacać moralne długi. Wszystkich imigrantów postkolonialnych przyjmować. Multi-kulti ładnie budować po grudzie. Z recesją się męczyć. Wyciągać społeczeństwo za rozleniwione uszy z benefitów. Hamerykę po tyłku całować, żeby się przy słabym ogienku dogasającej potęgi troszkę ogrzać, jak ta zmarznięta dziewczynka z ostatnią zapałką.

To taki tygiel jest kosmiczny, tradycji z nowoczesnością, bigoterii z tolerancją/poprawnością polityczną.  Zewnętrznym światem się nie interesują i mało o nim wiedzą; nie bywa przedmiotem rozmów w pracy, w przeciwieństwie do oper mydlanych ciągnących się od czasów Henryka 8. Wszystko na wschód od Calais to jakaś bliżej niesprecyzowana Europa Wschodnia, gdzie wszyscy mówią po polsku, jeżdżą na osłach i mają ogolone głowy na szerokich karkach.

Ma plusy, ta Brytania, sporo nawet. Sklepy charytatywne. Poprawność polityczną, dzięki której prosto w oko mi żaden beneficjent spod zasiłkowni nie wywali, co to on o mnie ‚myśli’. Opiekują się słabymi i chorymi. W miarę. Politycy się w miarę pilnują, bo istnieje tu coś takiego, jak powszechne oburzenie społeczne, które potrafi zbłąkanego delikwenta wysadzić ze stołka w ciągu kilku dni. Na jakiś czas, ale zawsze to coś. W Polsce można pomarzyć o choćby ‚na jakiś czas’. Ludzie robią sporo dla swoich lokalnych społeczności jako wolontariusze. Umieją się z siebie śmiać. Społeczeństwo brytyjskie nie ma kompleksów, w przeciwieństwie do nas – i dlatego my nigdy nie będziemy żadną potęgą. Robimy kiepskie pierwsze wrażenie.

Czego w sumie się czepiam?

Zasadniczo tego, że nie wyjechałam z Polski, żeby uciec od nędzy, lepianki i zbierania korzonków, jak się to często portretuje w brytyjskich mediach. Bogato nie było, ale było normalnie. Pracę miałam taką, co ją lubiłam, chociaż płacili mizernie. Pogoda była fajna przez większość czasu. Nawet mieszkanie miałam, co prawda odziedziczone, ale faktem jest fakt. Studia, magister, interesował się człowiek literaturą, filmem europejskim, do teatru zaszedł, sporadycznie, ale zaszedł. Podyskutować o tym i owym lubił, coś tam o polityce wiedział, uczył się języków.

I dlatego wkurza mnie czasem strasznie, jak mi taki miejscowy burak, który w życiu nie słyszał o Almodovarze, Cohenie, Brelu, języku bułgarskim czy nawet zakichanym Małym Księciu, macha przed nosem swoją wyższością cywilizacyjną uważając mnie za przygłupa bo mi się mieszają czasy zaprzeszłe. Pisamki drwią sobie z ‚polskiego’ angielskiego, ale sami nie mogą się pochwalić znajomością żadnego języka poza własnym; niektórym nawet własny kuleje.

Jak zwykle przesadzam. Ale mam dziś w sobie pokład agresji, która idzie albo wtę albo wewtę; to wolę wtę. A jak już się duchowo oczyszczę to wrócę do fantastycznej książki A thousand splendid suns Khaleda Hosseiniego o kobietach w Afganistanie, i po raz któryś tam docenię, jak mi w życiu mimo wszystko dobrze i jak mało znaczące są te rzeczy, na które się cały dzień dziś wściekam.

Amen.

15 uwag do wpisu “Rule, Britannia..?

  1. Agnieszka

    Powinni ten tekst wydrukować w jakimś brytyjskim pisemku, żeby dotarło do (ciemnych?) mas. Poza tym wcale nie uważam, że to było agresywne, a raczej powściągliwe:)

    1. Ale te pisemka nie są wcale zainteresowane. To nie chodzi przecież o prawdę, to chodzi o to, żeby mieć kogo za wszystko winić i od kogo czuć się lepszym. Dziesięć lat temu to byli Azjaci, teraz my, za rok będą pisać, że Bułgarzy porywają małe dzieci z wózków żeby je zjadać polewając ciepłym moczem. Mam tylko nadzieję, że publiczne szydzenie z Polaków stanie się wkrótce tak samo politycznie niepoprawne, jak szydzenie z Hindusów. Na razie się nie zanosi. Nie umiemy się o siebie upomnieć.

  2. Ja umiem sie upomniec. Od pewnego czasu mam w pracy na biorku telefon komorkowy z wlaczonym non-stop voice recorderem o duzej czulosci. Glownie w pracy sie zdarzaly glupie docinki. Kiedys olewalem i traktowalem jako banter. Ale w sumie dlaczego mam dawac sie ponizac. I ostatnio przylapalem Hindusa jak mi imputowal, ze na pewno mam wiejskie pochodzenie. Przedzeznial glos mojej matki niby wolajacej mnie zebym krowy wyprowadzil na pastwisko. Raz mi powiedzial, ze mam wracac do Polski. Oczywiscie wszystko albo szeptem do ucha, albo w na przyklad w kiblu upewniwszy sie wczesniej, ze nikt nie slyszy. Ludzie tutaj wiedza doskonale co im grozi za harassment i wiedza jak to robic, zeby nie dalo sie nic udowodnic. Nie wiedzial bidulek, ze jest nagrywany. Wyslalem te nagrania do HR directora emailem z zapytaniem czy to juz jest harassment, czy jeszcze nie, i co mam z tym dalej robic, bo czuje sie uneasy sluchajac takich uwag. Co prawda gosc dalej pracuje w firmie, ale daleko ode mnie. Mnie tylko zalezalo na tym, zeby sie ponizanie skonczylo i zebym mogl z przyjemnoscia przychodzic do pracy. Zachecam do takich postaw, ale pamietajcie, ze trzeba miec hard evidence. Nie liczyc na to, ze ktos wam uwierzy na slowo, ze dzieje sie wam krzywda.

    1. Trzeba sobie radzić. Swoją drogą, ciekawa jestem, z czego wynikała zawziętość akurat tego pana. To Brytyjczyk jest, czy napływowy?

  3. Monika ze Sztokholmu

    Tak sobie pomyślałam, ile my Polacy musimy znieść od tych, którzy nas niejako „przyjęli”, którzy nas goszczą. W Polsce było ciężko, ale było się u siebie, na przysłowiowym swoim. Najbardziej przeżywają wyśmiewanie i niechęć ci, którzy naprawdę ciężko pracują i dużo dla społeczeństwa robią (np. lekarze, nauczyciele). Ja mieszkam w Szwecji i choć nie piszą o nas Polakach w ogóle, na pewno po cichu się śmieją, a już na pewno i bez ukrywania zieją podbiegunowym chłodem. Pozostaje zaakceptować to, schylić głowę i pracować i żyć dalej.

    1. No tak, można uprawiać pracę u podstaw, i liczyć, że własna pozytywna postawa kiedyś zmieni stereotyp, jak kropla, która drąży skałę.. Ale wydaje mi się, że w Brytanii powinno się walić z grubej rury. Zwłaszcza w tabloidy. Ale do tego potrzeba nam się zacząć trzymać razem, stworzyć wspólny front, społeczność, a z tym wśród Polaków kiepsko. Raczej nóż sobie wbiją w pracy. Może nie zasługujemy na lepszą opinię in the end :)

  4. kasia

    A najbardziej boli to, ze rzeczywiscie nie slyszeli o Almodovarze i jezyku bulgarskim! Dlatego od lat juz placze, ze nie ma z kim pogadac o ksiazce lub kinie europejskim, ale wszyscy wiedza, co sie wydarzylo w ostatnim Xfactor…

  5. A tak, mentalnosc bylego imperium. A zeby to tylko Bryci tak mieli…
    Ja mialam latwo: przez 13 lat mieszkalam w miejscu, ktore sie sklada w zasadzie z emigrantow (Dolina Krzemowa, Kalifornia).
    Teraz jestem w miejscu gdzie naleze defaultowo do „kasty” tzw. „lepszej” bo jestem biala. Tak, jak Argentynczycy traktuja ciemniejszych skóra nie rozni sie bardzo od tego co opisalas. Z jednym wyjatkiem: tu nie ma political corectness. Jest rownie wyrazny podzial klasowy jak w GB.
    Coz. Takie uroki emigracji, a mimo to nie zamienilabym na zycie spowrotem w Polsce…

  6. Monika ze Sztokholmu

    No,właśnie, Polacy powinni się trzymać razem, gdziekolwiek są. Ale kiedy, jak się pracuje od rana do wieczora, żeby zarobić potrzebne pieniądze i żeby móc utrzymać się w danym kraju? Nie wiem, jaka jest angielska Polonia, ale szwedzka i z czasem robi się chłodna i zdystansowana do własnych rodaków, tak jak chłodna jest cała Skandynawia:-( Niestety.

    1. Brytyjska Polonia w dużej części prędzej Ci wbije nóż w plecy niż poda pomocną dłoń. Gdzie nam do takich Hindusów, czy Chińczyków, którzy swoim pomogą zawsze. Inna mentalność. Za dużo jest w niektórych ludziach zawiści, obłudy, chytrości. Przykre.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s