gdzie brytyjek sześć tam nie ma co jeść..? part 1

DSC_0339

Dzię dobry. Co jesz? A co zając? Sorry nie mogłam się powstrzymać.

Brytyjczycy rzadko gotują; ale lubią pożerać wzrokiem, co tłumaczy setki kulinarnych programów w tv i stosy pięknie wydanych bezużytecznych książek kucharskich zalegających na półkach w supermarketach. Najwyraźniej książkę o gotowaniu musi w dzisiejszych czasach wydać każdy, włączając operatorów wózków widłowych (bez obrazy). Domowa kuchnia wymiera z pokoleniem babć; brytyjskie tyłki od lat rosną od importowanych fastfudów i tejkełejów (take away – żarcie na wynos). Chińszczyzna i hinduszczyzna jest obok tradycyjnej ryby z frytkami i okropnych pasties z Greggsa najczęstszym wyborem Brytyjczyków. Glutaminian sodu stał się ulubioną przyprawą narodową, niekoniecznie na skutek świadomego wyboru. W pewnych delikatesach prowadzonych przez rodzinę o prowieniencji azjatyckiej widziałam nawet na półce z przyprawami woreczek z kryształkami glutaminianu. Opakowanie głosiło, że oto już po dodaniu minimalnej ilości nawet kromka suchego chleba przemieni się w soczysty stek w sosie pietruszkowym i jeszcze tiramisu na deser. Glutaminian sodu jest jedną z przyczyn dla których wrażliwy żołądek Ani praktycznie pożegnał się z chińszczyzną. Bez żalu, bez zbędnych emocji. Wegetarian z resztą znacznie bardziej dopieszcza kuchnia hinduska i włoska. Ups, ktoś robi się głodny.

www.npr.org

[www.npr.org ]

Z mini ankiety przeprowadzonej niedawno na blogaskowym fb wynikło ku mojemu bezbrzeżnemu zdumieniu, że nie tylko nie żywimy się wyłącznie pulpetami i mielonką z polskiego sklepu, ale nawet trochę lubimy – w wybranych aspektach – tę brytyjską kuchnię, która się jeszcze uchowała. Mimo, że powszechnie (i po części krzywdząco) uważana jest za ciężkawą i bez polotu.

I tak, chyba każdy kto próbował, lubi angielskie śniadanko (Full English Breakfast, lokalnie zwane zdziornie Welsh Breakfast, a co, kurde). FEB należy do moich osobistych faworytów. W żadnym wypadku nie należy go jeść codziennie ze wględu na astronomiczną zawartość kalorii; osobiście zawsze zamawiam je np. przed dłuższym spacerkiem w górach. Albo dniówką w kopalni.  Zapewnia energię na dobre 3-4 godziny wysiłku. Oto proszę bardzo fotografija:

www.moorbankhouse.co.uk

[www.moorbankhouse.co.uk] 

Śniadanko obecnie spożywam w wersji wegetariańskiej, nadal bardzo do rzeczy.

Na lanczyk oto proszę bardzo popularne jacket potato – ziemniok słusznych rozmiarów, pieczony w skórce w piekarniku (tudzież w mikrofali) a następnie nacięty na krzyż; w nacięcie upycha się co kto tam lubi: masełko, rozlewajacy się na wszystkie strony cheddar, kolesław, fasolkę w sosie pomidorowym, tuńczyka, salsę; ostatnio jadłam bardziej ekskluzywną opcję z żurawinami i serem Brie. Cu-do. Widziałam kiedyś ziemnioka ze szparagami i sadzonym jajem, wyglądał rewelacyjnie. Taki ziemniok to pożywna, smaczna i superszybka opcja obiadkowa. Apetyczny przykładzik ukradziony ze strony cooking.allwomenstalk.com.

httpcooking.allwomenstalkdotcom

Kilka osób wspomniało na fb rozanielonym tonem tzw. Sunday Dinner, alternatywnie zwany Sunday Roastem, czyli niedzielny obiadek w składzie mięsko, wybór warzyw plus sos i yorkshire pudding. Zasadnicza różnica między polskim obiadem tego typu a brytyjskim polega na tym, że Brytyjczycy nie znają surówek w naszym tradycyjnym rozumieniu (z wyjątkiem kolesława) a warzywa się grilluje albo gotuje niezależnie i wrzuca na talerz zapełniając malowniczo całą wolną przestrzeń. Wrzucać można np. kalafior, groszek, marcheweczkę, ciachciachciach, pietruszeczkę, brukselkę, pieczone ziemniaki. W charakterze mięsa może występować np. plaster szynki, indyka czy wołowiny (nie jak w Polsce np. pierś z kurczaka).

Roast Beef Dinner[www.horseandjockerwoodcross.co.uk]

Z dań proper obiadowych, Brytyjczycy lubią też wszelkie pies – bardzo popularne dania, zasadniczo polegające na zapiekaniu różnych rzeczy w cieście shortcrust albo np. pod przykrywką warstwy ziemniaków. Cottage pie (z wołowiną), shepperd’s pie (z jagnięciną, albo na odwrót) to dwa najpopularniejsze. Bez problemu do zrobienia również w wersji wege.

www.frysvegetarian.co.uk[http://www.frysvegetarian.co.uk]

No, i oczywiście jest ryba z frytami. Koronne danie brytyjskiego tejkełeja, ukochaniusi pieszczoszek wyspiarza, który mimo, że skąpany w tłuszczu głębokim, to jakoś nigdy narodu brytyjskiego nie utuczył tak, jak cały ten napływowy kulinarny miszmasz. Lubimy; i już prawie się przyzwyczailiśmy, że leją nam na te frytki litry octu i wszystko razem pakują w papier, który natyczmiast przemaka i zostawia urocze wzory na ukochanej kiecce. Ostatecznie, co kraj, to jakiś gupi obyczaj, panie.

www.brake.co.uk

[www.brake.co.uk]

Chciałam jeszcze dodać, że bardzo dużo wysiłku kosztowała mnie autokorekta zdrobnień, które popełniam namiętnie pisząc o jedzonku. Jedzeniu. Pokarmie. Odstąp, szatanie. To jest poważny blog o dupie maryni, a nie jakiś tam zakichany ciapuleczek-pamiętniczuś. Jasne??

… kontynuowanko nastąpi.

31 uwag do wpisu “gdzie brytyjek sześć tam nie ma co jeść..? part 1

    1. Tez dobry. O walijskim zarciu to jakos przy innej okazji, jak zbiore wiedze w temacie, cos  slabo mi idzie.   

      ________________________________

        1. I Welsh rarebit, i glony, laverbread. Trzeba bardzo tę Walię kochać, żeby o glonach pisać pochwalnie, ja nie wiem, czy mi tej miłości wystarcza..

            1. Próbowałam sushi raz w japońskiej restauracji w Cardiff; z całego dania najbardziej podszedł mi obrotowy bar :]
              Ale jestem gotowa pozwolić się przekonać ze względu chociażby na walor zdrowotny.

            1. W wersji dla ludu pracującego, Welsh rarebit to roztopiony ser na toście z jakimiś dodatkami; bardziej snobistyczne receptury podciągają rzecz pod francuskie serowe fondue. Nie jadłam snobistycznego, ale jak mi wpadnie w oko kiedyś to spróbuję, wyłącznie, prawda, z kronikarskiego obowiązku, miłość do roztopionego sera nie ma tu znaczenia..

  1. Zrobiłem się głodnym bardzo głodnym. Pamiętam znajomy profesor mi opowiadał (jak jadłem fish and chips w Aberystwyth – kiedyż to było!), że ryba z frytkami to kiedyś było danie biedoty i wielokrotnie ratowało walijskie rodziny od śmierci głodowej kiedy pijany najtańszym dżinem ojciec zapominał przynieść do domu pieniążka w szczególnie dużej ilości. Nie wiem, na ile w tym prawdy.

    Ostatnio próbowałem sam zrobić rybkę we frytkownicy. Nawet zrobiłem elegancką panierkę, tylko że pomyliłem tea spoon z table spoon i wyszła cokolwiek za słona ta rybka. Zjadłem ją jednak na przekór wszystkiemu:)

      1. Dokładnie tak. Nie wiem jak teraz się ceny przedstawiają, ale ja pamiętam, że to danie nie należało do szczególnie tanich. Zwłaszcza jeśli ktoś wziął sobie z dodatkami typu groszek lub coś tam:)

    1. That’s the spirit!
      To prawda z tym daniem biedoty. Znajomy z pracy zawsze z nostalgią wspomina, jak porcja frytek (obowiązkowao zawinięta w gazetę) kosztowała 3 pensy. I opowiadał mi, że jak był dzieciokiem, to chodzili do ‚chippy’ i dostawali za darmo takie dooobrze powysmażane kawałeczki frytek, wiesz, takie skrawki, co już lata się smażą.. :)

      Nie są rybki tanie, nie; to brzmi jak jakaś paranoja, żeby na wyspie oblanej ze wszystkich stron wodą ryby były prawie rarytasem, ale okazuje się, że ma to związek z limitami połowów, nie jestem pewna, ale Unia też coś tu chyba ma do powiedzenia.

  2. to ja się muszę wyłamać! :-) chińszczyzna z tejkałejów jest boska. bez względu na to co w niej jest (jak słusznie zauważył kiedys znajomy vege: „a widziałes kiedys chiński cmentarz w uk?” :-p ) to raz…

    dwa: fiszenczips jest wstrętny. pomijam nawet ocet, którego można sobie nie życzyć, ale ta ryba? (z chin? wiem że wiekszość szkockich połowów trafia do hiszpanii, nie wiem jak zresztą) ociekające tłuszczem paskudztwo bez smaku. no i frytki! pieprzona mezogleja sklejona w jedną bryłę czegoś trudnego do idenyfikacji. raz zjadłem w uk dobre frytki. takie że każda była elegansko usmażona i nawet dało się je oddzielć! (przypadkiem było to w walii, w barmouth) o groszku do ryby nawet nie chce wspominać. ugh! :)

    rołsty i różne pubowe fagoty zdarzyło mi sie jadac nie raz na wyjazdach i… daruje sobie.

    brytyjczycy nie uzywaja pietruszki (korzenia) tylko pasternak, a to zupełnie inne warzywko. nie widziałem nigdy w sklepie pietruszki.

    ale za śniadanka i cream tea mają swoje miejsce w historii ;-)

    p.s. fiszenczips nie jest rdzennie angielski. zdaje się że przywieźli go belgowie albo francuzi.

    p.s.2. ale ogólnie tradycyjne angielskie żarcie nie jest złe! pizza, curry… :-)

    1. Ależ wodzu, co wódz. Można dostać piękną rybkę wysmażoną dla klyenta na miejscu, tylko trzeba iść do lepszych czipsiarni. A sklejone frytki? Kwestia przywyczajenia. Przynajmniej wiesz, że są z prawdziwego ziemnioka, a nie cholera wie z czego, np. papier-mâché. Pubowe żarcie? Desperacja. Chociaż ziemniak jacket zazwyczaj występuje wszędzie i może uratować życie. Ja ogólnie się przez lata przyzwyczaiłam do tutejszego żarcia; doceniam np. fakt, że absolutnie wszędzie, w najmniejszej kafei, najzapyzialszym pubie, masz przynajmniej jedną, czasem dwie opcje wege.
      No pasternak, ale kto w Polsce je pasternak, to niech se będzie, że pietruszka:]

      Kilka ciekawostek o historii fish&chips: http://en.wikipedia.org/wiki/Fish_and_chips

  3. FEB mnie tak przeraziło, gdy je pierwszy raz dostałam na talerzu, że do dziś uciekam, jak tylko mi proponują. Ale tamto nie wyglądało jak to tutaj, ze zdjęcia, o nie, to była rozpaćkana breja, w której z trudem można się było doszukać poszczególnych składników. Niemniej lęk mi został i nie jadam.
    Za to ryba z frytami (i każdą ilością groszku) czy Christmas Pudding się Anglikom udały. A dzięki temu tu oto blogowi chodzę teraz po domu i zastanawiam się, skąd w Polsce wziąć klasyczną cream tea. I wychodzi mi, że najbliżej to w Londynie, via Ryanair.

    1. Jako co-fanka cream tea rozumiem nagłą falę pożądania w kierunku i współczuję… Co do FEB, jak je pierwszy raz zobaczyłam to aż mnie skręciło. Chyba sobie żartujesz, ja mam fasole na śniadanie? Pieczarki, jakiś deep fried ziemniak? I jeszcze kaszankę (w ekstremalnych zestawach)? Chwilę trwało, zanim mix smakowy fasolka + bekon + jajko zmienił się w mojej głowie w boskość. Proces przekonywania się do brytyjskiego żarcia trwa u mnie latami; na niektóre rzeczy nawracam się z pozycji początkowo absolutnie i nieprzejednanie wrogiej, np. na te nieszczesne frytki z winegarem.

  4. A gdzie chip butty czyli bula przekrojona w pol i jako nadzienie do niej frytki?
    A gdzie skinheads on the raft czyli kroma stostowanego bialego „pieczywa” z baked beans na gorze (fasolka w rozwodnionym kechupie)?
    A gdzie ich slynne kanapki z chipsami?
    I koronne danie czyli tuna and sweetcorn, ktory moze byc w kanapce, moze i byc wmieszany w makaron i podane na cieplo?

    1. Nie no, oczywiście, że zestaw jest niepełny; napisałam o tym, co mi przyszło do głowy i jest najbardziej reprezentatywne dla regionu Brytanii w którym mieszkam. U mnie np. żadne z powyższych wymienionych dań nie występuje w jakimś szczególnym natężeniu, o kanapce z frytami w ogóle nigdy nie słyszałam; co innego beans on toast, tu, prawda, strzał w dziesiątkę. I sos curry na frytach.

      1. Piszesz w tekscie o Brytyjczykach, wiec myslalem, ze chodzi ogolnie o cala wyspe. Chip butty to akurat po raz pierwszy widzialem w Polnocnej Walii, w take awayu przy drodze, gdzies w jakiejs wiosce w drodze z Aberystwyth. W Cheshire, gdzie mieszkam, nie widzialem, zeby tak jedli, ale podejzewam, ze jeszcze sporo nie widzialem.

        1. No o cala, o cala, chociaz probka reprezentatywna pochodzi z regionu w krorym mieszkam, bo przeciez go znam najlepiej. Te dania, ktore opisalam sa jedzone wszedzie. W miedzyczasie troche sie podopytywalam i rzeczywiscie chip butty istnieje w powszechnej swiadomosci i ma sie dobrze Ja po prostu nigdy o tym nie slyszalam. Trzeba bedzie sprobowac z dziennikarskiego obowiazku :/

  5. thomazque

    Nie wiem czemu tak sie wszyscy (prawie) uczepili tego octu do ryb z frytkami? Przeciez zawsze mili sprzedawcy w postaci utuczonych pan, pytaja grzecznie przy sprzedazy odrecznej czy podawac z sola i vinegretem? A odpowiedz negatywna nie powoduje niesnasek narodowisciowych. Ja akurat ocet to polubilem ale tylko w czipsach. Legenda glosi, ze najlepsze fish & chips sa w Whitby. Nie wiem czemu, ale czasami lepiej wierzyc legendzie. Chocby dlatego, ze prawda potrafi polozyc na lopatki nie jedna fascynacje. Zreszta jakies pare lat temu bylem w Whitby i poza ogladaniem ruin klasztoru, pieknego wejscia do portu, pomnika kapitana Cooka, zjadlem w najdrozszej fiszarni (50 metrow od morza z widokiem na morze) rzeczona f&c. I co? Szalu nie bylo, ale w koncu liczy sie fakt, ze dotknalem (dotknelem? – cholera czlowiek zapomina wlasciwej odmiany) prawdziwej legendy. Pozniej kazdemu oczytanemi Anglikowi mozna powiedziec – jadlem rybke w Whitby a ty nie koralu zloty… :)

    1. Cukierpudel

      Dobre fish & chips sa tez w Aberystwyth w „Chip box”. Jeden przez ulice od Royal Pier, drugi troche wyzej na (chyba) Portland sreet. Zawsze pieka swieze …no i smaczne. z frytkami jest tak, ze w sumie za kazdym razem, nawet w tym samym chip-shopie smakuja troszke inaczej…

    2. W niektórych czipsiarniach jak się straci na chwilę czujność to zalewają octem jako default; tak samo w niektórych kafejach, trzeba mieć refleks, albo się pije lurę z mlekiem zamiast ‚normalnej’, prawda, herbaty..

      To bardzo ładna historia z tym Whitby. Jeśli chodzi o legendę, to w razie wątpliwości polecam się ‚ocierać’ :]

      1. Z tym polewaniem ocetem jako wersja wyjsciowa to musze przyznac racje, bo najpierw pani sprzedawczyni bierze opakowanie z octem do reki a dopiero potem sie pyta czy z octem, czy bez… Chwila zawahania i czlowiek zgrzyta zebami, ze starcil czujnosc :) Bo jak to pozniej jesc? Ziemniak smarzony z octem…
        Cos a propos f&c. Wlasnie wrocilem z Kornwali.
        Ludzie!
        W zyciu nie widzialem takich drogich fish&chips jak tam!
        Normalnie czlowiek wyskakuje z obrazkow z krolowa (swoja droga to skandal, ze zastapiono na banknocie £20 wizerunek angielskiego Szopena – Elgara, kontrafektem merkantylisty Smitha. Aaa fe!) za ulubiona porcje rybki z kartoflem w okolicach £5 za rzeczona strawe, Gdy tymczasem w Kornwalii….a scislej w pieknej miejscowosci Padstow, a w rzeczy samej nie takiej pieknej jak St Ives, istnieje taka jadlodajnia pod nazwa Rick Stein, ktora sprzedaje (z popytem siegajacym prawie zenitu), rybke typu haddock – w polskim tlumaczeniu PWN: Łępacz – ktos slyszal o takiej rybie w PL? – za bagatela £9,50 za smazony jej korpus!!! Ceny parkingow w UK z calym szacunkiem dla drenazu kierowcow, to pestka przy tym. Dalibyscie prawie dwadziescia funciakow za dwie rybki z pyrkami smazonymi? W zyciu!!! A niestety dalem…
        LUdzie omijajcie jadlodajnie nad portami, kierujcie sie dalej

        No dobra, mialo byc o jedzeniu w brytyjskiej koronie. Jesli o mnie chodzi to polecam szczerze Cornish Pastry zwlaszcza mint&lamb. Paluszki lizac! To cos, co uwazam za pozytywny wklad brytyjskiej kuchni do swiatowego menu. Niewyszukane ale za to pelne smaku. I sycace. I chyba zdrowsze niz Pork Pie (nie mowiac o szkockim jaju) nawet z samego Melton Mowbray. Nawet z dodatkiem samego sera Stilton kupionego obok.

        Ocierac sie o legende bardzo chetnie, najlepiej w poczuciu bliskosci z kims bliskim na przyklad mentalnie – moze byc kobieta – zwlaszcza kobieta :)

    3. Też tego nie rozumiem, przecież takie na przykład czipsy (crisps) najlepsze są właśnie te z octem winnym. Zawsze przywożę parę paczuszek Walkersów salt & vinegar i potem zjadam sama, bo u nas nikt ich nie lubi. :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s