łatwo nie będzie, pani

DSC_0033  b

Urodziłam się w roku w którym zmarł Elvis. Nawet nie myśl o wklepaniu tego zapytania w google. W tym samym roku we Francji wykonano ostatnią egzekucję przy użyciu gilotyny. W Ameryce oddano do użytku World Trade Center. Sprzedano pierwszy komputer Apple. Pierwszy i ostatni raz w historii w Miami spadł śnieg. Nad Teneryfą zderzyły się dwa samoloty zabijając najwięcej ludzi w historii lotnictwa pasażerskiego – 583. Do kin weszły Gwiezdne Wojny. W Polsce nastawał czas octu i musztardy. 

Nie żeby te wydarzenia odcisnęły jakieś szczególne piętno na moim życiu, ale miło wiedzieć, że jeszcze coś istotnego się w tym roku (którego nie sprawdzasz w tej chwili w googlach) zdarzyło.

Następne lata też były całkiem do rzeczy.

Ktoś wynalazł syfon. Eksploatowanym w niecnym procederze pt. ‚skocz do syfoniarni’ dzieciokom więdły rączęta od dźwigania butli; niektórym nawet wychodziły na wierzch oczka, i to wcale nie prawda, że miało to coś wspólnego z wsadzeniem rurki od syfona do buzi i naciśnięciem rączki.

No co..

W charakterze fast foodu w sprzedaży były głównie słone paluszki oraz niełuskany słonecznik z cyckami Samanthy Fox na etykietce. Taki pierwszy nieśmiały chłyt materkingowy. Działało; i to naprawdę podłe twierdzić, że sprzedaż szła jak lawina wyłącznie na skutek braku konkurencji.

Szczęściarze dostawali od rodziny z Ameryki uprzednio wyeksportowane z kraju Delicje, które obgryzało się pracowicie z czekolady, żeby potem memłać językiem galaretkę.

Na dżinsach mazało się mazakami pacyfę i anarchię, cokolwiek miały one oznaczać; kilka lat później dopisywało się ‚mc hammer’, ‚technotronik’ i ‚tom krus’.

Przez chwilę panowała szaleńcza moda na takie zeszyty, w których znajdowało się ze 20 pytań włączając ‘czy masz sympatię’ i ‚jej/jego inicjały’, i każdy na dzielni musiał odpowiedzieć pisemnie, i każda się modliła, żeby temu jedynemu też ktoś podsunął pod nos zeszycik i długopisik, i żeby się do niego (zeszyciku) natychmiast dorwać. Taki zeszycik złamał niejedno serce.

W dzień wagarowicza te dziecioki szkolne, które nie zdążyły zwiać, skuwano łańcuchami i zabierano na wycieczki edukacyjne do świetlicy pobliskiego zakładu przemysłowego, jedynego, który dysponował wideoodtwarzaczem. Jedynym filmem, jaki świetlica miała na składzie była Niekończąca się opowieść; do dziś dostaję tiku na powiece na dźwięk tego kawałku Limahla.

Czasem, kiedy jednak udało się zwiać, paliło się ogniska na okolicznych łąkach, konsumowało wycyganione w spożywczaku tanie wino maskując brak entuzjazmu co do smaku trunku zblazowaną miną konesera i wykonywało kolektywnie klasyk Sabriny boys, boys, boys przy rzężącym akompaniamencie magnetofonu ‘Wilga’.

Wszędzie pałętały się pokiereszowane budki telefoniczne z napisem ‚nie niszcz mienia państwowego’. Z budek, jeśli działały, wydzwaniało się pod przypadkowe numery i jak odbierał facet, to mówiło się słodkim głosem ‘to ja, pamiętasz mnie misiu? Jak tam żona?’ i z satysfakcją odnotowywało objawy paniki.

Były kolorowe jarmarki i blaszane zegarki. Metalowy pierścionek ze szkiełkiem zwinięty z jarmarku przy kościele był oznaką prestiżu. Raz mi się udało i strasznie jestem dumna z tego osiągnięcia, bo nigdy nie miałam nerwa do kradzieży, w odróżnieniu od koleżanek, które nosiły po dwa pierścienie na każdym palcu. Zwykle tylko przez kilka godzin, bo potem palce zieleniały i odpadały.

Relatywnie często zdarzały się tajemnicze dynamiczne podwyżki cen w spożywczaku, nie zostawiające żadnej reszty do oddania mamie. Winię komunę, odstąp szatanie.

W sklepach pojawiły się pierwsze jaskółki przyszłej chińskiej potęgi w produkcji bubli – ‘plastiki’. Głównie niebieskie. Te droższe miały kawałek obcasa i stukały i jak się takie miało, to się było arystokracją na dzielni.

O miejscu w hierarchi na dzielni decydował też rower. Posiadacze Jubilatów byli prawdziwymi szychami i mieli w pogardzie posiadaczy Wigrów 3, którzy z kolei odreagowywali stres wtłaczając w krawężniki mięczaków na Pelikanach. Posiadacze wrotek mieli ogólnie zawsze przesrane.

Będąc chopokiem należalo bezwzględnie posiadać zegarek z guzikami i melodyjką.

Jeśli zaś chodzi o dziewczyny, to grzebień posiadał status urządzenia kultowego. Zawsze któraś była odpowiedzialna za posiadanie i udostępnianie na każde żądanie, gdy tylko któryś z licznych obiektów westchnień pojawiał się w polu widzenia. Zwykle któraś była również oddelegowana do sprawdzania czy ‘się patrzy’, podczas, gdy sama zainteresowana ostentacyjnie ignorowała obiekt, wykonując dobrze przećwiczony spontaniczny szpanerski zwis z trzepaka i chichoczac o wiele za głośno. Do dziś się dziwię, że udało nam się jednak jakoś pobudować (mniej czy bardziej) trwałe związki.

Zamachanie komuś zgiętym palcem wskazującym przed nosem potrafiło wywołać dwudniowe spazmy histerycznego śmiechu, i to bez użycia żadnych substancji wspomagających. A mówią, że lata 80-te wychowały stracone pokolenie, he he..

Potem w telewizji pojawiła się Dynastia i pierwsza komercyjna reklama pumeksu Purokolor w laską w wannie. Potem jakoś wiele rzeczy mi się rozmywa. Z okazji kolejnych urodzin życzę sobie, żebym za kilka lat mogła popełnić podobny wpis; ale coś czuję, że łatwo nie będzie, pani kochana.

Całuski.

Anna, była Powierniczka Grzebienia i Posiadaczka Jubilata.

Reklamy

16 uwag do wpisu “łatwo nie będzie, pani

  1. o matko ale mnie rozbawiłaś. tak, tak…jadałam delicje tak samo. I plastikowe buty pamiętam. I dynastię i reklamę pumeksu.
    I jeszcze był taki prażony ryż się jadło i nosiło dekatyzowane dżinsy i kurtki czyli tzw katany. :)
    Tylko że wtedy nie mówiło się dzielnia…ale nie pamietam jak.

    Wszystkiego dobrego z okazji urodzin. Niech Cię dobry humor nie opuszcza. (i po tutejszemu: many happy returns)

  2. tez mialam jubilata! jaskrawo-zielonego! i zolte plastiki!
    (moze dlatego, w zyciu mi nie wyszlo?)
    kasprzak byl, nie wilga…
    i oranzada z woreczka…
    i pamietam, z nie moglam sie doczekac, kiedy w koncu dorosne…
    i na co, mi to bylo?
    najlepszosci anusia :)
    niech ci sie darzy xxx

  3. oooo no to kurde, moze nie sto lat, ale tyle ile przezyjesz, w dobrym zdrowiu i z takim po(sz)czuciem humoru, jakie masz :)

    A tak w ogole to powiem: ojtam ojtam. Mloda jestes. Jak ja se przypomne czasy stanu wojennego to tak troche zad mie ściska…
    glownie dlatego, ze bylo biednie, syfiascie, kartki i braki wszystkiego. Te lata co opisujesz, to juz pooooooozniej i to taki dobrooooooobyt sie wydaaaawallll..

    1. Mnie to nie dotkęło właściwie wcale. No tak, były kartki i kolejki, ale dzieciaki są zawsze zajęte ważniejszymi rzeczami, niz obalanie systemów. Grą w kapsele np. Byłam całkiem niezła. Moja świadomość polityczna wykształciła się znacznie później i już w innych warunkach; moją niechęć do polityki wytworzyły rządy ‚nowej’ Polski. Kilka lat różnicy, a jaka różnica w postrzeganiu tej samej rzeczywistości między nami.. :)
      dzięki Nina

  4. Małgosia

    Wybaczam resztę ze sklepu :) i myślę że pomimo braku niektórych dóbr, nie były to takie złe czasy .Wszystkiego najlepszego :))

  5. Polka w Szwecji

    Wszystkiego najlepszego, Aniu, niech Twoja wena rośnie w siłę, coby gdy za parę lat wbić Twoją datę urodzenia w Google, wyskoczyło: urodziła się Anna X, która zadebiutowała blogiem Anna w Walii. Rozchwytywana władczyni słowa i obiektywu, znana z nietuzinkowego poczucia humoru. (itd, itp, nie będę słodzić…)
    Swoją drogą, lata 80 – cudowne, ja je też wspominam z rozrzewnieniem i nie powiem, że ciężko było, czy coś. To były piękne lata, one miały to coś. Chociażby w ludziach.

  6. Spóźnione, ale szczere – niech Ci się darzy! Bo jak to się mówi umarł król, to urodził się nowy król, a raczej królowa!

    Dawno mnie nic tak nie rozbawiło jak Twój wpis:) Trzymaj się ciepło w Walii, do której tęsknię, choć pogoda w Polsce iście walijska.

    Jeszcze raz dłuuuugiego i udanego życia:)

  7. Hej Aneczko.
    Mi wystarczył sam Elvis :) Jesteśmy z tego samego rocznika :)
    Sto Lat ! niech Ci się darzy , a przy okazji Nam :) , którzy czytając Cię miewają napady ;) aby np. nie siedzieć na kanapie a zwiedzać nie tylko palcem po mapie -;)
    ps
    Piękna Andaluzja , zazdraszczam -;) i też o niej marzę .
    a teraz mam ochotę na oranżadkę w proszku ;) wspomnienia mają smak …:)
    Pozdrawiam serdecznie , Rówieśniczka i Fanka :)

  8. thomazque

    Moja niedoszla narzeczona z tego samego rocznika i o tym samym imieniu…a kysz :)
    Ale najwazniejsze, ze udaly sie urodziny w slodkich oparach lat zeszlych :)
    „Sto lat sto lat stolat, niech zyje zyje….” rozleglo sie po drugiej stronie umownej granicy. Prosimy o jeszcze tysiac wedrowek po walijskich przestworzach z nadzieja na odwiedziny z angielska herbatka w tle.
    Pozdrawiam

    1. Jeden z tych półbogów, dla których zwisałam z trzepaka miał na imię Tomasz. A kysz :)

      Dzięki, no, jeszcze trochę się tu pokręcę. Tylko trzeba do mnie gadać, bo jak ludzie nie gadają to mi spada współczynnik motywacji oraz wydajność intelektualna:)

      1. thomazque

        Cholera,
        stracilem w oczach Polboginii podrozy i urzekajacego, czarujacego, uwodzicielskiego, urokliwiego, zachwycajacego, cietego, brawurowego i uroczego komentarza po preriach walijskiej matki ziemii…
        Mam nadzieje ze ten z trzepaka nie pozostawil po sobie traumy niespelnionych zachcianek? :)
        A czemu tylko troche chcesz sie jeszcze pokrecic po ziemi umarlych krolow przerobionych na wasalii Albionu? Ja moge gadac z pobudek motywacyjnych bez ustanku, poza chwilami lirycznymi i pelnymi uniesien o skali glosu ach och uch etc…
        Wydajnosc intelektualna wydaje sie ponad miare ponad przecietnych zjadaczy kielbasy, wiec zazdrosc nakazuje uchylenie kapelusza z posad glowy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s