o jednym skoku przez płot

bbb.. bo widzisz, zasadniczo chodzi o to, żeby wiedzieć, kiedy nadszedł czas, żeby w życiu przeskoczyć przez płot. Załóżmy, że uczyniłeś wysiłek, zwlokłeś się z sofy w niedzielę, jak Ania radziła, i pojechałeś szukać tych legendarnych bluebells. I włóczysz się po tym całym lesie, Forest of Dean, który jest wcale, kurde, niemały, i widzisz wszystko, np. drzewa (!), gajowego Maruchę, tylko nie te legendarne bluebells. A miały być dywany, rozumiesz. Persy, w mordę jeża. I wtedy właśnie nadchodzi ten moment, że trzeba w życiu zejść z utartych szlaków, podjąć męską decyzję i, rozumiesz, zaryzykować.

bghTrespasser to straszne słowo, zwłaszcza w połączeniu z will be prosecuted, ale nie żył nigdy, kto chociaż raz nie przetrespasił prywatnej łąki czy lasu. Podobno życie to jest to, co ci się przydarza, kiedy jesteś zajęty innymi sprawami, np. zastanawianiem się, czy mają na tej posesji dwa rottweilery i na ile jesteś zdeterminowany się dowiedzieć. Ostatecznie podejmujesz decyzję, przełazisz przez ten płot, zaglądasz za zakręt – i zostajesz hojnie wynagrodzony za swój nieustraszony heroizm eksploratora.

bbbbBo oto rozpościera się przed tobą nie niebieski dywan, ale pół Persji. Dzwonki są wszędzie dookoła, falują na zboczach, wyrastają ze spróchniałych pni i wypełzają na rzadko uczęszczane ścieżki. Niebieszczy ci się w oczach. Dzwonki to ukochane pieszczoszki Brytanii, kwitną w lasach właśnie teraz, i tylko przez dwa-trzy tygodnie.

DSC_0176Bonus: w którymś momencie zastygasz osłupiały i tak gapicie się na siebie przez kilkanaście sekund, ty i sarna; mógłbyś oczywiście podjąć próbę strzelania zdjęcia, gdyby tylko nie sparaliżowało cię kompletnie z wrażenia. Zanim odzyskasz zdolność do czynów, sarna oddali się z wdziękiem ale stanowczo. Zdjęcie poniżej nosi podpis „tu byłam. sarna.”.

bbNa pocieszenie możesz sobie zaserwować modny ostatnimi czasy tree-hugging:

DSC_0236.. albo pochylić się nad losem starych i niedołężnych, których nikt już nie potrzebuje:

DSC_0071.. ewentualnie zacukać się nad dysproporcją rozmiaru podjazdu do rozmiaru posesji i nad tym, czy wyczuwa się tu jakiś problem:

podI te wszystkie atrakcje może ci zapewnić właśnie ten jeden jedyny skok przez płot.  Gdyby ludzkość o tym wiedziała..

11 uwag do wpisu “o jednym skoku przez płot

  1. Majka

    Aniu,
    Zainspirowalas mnie do poznania Walii. W ciagu pol roku odwiedzilam Walie trzykrotnie i juz kombinuje kiedy jechac znowu. Wczoraj podazajac za Twoja zacheta pojechalam ogladac bluebells.
    I tak sobie mysle,ze dzieki Tobie zobaczylam cudowne miejsca.
    Nawet bez skakania przez plot :) Dziekuje !!

    1. O rany, no to cieszę się i dzięki, że Ci się chciało napisać parę słów, nic mi tak nie poprawia humoru, jak taki komentarz. A gdzie byłaś, co widziałaś??

      1. Majka

        Anno – Cardiff/Saundersfoot/ Tenby/ Pembroke/ Cardigan i okolice za pierwsza bytnoscia. Llandudno za druga oraz Pembrey z baza w Llanelli i Oxwich Bay w zeszlym tygodniu.Lista miejsc do zobaczenia w Walli rosnie zamiast malec ;) Dawkuje sobie, bo chcialabym wszystko i na raz ,a urlop niestety nie z gumy.

        1. To całkiem, całkiem nieźle; widziałaś już prawdopodobnie więcej, niż statystyczny tubylec :) Llandudno polecasz? Jeszcze tam nie dojechałam. Warto mi się tłuc te pięć godzin?

          1. Majka

            Polecam,polecam. My najpierw odwiedzilismy Conwy. Conwy to dla mnie ,poczatkujacego eksplorera Walii, kwintesencja tego co mnie w Walii najpiekniejsze – w uproszczeniu- plaza, morze oraz zamek jak z bajki (nie wspominajac jezyka elfow oraz ogolnej niespiesznosci tubylcow w konsumowaniu zycia). A tu jeszcze piekna mieniaca sie sniegiem w sloncu (!!!) Snowdonia na horyzoncie w bonusie. Milam podobne oczekiwania wzgledem Llandudno, a tu zaskoczenie – bo zamiast malej uroczej wiochy – prezny osrodek wypoczynkowy z piekna promenada, pozostaloscia po wiktorianskich czasach swietnosci. Wiec dla mnie to bylo odkrycie troche inne oblicza Walii. Jakos mi sie kojarzylo z francuskimi resortami na Rivierze. Wisienka na torcie ( a moze z racji lokalnego patriotyzmu powinnam powiedziec wisienka na bakewell tart ) byl wjazd na Great Orme, strarym skrzypiacym tramwajem. Widoki ze szczytu zapierajace dech w piersi. Jak czlowieka zmeczy turystyczny szum w centrum Llandudno to miejsc na wedrowki, i ogolne pojete szwedanie sie jest w okolicy bez liku. No ale ja nie jestem obiektywna, patrze na Walie maslanymi oczyma swiezo zakochanej osoby :) wiec nie wiem czy warto te 5 godzin. Ja bym jechala i 10 ;)

            1. Nie piszesz przypadkiem turystycznego bloga? :) Im więcej nas tym lepiej.. Myślę, że kiedyś tam dotrę, nawet nie tyle z kronikarskiego obowiązku, ile z ciekawości, bo to jedyny region w którym jeszcze nie byłam (północ i północny wschód). W Snowdonii byłam, ale krótko. Śniegiem się nie mieniła, ale zachodzącym słońcem to nawet dwa razy. No pięknie, pięknie. Nie znikaj, orbituj gdzieś w mojej przestrzeni. A najlepiej pisz blogaska, Twój entuzjazm jest zaraźliwy :)

  2. Bosko ! O takich dywanach to mogę pomarzyć, ale na małą łączkę się wybieram. Jak oczywiście przestanie wiać, padać i gradem bic :-)

  3. Monika ze Sztokholmu

    Niebiańskie niebieskie łąki! Ja bym codziennie chodziła, dopóki by nie przekwitły… Ta tabliczka „od sarny” – pomysłowe!
    Podzielam też tulenie drzew, działa kojąco na nerwy, przynajmniej moje….

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s