o seksie

dsc_0007

Podobno w Anglii istnieje miasteczko o wdzięcznej nazwie Chipping Sodbury. Nie mylić bożebroń z Sodding Chipbury. Przekręcanie nazw to moje ostatnie hobby i taka jestem w tym dobra, że już normalnie nie udźwigam własnego  geniuszu.

Tymczasem pożegnaliśmy ekstrawagancki wybryk natury pod nazwą lato, Walia wraca do swojego stanu naturalnego (monsun). Trzeba robić różne rzeczy, żeby się nie dać zwariować; na przykład zakupić wodoodporną garderobę, plecak, termos, i włóczyć się po walijskim bezkresie na przekór wszystkim przeciwnościom aury. Nadchodzi czas wodospadów, grzęźnięcia w błotku, zjeżdżania na tyłku z pagórków, picia herbaty w klifowej jaskini na plaży, odmrażania się zupą ze stiltona w przydrożnej kafei i temu podobnych ekstrawagancji. Podobno, powiedziała w radiu jedna pani, pół dnia na świeżym powietrzu, nawet mokrym, równa się dziennej dawce prozaku; znaczy,  chyba dobrze.

Można też zapisać się na jakiś kurs wieczorowy na uniwerku w Cardiff. Naiwnie liczyć na wielonarodowy przekrój demograficzny w grupie – im kolorowiej tym lepiej, i dowiedzieć się, że a’guzik, bo połowa grupy będzie z kraju nad Wisłą. Fakt, że wszyscy jak jeden będą mówić znakomitym angielskim i nikt nie będzie pracował jako konserwator powierzchni płaskich, więc sytuacja będzie nosić znamiona nietypowej i niewątpliwie zainspiruje. Głównie do tego, żeby się za wiele nie odzywać; wygląda na to, że jestem jedyną osobą, którą późna godzina zajęć rozwala w lingwistyczny maczek. Kiedy opadają powieki, zdolności językowe Ani spadają do poziomu ‚Kali, bambus, mieć, kiedyś, ale zgubić i dupa’. Może się przyzwyczaję.

Do nowego roku jeszcze daleko, ale tym, którzy chcieliby sobie postawić jakieś nowe wyzwanie na tą szarą jesień, polecam spróbować zmierzyć się z językiem walijskim. Bardzo przystępny kurs internetowy zarekomendował Michał, a ja po trzech lekcjach jeszcze nie zrezygnowałam, więc dobrze jest. Oto proszę bardzo link. Lekcje można ściągać i odsłuchiwać np. na słuchawkach w drodze do pracy. Zdumiewające, jak to się tak jakoś samo człowieku uczepia.

Jeśli zaś chodzi o seks, to generalnie badam wpływ słów-kluczy na ilość odsłon blogasa. Bardzo dziękuję wszystkim przypadkowo zabłąkanym tu dziś świntuszkom za wzięcie udziału w eksperymencie. Statystyki zanotowały ostry wzwód we górę; musieć, działa. Poza tym, po sześciokrotnym obejrzeniu Star Trek Into Darkness mogę powiedzieć z całą stanowczością, że dykcję Benedicta Cumberbatcha powinno się butelkować i sprzedawać jako substytut viagry dla kobiet.

I tym optymistycznym akcentem.

dsc_0099

Reklamy

19 uwag do wpisu “o seksie

      1. Hm…nie no ladnie mowi, ale zeby to cos specjalnego..? Tak szczerze, to moj szef (ktory jest brytem a jakze) ma o niebo cudowniejszy od niego akcent..tylko troche za szybko mowi, no ale oj tam oj tam nie ma idealow :)

        1. Nie tyle o akcent chodzi, tylko o dykcję. Może to upodobanie zależy od czasu naświetlania:) Tu w UK Benedykcik funkcjonuje jako aktor już od jakiegoś czasu i moje uwielbienie dla niego wypływa chyba z całokształtu, zwłaszcza z ‚Sherlocka’. Dla mnie jego dykcja prawie pobija nawet old time favourite Alan Rickman. Prawie :)

          1. Ha, drugi po Alanie Rickmanie Anglik, którego mogłabym słuchać nawet, gdyby czytał słownik. :) Jakby się tak dobrze zastanowić, to nie tylko dykcja i głos, ale chyba też to nieuchwytne coś, co powoduje, że angielski Anglików brzmi tak pięknie, a Amerykanów tak prostacko. ;P

  1. Ola

    Z tym Benedictem to mam tak samo… ale najbardziej dzialal na mnie w Parade’s End, ekranizacji powiesci Forda Madoxa Forda.
    A na jaki kurs sie zapisalas? Podoba mi sie, ze Polacy sa tak zadni wiedzy! Walijskie lekcje koniecznie wyprobuje, moze uda mi sie zaskoczyc znajomych Walijczykow!

    1. Kurs jest zwiazany z technikami przekladu; taki papierek na wspacie tego czym sie zajmuje. Nie widzialam Parade’s End, ale napewno obejrze, dla czystej przyjemnosci obcowania z Cumberbatchem. Co za aktor.

  2. Chyba tez uzyje w jednym poscie slow: seks, prozac, viagra
    do tego: schudnij 10 kilo w tydzien, seryjny morderca grasuje i cos tam jeszcze ;)
    A co do wieczornym zdolnosci jezykowych, teraz mi sie juz poprawilo, ale wczesniej zaczynalam mowic po polsku zanim po niemiecku, im bardziej zmeczona bylam badz bulgotalam cos niezrozumialego :D

  3. Technika, którą przetestowałaś jest niewątpliwie skuteczna, ale należy z nią uważać. Ze względu na jednego posta o wieczorach panieńskich mój blog wyświetla się na frazę: „kolczyki na penisie bądź w penisie”. Dodam, że było w nim zarówno słowo penis, jak i słowo kolczyk, ale osobno. Nie sądzę też, żebym trafił dzięki temu do jakichś odbiorców, na których mi zależy.

    1. Och, to jeszcze nic. Kiedyś zamieściłam we wpisie zdjęcie babki (ciasta) i słowo ‚goła’. Kilka dni później odkryłam, że ktoś trafił do mnie wpisując w przeglądarkę ‚gołe babcie stare dupy’. W zasadzie chyba powinnam się poczuć dotknięta..

  4. Tak, wyczulam pismo nosem z tym seksem juz od poczatku. No ale nie wypada nie zajrzec i nie przeczytac! Startrek byl jakies 4 dni temu widziany ale na raty – mimo ze lubie ! – bo obiad za szybko zjadlam zamiast 2 godziny dziamlec widelcem i obejrzec w calosci na raz… Monsunu w Yorkshire brak, ale dzisiaj mielismy londynski fog, toz to nawet mgla nie byla…. Brrrr… Niech juz lepiej pada :-)

  5. Ładna ta jesień na Twoich zdjęciach, wcale nie widać monsunu, za to chce się wyciągnąć z szafy kalosze, owinąć się czymś ciepłym, zawołać psa i iść na całodzienną włóczęgę po lasach i pagórkach. Czy to tegoroczna sesja foto już?

    1. Foty stare, ale nie tracę nadziei, że będzie można wyskoczyć na kilka sesyjek i w tym roku. Podobno nadchodzi kilka dni złotej jesieni. Wczoraj szaro buro i mokro, a dzisiaj się nagle ni z tego ni z owego zrobiło 20 stopni i jakieś tam słońce się przebija. Nie ogarniam tych cudnych ekstrawagancji pogodowych w tym roku. Jak tam poszukiwania cream tea?

  6. No cóż, na razie waham się pomiędzy Ritzem a Claridgem. ;P A na serio, to w samym Londynie jakoś mało kto się chwali takim cudem, widać, że to specjał bardziej walijski czy kornwalijski (chociaż takie p. cornish pasty można dostać na byle dworcu). Niemniej znajdę, nawet jakbym miała łapać przechodniów za poły i pytać o drogę. A potem podam namiar.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s