o ulotności rzeczy

Bardzo lubię filmy nakręcone na zasadzie domina: kamera podąża za bohaterem, coś się dzieje, np. bohater spotyka się z kimś i już za chwilę kamera podąża za tym kimś innym, itd. Wszystko dzieje się bardzo płynnie. Pamiętam taką scenkę z rosyjskiej Pełni Księżyca on siedzi w samochodzie ona w autobusie z wielkimi oknami, on patrzy na nią, ona na niego, oboje są młodzi, urodziwi, przeskakuje między nimi iskierka, ona się troszkę czerwieni, udaje, że nie patrzy, ale patrzy, on się szczerzy zawadiacko, красивый мальчик, autobus rusza, jeszcze raz na siebie patrzą, ona odwraca głowę z uśmiechem, autobus odjeżdża; ona jedzie do domu, nie wie co zdarzy się chwilę później, nie słyszy świstu kul, nie widzi roztrzaskanej twarzy, krwi i nagłego końca wszelkich historii. Z jego strony, bo ona ten ich miniwątek pociągnie jeszcze przez chwilę, jeszcze się uśmiecha do siebie, jeszcze czuje lekkie ciepło w klatce piersiowej, oto coś jej się fajnego przydarzyło, kiełkuje w niej nadzieja, że może jeszcze kiedyś go spotka, nawet przez chwilę będzie czekała, ale przecież się nie doczeka.

Tak mi się dzisiaj. Chodziłam sobie po jednym z cmentarzy w Garw Valley i oczywista prawda o ulotności wszystkich rzeczy rzuciła mi się do gardła.

DSC_0353 DSC_0341 DSC_0346DSC_0345

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s