keep calm and drink wine

Zaczęło się, proszę ja ciebie, od tego, że O’Boski zgłosił się do odbycia 15-milowego spacerku po pagórach na cel charytatywny i wrócił ledwo żywy tuż przez wyjazdem. Wpadliśmy na lotnisko z wywalonymi jęzorami. Na to przyszedł Ryanair, oby musiał wysrać paczkę gwoździ, i ogłosił, że lot będzie opóźniony o 3 godziny. Jedna herbata, druga. Ryanair przynosi talon ‚na posiłek’ opiewający na 3.50. Za tyle to na lotnisku można sobie kupić paczkę czipsów i pudełko po kanapce. Jeszcze coś gadają, że ten samolot to jest opóźniony z przyczyn technicznych. Ja kurde latać nie lubię, dużo mi nie trzeba. Planuję komu zostawię w spadku nieliczne posiadane aktywa; na wszelki wypadek planuję również co napiszę we wniosku o odszkodowanie, który złożę, jeśli jednak przeżyję. W żołądku mam cały lód Antarktyki, łącznie z krami dryfującymi.

Ostatecznie dolatujemy do Malagi o 3-ej nad ranem. Wynajęty samochód nie czeka. Po co miałby, kurde, czekać. Telefonów firma oczywiście nie odbiera, no przecież śpi. O co ci chodzi. Zadzwoń mañana, albo najlepiej nigdy. Gromada taksówkarzy dyskutuje żwawo nad naszym losem, próbują pomagać, ale ostatecznie rozkładają ręce i ogłaszają cenę za dowóz do ośrodka: 130 euro. Ania musi się wesprzeć o ściankę nośną parkingu, po czym dochodzi do wniosku, że pierdoli, w takiej sytuacji wszystkie chwyty są dozwolone. Szybko odświeża w pamięci teksty z meksykańskich oper mydlanych oglądanych namiętnie za młodu, po czym zawiesza się na panu taksówkowym i uderza w ryk, wychlipując dramatycznie por favor, ayúdame, señor, por favoooor, no mucho dinero, por favoooor...

Utargowałam 120. Nie wiem, co o tym myśleć.

Po dotarciu do ośrodka okazuje się, że tutaj też śpią i wstaną za 2 godziny. Zawsze podejrzewałam, że wschód słońca najlepiej oglądać z poziomu krawężnika.

Ośrodek, zgodnie z opisem, jest położony na wzgórzu. Bardzo ładne widoczki, no, tak, super. Do supermarketu po bułkę i mleko 2 km w dół, a potem, omatko, z powrotem w górę. Z siatami. Cały misterny plan zwiedzania Andaluzji oczywiście w pizdu, bo o chodzeniu pieszo po tych pagórach, zwłaszcza z wyplutym O’Boskim, nie ma co marzyć. Następnie umiera laptop, a zaraz potem znika kabelek od ładowarki do ipoda. Jesteśmy odcięci. O’Boski ogląda Eurowizję, co przechyla czarę goryczy. Flirtuję z butelką wina, prawie od razu idziemy do łóżka. Żadna z nas nie ma ochoty na długotrwałe gry wstępne. W nocy marznę na kość, dopiero rano odkrywam na półce pilota od ogrzewania. W maju. W Hiszpanii.

Następnego dnia pada.

Leje się wino.

Następnego dnia popaduje.

Leje się wino.

Na taras wprowadza się Mrówka wielkości paznokcia od kciuka. Pierwszego dnia Mrówka tacha źdźbła trawy trzy razy większe od siebie. Drugiego dnia O’Boski przyłapuje ją na próbie wyniesienia stolika i trzech krzeseł ogrodowych.

Leje się wino.

Próbujemy wypożyczyć samochód; wszystkie zajęte. Ostatecznie po 3 dniach udaje się znaleźć Renault za zbójeckie pieniądze; potem jest już wreszcie cudnie. Andaluzja jest piękna, a pogoda, że weź i ucałuj. Leje się mniej wina, za to więcej się je w różnych miejscach, głównie ryby, bo Hiszpanie uważają wegetarianizm za rodzaj nieszkodliwego dziwactwa i w ogóle mañana i weź się nie wygłupiaj.

Ostatniego wieczoru w kuchni pęka rura.

Wino.

Powrotny samolot ląduje w drgawach, prawie dotykając lewym skrzydłem pasa. Pasażerowie i obsługa zgodnie przypominają sobie o potędze modlitwy; kilka osób nawet w ciągu tych kilku sekund odnajduje Jezusa. Nie wiem, czy zabrali go ze sobą do domów; i tak by nie przeszedł paszportówki. Mi samej ledwo się udało. Pan celnik spytał mnie podchwytliwie, a skąd to ja niby przyjeżdżam; i naprawdę nie umiałam sobie przypomnieć. Winię wino. W którym podobno leży prawda, ale to chyba zależy od ceny za butelkę.

DSC_0044

Tyle tła ogólnego; potem będzie już tylko o Andaluzji, którą zdążyłam pokochać gorąco i na zawsze. Ale to już jakoś mañana.

Reklamy

8 uwag do wpisu “keep calm and drink wine

  1. Monika ze Sztokholmu

    Moment z mrówką – bezcenny!
    Pośmiałam się serdecznie podczas czytania i rozluźniona śmiechem idę spać. Dobrej nocy:-)

  2. Bardal

    Ech przygooodaaa :)

    A z trudnymi pytaniami przy paszportach miałem podobnie. Za Chiny ludowe nie mogłem sobie ostatnio przypomnieć skąd właśnie wracam :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s