rowery, kobitki i zioło

amst

Amsterdam i ja od dawna mieliśmy się ku sobie i wreszcie udało nam się spotkać. I teraz już wszystko wiem. W Amsterdamie można się np. zakochać w skuterku Vespa. Chcę mieć skuterek Vespa. Najlepiej żółty. W związku z tym muszę się najpierw przeprowadzić w jakiś sensowniejszy klimat, a potem to już z górki, a nawet pod, bez problemów. Skuterki Vespa (to nie jest artykuł sponsorowany przez producenta skuterków Vespa, niestety) są bardzo popularne w Amsterdamie, ale nie tak, jak rowery. Pod względem ilości rowerów Holandię przebija tylko Pekin, nieznacznie, podejrzewam. Cykliści atakują ze wszystkich stron i w związku z tym trzeba mieć oczy dookoła głowy. Rowery są najróżniejsze, niektóre bardzo wymyślne, wielopoziomowe, wieloosobowe i ogólnie velo.

amste

Grunt, żeby niezależnie od środka lokomocji zawsze trzymać fason:

redshoes

Taki np. drużba w Amsterdamie musi się napracować zanim młodego ożeni:

best man

Skalę zjawiska najlepiej ilustruje poniższy obrazek przedstawiający największy w Europie parking… rowerowy.

parking

Poza tym, w Amsterdamie można zjeść świeżego śledzia z cebulką i korniszonem w bułce prosto z budy, co fajne jest i lubimy.

sledz

Można, owszem, odbyć owczym pędem zorganizowany rejs po kanałach łodzią zakrytą albo odkrytą, ale bez presji.

zlodki

Można popatrzeć na stylowe domu mieszczańskie o najdziwniejszych gabarytach i kątach odchylenia od pionu:

lodzie

lodka

Można osiągnąć stan nirwany bez przyjmowania dragów; zapach trawy jest wszechobecny, a lizaczki z cannabisem można kupić legalnie na straganach. W coffee shopach już nie, bo rząd holenderski walczy z uważanym za krzywdzący wizerunkiem Holandii jako dealera Europy i tylko obywatele holenderscy mogą obecnie nabywać i wdrażać w coffee shopach substancje odstresowujące. Oficjalnie, znaczy. Pomimo dostępności dragów nie ma się wrażenia jakiejś szczególnej moralnej degrengolady. Miasto jest pełne życia i zasadniczo wyluzowane; ogólnie wydaje się, że Holendrzy nie szukają problemów tam gdzie ich nie ma, jak np. niektóre nacje środkowoeuropejskie. A przy okazji, kelnerki w kawiarni były oczywiście made in Poland (już dawno przestało mnie to dziwić), co poznałam po szepcie ‚ty weź, ona się tu rzuca o ten rachunek, mówiłam szefowi, żeby nie kombinować z tym podwójnym menu’.

lol

medy

Co tam jeszcze, kanały, no. Setki. A ludzie sobie na nich mieszkają w łodziach przez cały cały okrągły rok; mają wszelkie udogodnienia jak gaz, prąd, ogrzewanie, woda; no żyć, nie umierać:

barka

lodz

W Amsterdamie, tak jak w Brugii, mają interesujące wystawy sklepowe, i też chodzi głównie o lalki:

wystawa

wyst

I tu dochodzimy oczywiście do dzielnicy czerwonych latarni. DCL to jest takie miejsce, które powoduje we człowieku lekki dyskomfort. Z jednej strony, jak kto sobie tam chce, tak sobie życie i karierę wybiera. Z drugiej strony feministka w człowieku dostaje skurczu jelit. Sam Amsterdam zaczyna powoli odwracać się od swojej głównej turystycznej atrakcji; niektóre z uliczek zostały już ‚przebranżowione’.  Ale na tych, które pozostały można sobie pooglądać upchane w niewielkich kabinach panie wszystkich ras i gabarytów w przedziale wiekowym 18 (teoretycznie) – 60. Każdemu wedle potrzeb. Każdemu facetowi, znaczy (feministka, ścisk, jelito).

DSC_0661

rld

DSC_0665

Fotografowanie pań jest zabronione nalepkami na oknach, więc jak co, to nie ja. Ale trudno się oprzeć trzaśnięciu foty to tu, to tam,  zwłaszcza temu zjawisku na górze strony, co do płci którego zdania w łonie naszej grupy wypadowej są nadal podzielone. No ale w takiej branży podobno pomaga jak się jest elastycznym/ną.

Korzystanie z usług jest tylko jedną z opcji. Taniej można np. sobie pooglądać. Albo zakupić gadżecik. Ostatecznie chociaż pomarzyć:

bb

Żeby lepiej widzieć można kupić sobie brillen:

brillen

Które pomogą dokładnie przyjrzeć się prawdziwemu holenderskiemu seru:

ser

… albo wypatrzeć sprytny system podtrzymujący zamocowany do pani ‚czarodziejki’ w turystycznym hot-spocie przy pałacu królewskim:

wisi

Jak się jest Brytyjczykiem na wieczorze kawalerskim, to można się w Amsterdamie przejechać piwobusem, robiąc  wokół siebie tradycyjnie sporo zamieszania:

DSC_0642

Wyluzować się przy piweczku po długim dniu wyluzowywania się:

kan

Albo po prostu się powłóczyć i zanurzyć się w czilautowej atmosferze szlachetnego miasta Amsterdam; nosiciela kultury, przeszłości nie do pogardzenia oraz piewcy praw jednostki do stanowienia o sobie i swoim losie.  Przynajmniej na pierwszy, krótki niestety, rzut oka.

ea

Podobało mi się. Podróżować, podróżować jest bosko.

bed

PS. Porada techniczna, jakby się kto wybierał samochodem – warto zaparkować koło stadionu Ajaxu zwanego ArenA i skorzystać z park&ride (metrem, autobusem, pociągiem, do wyboru, 10-15 minut do centrum). Tanio jak barszcz. Tylko biletów nie wyrzucać, bo trzeba oddać przed wyjazdem z parkingu. No.  Już.

Reklamy

4 uwagi do wpisu “rowery, kobitki i zioło

  1. Wspaniałe miasto Amsterdam:) Z chęcią odwiedziłbym raz jeszcze stolicę Holandii. Ładną pogodę miałaś. A ja miałem to „szczęście” zwiedzić Amsterdam jeszcze przed zmianą przepisów o sprzedaży zielonego złota:)

  2. dar k

    Bylo sie trzy razy za starych dobrych studenckich czasow, palilo sie to i tamto, Amsterdam ma super atmosfere. Zgadzam sie,ze sa jacys tacy ogolnie wyluzowani.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s