paragraf 22 czyli wszyscy chcą mnie zamordować

DSC_0339

Kilka nagłówków z ostatnich dni/tygodni:

  • Zawalenie się fabryki w Bangladeszu. Ponad 800 ofiar.
  • Kobiety w ciąży powinny unikać wszelkich chemikaliów żeby nie uszkodzić płodu.
  • Macmillan Cancer Support prognozuje, że do 2020 roku co drugi Brytyjczyk zachoruje na raka (4/10 uda się uratować).
  • Książę Filip miał kolonoskopię.

Sorry; żeby dokładnie zobrazować, czym karmi widza serwis BBC (a i Sky nie gorszy) w hierarchii ważności wydarzeń na czele powinna znajdować się kolonoskopia księcia. Czy co mu tam robili, nieżyczliwie zakładam, że jednak kolonoskopię. Jeśli kogoś interesuje stan wnętrzności księcia bardziej niż zeszłoroczny kompost, niech idzie gdzie indziej. Tutaj sobie pogadamy o tych innych sprawach.

Staram się jeść zdrowo. Mięso nigdy mi za bardzo nie służyło, zostałam wegetarianką. Jednakże w dzisiejszych czasach już nie wystarczy być veggie, żeby zdrowo żyć. Śmierć i chemiczna pożoga czyha na nas w każdym jednym pomidorze, w każdym liściu sałaty. Media brytyjskie otrąbiły ostatnio wielkie ‚odkrycie’ naukowców. Odkrycie głosi, że kobiety w ciąży powinny unikać kontaktów z wszelką chemią, zaczynając od marchewek nie-organic, szamponów, a na folii w którą opakowany jest nowy samochód (kto dziś kupuje fabrycznie nowe samochody?) nie kończąc, bo chemia może uszkadzać płody.

Ja się pytam, skoro już odkryli wreszcie to, o czym wielu nie-naukowców wie od dawna, czyli, że chemikalia są zasadniczo szkodliwe, to dlaczego nie lobbują za banem najgorszych chemikaliów, a jedynie zalecają unikać? Brak logiki dla mnie. Tzn. oczywiście, że chodzi o kasę, czyjąś kasę. Ale taki rząd powinien ‚lobbować’. Według organizacji charytatywnej MCS, do 2020 r co drugi Brytyjczyk zachoruje na raka. Winią za to starzejące się społeczeństwo i tryb życia. Coraz mniej ludzi umiera w sposób naturalny, wyjątkowi szczęściarze umierają we śnie we własnym łóżku. Co się stało, jaka jest różnica miedzy nami a pokoleniem naszych pradziadków? Czynników jest mnóstwo, ale dla mnie jest oczywiste, że ilość toksyn, którą gromadzimy pracowicie dzień po dniu jedząc chemię, kąpiąc się w chemii, czyszcząc dom chemią, nie może pozostać bez wpływu. Zatruliśmy środowisko naturalne, zatruliśmy siebie. Agent Smith miał to dobrze rozpracowane. Jesteśmy jak wirus, mnożymy się, zajmujemy coraz to nowe obszary, niszczymy je i przemieszczamy się dalej. Aż nie zostanie już do zniszczenia i wtedy zginiemy.

Więc skoro już robię ten wysiłek (mniejszy niż mięsożercy przypuszczają) żeby jeść zdrowiej, to chciałabym wierzyć, że  rzeczywiście jem zdrowiej. W obiegu funkcjonują modne ostatnimi czasy wyrażenia: ‚organic’, ‚free-range’ i ‚eco-friendly’.  Ogólnie chodzi o to, że produkty z takimi etykietami zostały wyprodukowane w sposób ekologiczny, bez użycia chemii, przez kuraka wolnodrapaka otwartoprzestrzennego i w ogóle jabadabadu.

I super. Tylko, że za ‚zdrową’ jakość po pierwsze trzeba zdrowo zapłacić, a po drugie, kto mi zagwarantuje, że to za co płacę tą całą kasę jest rzeczywiście organic? Ktoś to sprawdza, certyfikuje, kogoś można zapytać? Każdy se może przylepić organic na słoiku korniszonów, albo na blogu o Walii.  Komu dziś można ufać?

Ja się pytam, skoro mamy jeść zdrowiej, dlaczego rząd nie dopłaca do produkcji organic, żeby była tańsza i dostępna wszystkim? Przecież koniec końców, koszt radzenia sobie z tymi wszystkimi rakami i innymi chorobami cywilizacyjnymi spadnie na NHS (fundusz zdrowia) i rząd. Co prawa, już nie ten rząd, ale ostatecznie może tej samej partii. A jak rząd, to na nas wszystkich. Wychodzi na to, że każdy oprócz rządu wie, że lepiej i taniej jest zapobiegać, niż leczyć. Rząd za to zrobi to, co wszystkie rządy przed nim. Jak przyjdzie co o czego, to obetnie świadczenia. Zamknie oddziały.

Dalej. Skoro już ktoś chce dokonywać świadomych wyborów w kwestii tego co je, to najczęściej charakteryzuje go podwyższona świadomość etyczna względem pewnych spraw, które się na świecie dzieją w sposób niegodny. Np. fabryk odzieży w Bangladeszu. Oburzony do granic wieściami o niewolniczej pracy w tychże, biegnie obywatel z podwyższoną świadomością do sklepu aby dokonać zakupu tiszertu wyprodukowanego lokalnie i ostentacyjnie zignorować ten od właścicieli niewolników, zwłaszcza tych martwych z Bangladeszu. I co? Kupić nie może. Bo nie ma. Przynajmniej nie na moim zadupiu. Prawie wszystkie sklepy, łącznie z tymi najdroższymi sprowadzają towar z Azji. Za tiszert płacą pewnie sześć pensów, trzy kosztuje transport na sztukę, a pięć funtów to czysty zysk sprzedawcy. A że większość klientów też szuka tanio, bo im budżety kuleją, zwłaszcza w kryzysie – wszyscy są zadowoleni. Wizje niewolników produkujących nasz nowy bielusieńki tiszert (wytrzymuje całe 3 prania!) za miskę ryżu nie przebijają się za często do ogólnej świadomości.

Kiedyś wszystko produkowało się lokalnie, tak w UK jak w Polsce. Szwaczki w Łodzi i Sheffield szyły niezłej jakości ubrania, pegeery i farmerzy Yorkshire produkowali żarcie o dobrym standardzie, na które każdy klient w wiejskim sklepie mógł sobie pozwolić. Wszyscy mieli pracę, lokalne gospodarki produkowały na lokalne potrzeby. A potem na rynki wszedł agresywny kapitalizm z supermarketami dążącymi do maksymalizacji zysków za cenę początkowych strat niezbędnych do wysiudania z interesu szwaczek z Sheffield, rolników z pegeeru i pana Jonesa z piekarni we wsi. Supermarket nie kupuje lokalnie. Bardziej mu się opłaca sprowadzać tanie bezsmakowe pomidory z Holandii albo koperek z.. Ghany (autentyk). Mały wiejski sklep nie ma szans konkurować z gigantami.

Podsumowując: chcący dokonywać świadomych i zdrowych wyborów konsument nie ma tak naprawdę wyboru, chyba, że ma dużo kasy. Dostęp do lokalnych produktów jest ograniczony, a po drugie mnie na nie nie stać. Mogę sobie być uświadomiona, moralnie do przodu i eko-friendly, ale w moim koszyku ląduje tiszert z Bangladeszu, napakowany chemią domestos i pomidor z Holandii, pędzony tak skutecznie, że już dawno zapomniał, że istniało kiedyś coś takiego, jak zapach pomidora. Nie mam wyjścia; wkurza mnie to.

 Chciwość rządzi światem. Jako ludzkość mamy przesrane, pani kochana.

Reklamy

21 uwag do wpisu “paragraf 22 czyli wszyscy chcą mnie zamordować

  1. ja absolutnie sympatyzuje, z tym co napisalas! szczegolnie wizja spoleczenstwa zbyt chorego (i ubogiego), zeby chorobie zapobiegac mocno mi do wyobrazni przemowila…
    ale to wszystko (pani kochana) jest takie skomplikowane! {teraz bedzie o ekonomii i dochodzie na glowe} czy lepiej napedzic brytyjska gospodarke i kupic szalik i.e.
    http://www.johnsmedley.com/uk/womens/shop-by/view-all/ss13-kesha-in-vintage-denim, czy moze lepiej dac zarobic na miske ryzu szwaczce z bangladeszu? truskawki moznaby kupowac z hrabstwa kent (na pohybel marokanskim rolnikom!), tyle, ze z braku slonca one nieslodnie jakies :(
    pomidory juz 3 sezony probowalam uprawiac i co roku jak nie deszcz, to deszcz…
    no latwiej holenderskiego kupic…
    sami sobie szkodzimy glownie z lenistwa – mnie sie nie chce kur i pszczol w ogrodku trzymac – a znam ludzi, co maja i potem sie miodem dziela (a ja biore, bo wiem, ze cukru tam nie dosypali)
    rzad doplaca do rolnikow duzo (przynajmniej u nas w srodkolandzie, farmerzy do bogaci ludzie) czemu nie placi wiecej organicznym, nie wiem. moze placi, ale oni zweszyli biznes i zawyzaja ceny. no powiedz, moze tak byc?
    nie znam sie na gospodarce, polityce i ekonomii, chowam glowe pod koc, z wygodnictwa nie dolaczam do komuny, zyjacej w zgodzie z pianiem koguta i szorujacej zeby weglem drzewnym. strachem i zdrowiem place czesne za cywilizacje, za iles lat umre (a po nas chocby i potop)
    no mamy przesrane, i trudno…

    1. Aaaach no proszę, jest made in Britain, zaraz sobie zarzucę ze trzy rzeczy do koszyczka.. :D

      Też się zastanawiam, czy lepiej dać na miskę ryżu, ale problem polega na tym, że jak będziemy dawać, to ci panowie ‚biznesmeni’ nigdy nie zostaną przymuszeni do zmian w zasadach powadzenia biznesu. Z drugiej strony, jak im się przestanie kolosalnie opłacać, to się zamkną i pójdę w inne, jeszcze biedniejsze rejony (zawsze się jakieś znajdą) i na miskę ryżu nie będzie w ogóle. Już sama naprawdę nie wiem, w który sposób wyrządzamy więcej szkody..

      Może tak być z tymi organicznymi, nawet całkiem prawdopodobne. Muszę poszperać, z czystej ciekawości, o te dotacje. Też próbowałam uprawiać, koraliki, dupa. Zalało na amen. Ale sąsiadowi w mini greenhouse pomidorki wyrosły całkiem do rzeczy, ale sąsiad emeryt, co może latać te drzwi otwierać i zamykać cały dzień, ślimaka gonić..

  2. Nie ma problemu „czy lepiej dac na miske ryzu”.
    Zanim te fabryki zamorskie i cala reszta nie wkroczyly na tereny takich Bangladeszow czy Afryki, to tam przeciez ci ludzie jakos zyli. Najczesciej to byli drobni rolnicy. Bieda im zagladala w oczy, ale dopoki nie bylo jakiejs kleski zywiolowej (powodz, susza) to jakos ciagneli. A potem przyszedl kapitalizm. Rolnikow zaczeto wywlaszczac czy wyrzucac z uzytkowanej ziemi, bo przeciez jak corpo zglasza sie do rzadu, ze chce kupic tysiace hektarow i podplaca lapówą, to rząd sie godzi. To, ze potem wyjalowia zupelnie ziemie na jakiejs plantacje tulipanow, przy ktorych bedzie pracowac 50 miejscowych a reszta z pol miliona, co mieli tam dzialki, zdychac – who cares? Pojada do miasta, bo tam jest praca za miske ryzu w wielkiej corpo, co tworzyla fabryke. Praca uragajaca warunkami wszystkim – ale co maja robic ludzie, ktorzy nie chca umrzec z glodu? Zakladaja slumsy w okolicy stolicy i zasuwaja za ta miche ryzu. Who cares, ze te corpo nie przyczyniaja sie w ogole do rozwoju danego kraju? Podatkow nie placa w ogole, a jak znajda inny kraj z tansza sila robocza, to sie wynosza.
    No, ale rzad moze powidziec, ze „przyciagamy kapital rozwojwy”.

    Ta…..
    Zeby problem rozwiazac nalezaloby najpierw zmienic strukture handlu i przemyslu. Zakazac istnienia korporacji (w obecnej formie prawnej). ale to bez rewolucji i wieszania na drzewach raczej sie nie zdarzy bo dobrowolnie zaden rzad tego nie zrobi..

  3. Kejt

    A jak napisalam kiedys ze zdrowe odzywianie kosztuje to wszyscy na mnie naskoczyli… No taka prawda niestety…
    My sie ostatnio dziwilismy nad jakims zwyklym, pospolitym warzywem (niestety nie pamietam juz co to bylo) kupionym w markecie a pochodzilo toto z Izraela…
    Ech… Jak mi tu brakuje polskiego targu…

    1. Mi też, pani kochana. Jakoś człowiek miał zaufanie. Chociaż w dzisiejszych czasach handlowcy z targów też biorą towar z hurtowni, a hurtownia to już stamtąd, gdzie tanio. Izrael, Ghana ..:)

  4. 1. kupuj lokalnie: na stówę, w promieniu kilku mil od domu (gdziekolwiek mieszkasz w uk), znajdziesz farmę albo farmerski „supermarket” z lokalną i czesto (choc nie zawsze, ale zawsze zaznaczoną) organiczną zieleniną i, mniam-mniam, mięsiwem. ceny, przy większych zakupach, są często niższe niż w przypadku zwykłych supermarketów.

    2. organiczne: jest droższe, bo musi byc droższe. wydajność w przypadku takiej produkcji jest mniejsza, a straty wieksze. (jak coś, maliny, śliwki i jabłka-bramley oddaje w sezonie za free:-)

    3. ciuchy: cóż… same baby tu widzę, więc argument, że ja kupuję spodnie, które noszę osiem lat raczej do was nie przemówi;-) butów też mam trzy pary plus górskie. nie kupuję, bo nie muszę, a z i tak skromnej kolekcji w szafie, nosze jedną czwartą…

    4. niewolnicza praca: chiny stały się zbyt drogie dla masowej produkcji, kiedy koszt godziny pracy przekroczył tam 28 pensów. w bangladeszu minimalna płaca gwarantowana to… 22 funty miesięcznie, ale bangladesz staje się… zbyt drogi i teraz korpo złodzieje łypią chciwym okiem na birmę, tyle ze ta póki co objęta jest unijnymi i amerykańskimi sankcjami.

    5. presja i bojkoty konsumenckie mogą dziś zdziałac wiele, więc warto czasem poswięcic minutę na wypełnienie jakiejś ankiety czy podpisanie sie pod petycją. taki rodzaj presji może wpłynąć, nawet jeśli nie na podwyżki wynagrodzeń, to przynajmniej a poprawę warunków pracy.

    6. a my oszczędzamy na wielki drewniany dom z półtora-hektarem (ktoś wie jak to odmienić?:-) ogrodu i jak juz oszczędzimy, to będziemy mieli cały ten korpo swiat w bardzo głebokim poważaniu:-)

    1. Półtorahektarowym ogrodem??

      Pewnie, że mam w okolicy farmy, ale nie mam czasu zapylać 10 mil po pagórach jak mi braknie marchewki. Jakby sklep był we wsi, to bym kupowała. Chociaż to też zależy od tego, ile więcej by chcieli od Lidla, bo niestety z kosztami też muszę się liczyć zjadając sześć ton marchewki na miesiąc. Jeszcze mi się przypomniało, że raz kupiłam warzywa na farmie i powiem Ci, wcale mnie nie powaliły świeżością. A jaja były bledsze od lidlowych, pewnie dlatego, że bez sztucznych barwników :> Tu znowu pojawia się kwestia zbytu – trzymają żarcie w sklepie, aż im nie zejdzie, a często nie schodzi, więc świeżość ‚wychodzi’. Ale przyznaję, to było jednorazowe doświadczenie, nie wyciągam wniosków ogólnych.

      Bojkoty i petycje odwalam prawie hurtowo; rzadko kiedy docierają do mnie informacje o jakiejkolwiek ich skuteczności. To nie wiem. Ale mi się wydaje, jak się jakiś tam skorumpowany rząd jeden z drugim nie boi własnych obywateli, to obcych też będzie miał w dupie.

      Nie chodzi to ile masz ciuchów, tylko i oto, czy jak raz na te osiem lat robisz zakupy to robisz je świadome, sprawdzając metkę, i czy na Twój wybór ma wpływ kraj produkcji i wiedza o warunkach. Ja też nie szaleję, a połowę ciuchów zwykle przytaszczam z charity shops, więc ten, tego..

      Powodzenia z oszczędzaniem na wielki dom. Zgiń, korporacjo, no fucking pasaran.

      1. dzięki za podpowiedź. półtorahektarowy ogród chwilowo się przybliżył… ale być może to tylko wishful thinking:-)

        farm jest wiele i nie wszystkie są super ekologiczne i w ogóle. część to po prostu farmy. na „naszej” mozesz kupić zarówno zapakowane i umyte warzywa, jak i wziąc taczkę i szpadel i samemu sobie nakopać. it’s up to you.

        jeśli chodzi o ceny, to musisz pogodzić się z tym, że wszystko co organiczne będzie droższe i wszystko wyprodukowane, mniej lub bardziej, lokalnie również. koszt wyprodukowania koperku w ghanie, czy fasolki szparagowej w egipcie jest znacznie niższy niż w okolicy. i nawet po dodaniu kosztów transportu (lotniczego!) ostateczna cena w supermarkecie nadal będzie konkurencyjna.

        tu pojawia się kwestia świadomości konsumenta. oczywiście, że każdy liczy się z wydatkami, ale… płacąc więcej dostajesz lepszą jakość (w przypadku produktów organicznych) albo samozadowolenie i poczucie spełnionego dobrego uczynku (w przypadku produktów lokalnych).

        bojkoty rzadko uderzają w rządy, szczególnie te skorumpowane i niedemokratyczne. maja uderzac po kieszeniach nieuczciwych producentów. i to działa. stopniowa poprawa warunków pracy, zakazy zatrudniania dzieci, zakazy używania szkodliwych substancji, itp, itd, to małe kroczki, ale jesli porównasz sytuacje powiedzmy na przestrzeni dekady, zauważysz różnicę i skuteczność.

  5. michalporeba

    Zwierz napisal bardzo ladnie czesc tego o czym sobie myslalem czytajac ten wpis. Od jakiegos czasu kupujemy warzywa u lokalnych rolnikow z dostawa do domu a miesa na targu od lokalnych producentow. Nie jest duzo drozej za to zdecydowanie smaczniej i pewnie zdrowiej.

    Natomiast zdecydowanie nie zgadzam sie z pomyslem, zeby rzad zabranial lub doplacal. A na pewno nie w kwestii jedzenia.

    A co do tego jak bylo kiedys, to warto zwrocic uwage na ‚standard’ zycia. Owszem, ubrania byly lepszej jakosci, ale tez nikt nie kupowal 2 siatek z primarku co tydzien w ramach rozrywki. Mniej niz 100 lat temu zdecydowana wiekszosc ludzi byla w stanie spakowac swoje rzeczy do jednej lub 2 walizek i wziac to ze soba w swiat. Dzis nawet biedacy, ktorych nie stac na zdrowe jedzenie, czy dobrej jakosci ubrania maja kilka razy wiecej niz tak na prawde potrzebuja.

    Do tego kiedys przecietni ludzie nie podrozowali tyle co teraz, nie placili tyle podatkow i bylo tez wiele innych roznic.

    Latwo obiniac strasznych wlascicieli duzych firm, ze to ich ‚chciwosc’ jest wszystkiemu winna, ale gdyby nie ‚wielka chec bezcelowego posiadania’ nas konsumentow, nic by im z najtanszej na swiecie produkcji nie przyszlo.

    Z wiadomosciami jest podobnie. Mozna sobie narzekac, ze w wiadomosci sa nie w tej kolejnosci, ze za duzo jest o tym, za malo o tamtym. A mozna po prostu przestac czytac to co sie nam nie podoba.

    1. Jak przestanę czytać/oglądać to, co mi się nie podoba, to nie będę miała o czym dyskutować.

      Nie zgadzasz się, żeby rzad zabronił produkcji szkodliwych chemikaliów dodawanych np. do cukierków, które lubi Twoja córka? Albo do szamponu, którym myjesz jej włosy?

      Pewnie, ‚ich’ chciwość i ‚nasza’ żądza posiadania wzajemnie się napędzają. To nie czyni żadnej z nich słuszną.

      1. michalporeba

        Potwierdzam. Nie chce, zeby rzad zabranial produkcji czegokolwiek o ile nie zmusza mnie do uzytku owych produktow. Nic rzadowi do mojej corki a cokierki i szampon sam wybiore.

        A co do ich i naszej, to nie twierdze, ze ktorakolwiek jest sluszna. Wrecz przeciwnie. Chodzi o to, ze ciezko zmienic wielkie korporacje, prosciej siebie. A zupelnie odwrotnie jesli chodzi o krytyke to ich wina a my z tym nie mamy nic wspolnego.

        1. Ale to znaczy co, czytasz i jesteś w stanie odszyfrować każdą etykietkę na wszystkim, co kupujesz? Szacun Michał :)

          Kupiłam ostatnio szampon znanej firmy. Firma zapewniła mnie efektowną pizgającą etykietką, że oto wycofała jakiś szkodliwy chemiczny składnik ze swoich produktów, dla mnie wycofała, bo jestem tego warta. Już będę nie tylko piękna, ale i zdrowa po użyciu nowego produktu. Se myślę, o jak fajnie. Po czym patrzę na spis składników, i liczę, i naliczyłam 44. Szampon, rozumiesz. Po cholerę szamponowi 44 składniki?? Zakładam życzliwie, że nie wszystkie są czystą chemią, ale jestem zbyt cyniczna, żeby uwierzyć, że coś wycofali i nie dodali czegoś równie sympatycznego, tylko jeszcze nie na indeksie, w zamian. To tak jak z produktami low-fat. Tłuszczu ujęli, to dodali chemii, cukru i soli żeby żarcie miało smak.
          Z każdej strony nas biiiiip w biip.

          1. michalporeba

            Nie czytam kazdej etykiety. Wybieram dostawcow / sprzedawcow ktorym ufam. Jesli to zaufanie zawioda, zmieniam. Czasem sie pomyle, czasem dobrze wybiore. Ale to sa moje wybory, ktore wplywaja na moje zycie. W jaki sposob urzednik nabiera ponadludzkich mocy, ktore sprawiaja, ze jego wybory sa trafniejsze od moich? Nie sa. Za to wplywaja na wszystkich.

            A szampon? Znow argument mam jak wczesniej. Nikt Cie nie zmusza do kupienia, czy uzywania tego. Chcesz wierzyc, ze po uzyciu bedziesz taka jak obiecuja. To Twoja decyzja, i co gdyby jakis urzednik powiedzial, ze nie wolno Ci myc wlosow?

            Szampon mozna zrobic samemu. Mydlo mozna zrobic samemu z naturalnych skladnikow. Ale to nie tylko zabiera czas ale tez nadzieje z reklamy. Owszem, z kazdej strony nas biiiip w biip ale my sami na to pozwalamy, z lenistwa liczac, ze jakis tam urzednik nas przed tym obroni.

            A za takiego urzednika trzeba placic. Spojrzmy raz jeszcze na przyklad koszulki za £5. Najtansze jakie znalazlem w chinach to $0.50 w ilosciach hurtowych. Dla uproszczenia ze koszt transportu, ubezpieczenia transportu sprawi, ze gdy taki kontener koszulek doplywa do jednego z tutejszych portow kosztuje £0.50 (nie £0.05). Od tego trzeba zaplacic clo w wysokosci 12%. 0.56. W sklepie koszulka sprzedaje sie za £5 ale od tego wredny kapitalista musi odprowadzic VAT wiec zostaje mu 4.16. Nawet pomijajac koszt sprzedazy, skladowania, reklamy daje to 3.60 zysku, od ktorego musi zaplacic 20% podatku dochodowego od firm. Zostaje nam £3. Teraz, poniwewaz krwiopijczy kapitalista duzo zarabia, placi podatek od dochodow w wysokosci 40%. i zostaje mu £1.8. Teraz jesli chce te pieniadze wydac zeby kupic cos dla siebie, zaplaci VAT w wysokosci £0.30 wiec zostaje mu £1.50.

            Po co to licze? Zeby zobaczyc w czyjej kieszenie te £5 laduje. Nie wiem ile dostaje pracownik Chinskiej firmy, ale jego firma dostaje £0.30. Firmy transportowe £0.20. Wredny kapitalista w najlepszym przypadku £1.5 (z czego musi oplacic koszty sprzedazy) a £3 jest dla urzednikow.

            Wiec to, ze swiadomi konsumenci gniewaja sie na kapitalistow a nie urzednikow pokazuje raz jeszcze jak z kazdej strony nas biiiip w biip.

            1. Szampon to tylko przykład. Chcę, żeby urzędnik, który powinien posiadać bardziej fachową wiedzę ode mnie w temacie zainteresował się, czy mnie producent tego szamponu nie zabija na raty. Wytwarzanie własnoręczne dóbr, czy jedzenia, nie wchodzi w grę przy naszym zagalopowanym trybie życia.

              Krwiożerczy korporacyjny kapitalista podatku nie zapłaci, bo od tego ma dobrych księgowych wartych swej wagi w złocie, żeby nie płacił. Poza tym tych koszulek sprowadza pewnie tysiące, więc jego zysk to nie 1.50, ale 1.50 x ilość sprzedanych sztuk, a to już wygląda trochę inaczej.
              .
              Ja nie mówię o ludziach, którzy próbuje rozkręcać interesy, małych i średnich firmach walczących uczciwie nie tylko na rynku z konkurencją, ale i z machiną biurokratyczno-podatkową i pośrednikami. Mówię o korporacjach, wielkich chciwych pasożytach na układzie krwionośnym społeczeństwa, które nikomu się z niczego nie muszą tłumaczyć i robią dokładnie to, co chcą, po trupach.

        2. @michalporeba:
          ale rzad nie musi zmuszac. Czesto sam nie wiesz, co gdzie szkodzi. Bo produkcja okreslonych chemikaliow zatruwa srodowisko, np. wody gruntowe, z ktorych potem czerpana jest woda do ujecia i do sieci wodociagowej.
          Nie powiesz mi, ze w kazde miejsce w ktore sie wprowadzasz robisz analize chemiczna wody? Albo ze korzystasz absolutnie do wszystkiego z wody butelkowanej?

          Widzisz, kiedys rzad w Kalifornii nie mial nic przeciwko ani nie zabranial uzywania rtęci do odzyskiwania złota z rudy. No i dzieka takiemu podejsciu dobre 150 lat pozniej zatoka San Francisco jest tak zanieczyszczona, ze absolutnie nie wolno spozywac jakiegokolwiek zycia organicznego stamtad wylowionego.

          A przeciez rzad nikogo nie zmuszal do uzywania ani rteci, ani zlota tak odzyskanego…

          1. michalporeba

            Ale rzad sklada sie z ludzi, nie super bohaterow. 150 lat temu nikt nie wiedzial, ze uzywajac rteci poszukiwacze zlota zatruwali srodowisko, ale przede wszystkim truli siebie. Ciezko przypuszczac, ze wszyscy byli samobojcami, ktorzy dla dobra przyszlych, wielkich korporacji wydobywali zloto.

            Urzednicy myla sie conajmniej tak czesto jak wszyscy inni. Niestety duzo latwiej przekupic urzednika, zeby pozwolil na cos co mi zaszkodzi, niz przekupic mnie zebym sobie zaszkodzil.

            A do tego coraz wieksze poleganie na rzadzie prowadzi do upadku lokalnych struktur spolecznych. Wyrosnieci w nich urzednicy mysla o wlasnej korzysci nie korzysci danej spolecznosci. centralnie sterowany socjalizm nieuchronnie zmierza do samobojstwa. Jeszcze nie bylo takiego, ktory by takiego samobojstwa nie popelnil.

            1. 150 lat temu wiedziano, ze rtec jest trucizna. Tak jak dzisiaj wiadomo, ze przy frakingu mieszanka chemiczna wstrzykiwana pod cisnieniem w formacje skalne jest mocno toksyczna oraz ze przecieka do wod gruntowych.

              Ale fraking jest legalny, bo to kasa.
              Nie chodzi o to, zeby zapanowala totalna anarchia, tylko o to, zeby spoleczenstwo mialo kontrole nad swoimi wladzami.

  6. Bardzo trudno jest stale dbać o to, żeby zawsze jeść jedzenie zdrowe,organicznie, niechemiczne i niemutowane. Przeciętny człowiek, taki, który pracuje i żyje w wielkim pędzie je, co ma pod ręką, albo w markecie pod domem.
    Można machnąć ręką na swoje zdrowie i żywić się żywnością przetworzoną ale serce się kraje i wyrzuty sumienia rosną, gdy się widzi, jakie szkody ponoszą środowisko oraz dzieci, pracujące na naszą wzmożona konsumpcję. Jak rzeki w Indiach płyną kolorem obecnie panującym w modzie. Jak rosną góry śmieci. Tak, mogę machnąć ręką na to, czy marchew jest z uprawy ekologicznej, ale zawsze pilnuję, żeby do produkcji towaru, którego używam nie były zatrudniane dzieci.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s