Pogranicze w ogniu

DSC_0219

Pogranicze walijsko-angielskie od zawsze było areną zbrojnych przepychanek, mniej lub bardziej udanych powstań i pielęgnowania wzajemnej nieufności. Miasta i wsie reguralnie przechodziły z rąk do rąk; ich dzisiejszy wygląd i ogólna atmosfera jest tego odzwierciedleniem. Wzdłuż granicy przebiega słynny Offa’s Dyke, wał ziemny usypany, jak słusznie się domyślasz,  przez kolesia o ksywce Offa w VIII wieku w celu odgrodzenia się Anglosasów od krnąbrnych Walijczyków z Powys. Wałem można sobie pospacerować (jakieś 170 mil); tylko nie w upale, bo można paść przy drodze na odcinku leśnym i nikt was nie znajdzie przez miesiące. Ja miałam szczęście, bo się znalazłam i szybko dostarczyłam do pubu w pobliskim miasteczku Knighton. Walijskie miasteczko Knighton jest dumnym posiadaczem malutkiej stacji kolejowej znajdującej się… w Anglii.

Jedynym ogniem na pograniczu jest dziś niespodziewane lato. Średnio 28 stopni. Taki wybryk natury.

DSC_0204

Niedaleko od Knighton leży miasteczko Presteigne [czyt. prestin] w którym to sobie właśnie kampingowaliśmy na łikendzie. Kamping charakteryzował się idealnym położeniem, krukami które zaczynały się wydzierać o czwartej rano, rewidując moje poglądy na powszechny dostęp do broni palnej, oraz sympatyczną parą panów z pieskiem w przyczepie obok. Do miasteczka Presteigne [walijskie Llanandras] idzie się przez pole i pagórki, i tak samo wraca w środku nocy, co ja już zapomniałam, jakie to może być fajne, zwłaszcza przy pełni księżyca i dużej ilości pokrzyw. Presteigne jest sympatyczną mieścinką o wyluzowanej atmosferze; swego czasu spłynęła na nią fala podstarzałych hippisów wypłukanych z wyścigu szczurów i szukających alternatywnych styli (stylów?) życia (żyć?).

DSC_0185

Presteigne szczyci się posiadaniem świetnego muzeum, wiktoriańskiego budynku sądu związanego z czasami, kiedy do miasteczka zjeżdżał sędzia by roztrząsać spory i godzić waśnie; muzeum zachowało autentyczny charakter z mnóstwem starych gadżetów do pomacania czy założenia na siebie, i lampami na świeczki w ciemnych korytarzach produkującymi atmosferę.

DSC_0138 DSC_0144 DSC_0142 DSC_0158

Presteigne ma też swoją Straszną Zbrodnię. Niejaka Mary Morgan, lat 17, służąca, poczęła przy współudziale bliżej nieznanego dżentelmena dziecko, które następnie urodziła cichcem i udusiła w obawie przed osądem społecznym. Podobno, jak głosi legenda, do czynu nakłonił ją jej własny ojciec, który nie mógł znieść myśli o hańbie w rodzinie (chrześcijanie? Nie może być). Podobno sympatyczny tatuś również zasiadał w sądzie, który skazał Mary na śmierć za jej czyn. Nagrobek pełen chrześcijańskiej miłości ufundowany przez Sprawiedliwych Tego Świata oraz tablica dodana kilkaset lat później znajdują się na cmentarzu w Prestigne i są wymownym świadectwem moralności w tamtych czasach (warto powiększyć i się wczytać):

mary

Ojciec nieszczęsnego dziecka Mary nie tylko nie został pociągnięty do jakiejkolwiek odpowiedzialności, ale nawet zidentyfikowany. Nie czarujmy się. Kobiety zawsze miały przesrane.

DSC_0175

Presteigne posiada również festiwal muzyki niesprecyzowanej ze stosowną ilością średnio przytomnych nastolatków, kilka pubów, kafej i greckie bistro (pyszne gołąbki w liściach winnych). To wszystko razem do kupki – lubimy. I te ciemne pola z pokrzywami. Bardzo.

DSC_0050

Namiary na kamping gdyby ktoś poszukiwał (12/noc, piękna lokalizacja i bdb kible/prysznice).

Mapka orientacyjna dzieki uprzejmości nieocenionego google:

mapka

Ufam, żeście zdrowi.

DSC_0238

16 uwag do wpisu “Pogranicze w ogniu

  1. ej! spapugowałaś ode mnie tytuł, który ja spapugowałem od kogoś (ale nie pamietam od kogo! ;-) )

    na marginesie, Pogranicze to temat rzeka, który na odcinku od chepstow do gdzieś mniej więcej ludlow zjeździłem dość dokładnie, ale nazberało mi się tyle materiału, że nie mam odwagi się za to zabrać :-)

    1. Serial taki był dawno temu, o czym nie pamiętam ale tytuł mi utkwił.

      Im dłużej czekasz, tym mniej Ci zostaje; może podziel całość na bloki tematyczne, łatwiej będzie. Można zacząć np. od ‚browarnictwa pogranicza’ :]
      Do Ludlow wpadłam na krótkę wizytę na sam koniec, zamek to nie powiem, wielki mają, ale fajniejszy był targ staroci na rynku przez zamkiem. Fajnie, fajnie.

      1. im dłuzej czekam, tym… więcej materiału mi sie zbiera! (on the road again! :-) )

        i wiesz, ze ja poważny jak zawał serca jestem jak już przychodzi do pisania o tych wszyskich walijskich zakamarkach. nic na to nie poradzę… więc „browarnictwo…” odpada :-(

    1. Przejezdżaliśmy przez jednego takiego wiesiunia, którego nazwa mi umknęła, normalnie nie wiedziałam na co się gapić najpierw. Cudne. Jak te chaty w takim, rozumiesz, przechyle, stoją i nie rozpękają się na drewienka, naprawdę nie wiem. Teraz mam dwa razy większy apetyt na b&w.

  2. jesli tylko przejeżdżalićie (czyli, że było przy główniejszej drodze), to zapewne było eardisley (przejeżdżałem ze sto razy, bo jest na mojej trasie do środkowej walii i nigdy się nie zatrzymałem – mea culpa! :-) )

      1. a fe! jak można jeździć po walii z sat-navem? to zbrodnia przeciwko błądzeniu w pięknych okolicznosciach przyrody i niepowtarzalnych! ja tam wolę mapy OS.

        1. He he pobłądzić to ja se lubię w górach a nie na drogach. Sama się długo opierałam, bo uwielbiam wszelkie mapy, ale okazuje się, że nie każdy nowoczesny gadżet jest wynalazkiem szatana.. :D Satnav oszczędza nerwy i czas.

          Co do browarnictwa, to trochę żartowałam, aczkolwiek sam temat to nie żart, panie kochany, i na pewno wielu rodaków byłoby Ci wdzięcznych za sugestię trasy ‚na niedzielę’:)

          Nie myślałeś nigdy o przełożeniu swojego pisania na angielski? Więcej potencjalnych odbiorców..

          1. z tym przekładaniem, to trochę takie noszenie drewna do lasu by było. w końcu pisząc te moje wypociny bazuję głównie na różnych anglojęzycznych źródłach (choć przyznam szczerze, że jeszcze nigdy (!!!) nie znalazłem pozycji, która w pełni by mnie usatysfakcjonowała; btw, w końcu się przełamałem i zapłaciłem całe 15 funtów za książkę o blaszanych kosciołach… :/ ). z twoim pisaniem jest o tyle inaczej, że ty celowo zakładasz polską/nie-lokalną perspektywę.

            rodacy niestety siedzą w domach i w dupie mają lokalne browarnictwo. nie mogę nawet zebrać ekipy na tydzień w szkockich highlandach! a tam mają takie bajeczne destylaty, że hej! skandal! targowica! ;-)

            co do nawigacji, zauważyłem, że coraz więcej znajomych, którzy przerzucil się na sat-navy, nie bardzo wie gdzie jest kiedy juz tam dojedzie :-) ale żeby nie było, że jestem jakiś antytechnologiczny. to była uwaga odnosząca się tylko (!!!) do błądzenia po pięknych okolicznościach…

            1. Ale ja bym pojechała, tylko nie mogę, przysięgam, nie mogę..

              Z tym drewnem to ja nie wiem znowu, czy tu tak wiele tych lasów, a jak są, to wycinkowe, kaprawe czasem, połebkowe (przynajmniej te walijskie, na jakie się w sieci natknęłam). Nawet korzystając z lokalnych źródeł, nadal stosujesz własną ‚obcą’ perspektywę, nawet jeśli nie jest ona tak nachalna jak moja. Mnie zawsze ciekawi, co obcokrajowcy myślą o Polsce (czasem żałuję tej ciekawości). Chyba warto coś takiego robić. Z drugiej strony to kupa pracy z której satysfakcja przychodzi tak sporadycznie i z oporami, że czasem już sama nie wiem, czy warto sobie zawracać gitarę (i tu mam na myśli pisaninę niezależnie od języka).
              .

              1. aha! guilty conscience :-)

                wiesz co? ja najpierw spróbuję po polsku napisać wszystko, co napisać mam zamiar, a wtedy pomysle o przekładach. a że moje lenistwo nie zna granic… :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s