kręgle, staruszki i samobójcy

east

Na południu Anglii jest bardzo ciekawie; można np. pograć w kręgle. Gra w kręgle polega na noszeniu szpanerskich butów, robieniu min typu jeeee who’s the prezes now, he?? i wykonywaniu rytualnego tańca z wymachem bioder za każdym razem jak kula trafi w kołki. Nie ogarniam, nie czuję; mimo to ograłam sześć osób. OK, to prawda, że trzy z ogranych osób miały łącznie mniej niż 12 lat, ale to nie ma znaczenia. Historia zapamięta fakt zwycięstwa, nie jego jakość.

harry

Poza tym, na południu Anglii znajduje się Eastbourne, w którym już kiedyś byłam, i które kiedyś zrobiło na mnie bardzo przyjemne wrażenie. Może dlatego, że w odróżnieniu od większości brytyjskich kurortów wakacyjnych nie jest mekką rodzin z dziećmi, ale emerytów. Eastbourne jest powleczone delikatną patyną wiktoriańskiego uroku, a jego rezydenci przechadzają się statecznie w eleganckich chodzikach, leżakują na promenadzie z kocykiem na kolankach i nie grają w crazy mini golfa. Występuje tu również mniejsze niż w innych kurortach natężenie kiczu. W dodatku ta część kraju uważana jest za najsłoneczniejszą w Wielkiej Brytanii (cieszy się ośmioma, a nie jak inne części sześcioma słonecznymi dniami w roku). Tym razem słońce miało focha i w głównej roli występował huragan; na ekranie gościnnie pojawiała się też zimna mżawa. Wiało tak, że spychało z chodnika, i można się było na tym wietrze prawie położyć zaprzeczając prawom grawitacji, co fajne było i potencjalnie pożyteczne, np. jakby się trzeba było uchylić przed nisko przelatującymi porwanymi przez wiatr staruszkami. Z jakiejś przyczyny nie mogłam przestać się śmiać; od śmiechu i wiatru łzy leciały mi po twarzy. To lubimy.

DSC_0106c

W Eastbourne może się człowieku przydażyć również wiele innych interesujących rzeczy.

Można np. siedzieć na ławce i przyglądać się, jak żwawa staruszeczka ciągnie za sobą kupkę zbolałego psiego nieszczęścia; jak nieopatrznie nawiążesz kontakt wzrokowy, to staruszeczka zaraz ci opowie z detalami, jak to nieszczęście długo cierpiało na straszliwe zaparcia. Jak tylko zorientowałam się, że to po pewnych psich herbatniczkach, natychmiast oddałam całe sześć paczek do pobliskiego schroniska, dodaje staruszeczka pękając z dumy nad swoim dobrym serduszkiem i megainteligencją.

Można też uciekać przed zimnym deszczem i schować się w kafei, której nie powstydziłby się najwcześniejszy peerel. Kafeja tytuuje się najstarszą lodziarnią w Eastbourne i w związku z tym sprzedaje głównie frytki oraz zatrudnia kelnerkę w adekwatnym do reputacji lokalu wieku. W menu był głównie Zjazd Frytek z Talerza Podczas Transportu, Prawie Gorąca Herbata w Połowie Na Podłodze i możliwość bezwstydnego podłuchiwania stałych bywalców. Jedna niezwykle zadbana pani w jedwabnej chustce i w pełnym makijażu opowiadała drugiej pani w chustce z makijażem, jak to jej młodsza córka właśnie miała zoperowane biodro i zniosła to bardzo dobrze jak na 78-latkę. Słit or łot.

3

Potem można iść poszukać czegoś do zjedzenia w którejś z młodszych knajpek. Wybór wege jest w Eastbourne trochę ograniczony, chyba, że jesteś fanem frytek; na szczęście mają kilka knajp włoskich, a włoskie zawsze mają wege, za co je lubimy bardzo. Niestety, wegemenu bylo tym razem ograniczone głównie do koziego sera, co jest straszne i nie lubimy. Trzeba sobie radzić, więc pytam kelnerkę, czy mogą mi zrobić calzone z kurczakiem bez kurczaka, bo jestem wegetariankąna co pani odpowiada z entuzjazmem, że jak najbardziej. Super, to biegnij, Lola, bo głodni. Za 10 minut pani wraca. Dumnie stawia przede mną calzone bez kurczaka, za to artystycznie obłożone włoską szyneczką prosciutto i radośnie oznajmia: proszę bardzo, jedno wegetariańskie cal.. o. O. Szynka.. Hm. Trochę szyneczki nie przeszkadza chyba..? Szef tak się starał..

6 5

Po zjedzeniu wege calzone z szynką (bez szynki) można znowu rzucić wyzwanie sztormowemu wiatru i skoczyć na znajdujące się nieopodal majestatyczne białe klify Beachy Head. Beachy Head to ikona wśród brytyjskich krajobrazów, głównie za sprawą malowniczej pasiastej latarni. To również słynna na cały kraj mekka samobójców. Ja tam nie wiem jak ktokolwiek może skoczyć z tego klifu przy takim silnym odpychającym wietrze od morza. Bardziej prawdopodobne jest, że  delikwent się zmęczy próbami, wróci do domu, napije się ciepłej herbaty w filiżance bone china z różyczkami (czynność znana ze swych właściwości antydepresyjnych) i zacznie wszystko od początku.

Szkoda, że tak wielu jednak próbuje do skutku. U stóp majestatycznego klifu życie kończy średnio 20 osób rocznie. Liczba potencjalnych samobójców jest tak znaczna, że klify są reguralnie patrolowane przez Beachy Head Chaplaincy Team – chrześcijańską organizację charytatywną niosącą wsparcie desperatom. Działają  prężnie, i co najważniejsze skutecznie. Według ich strony tylko w zeszłym roku udało im się odwieść od przedwczesnego spotkania z wiecznością 364 osoby. Szacuneczek.

No. Mówiłam, że ciekawie na tym angielskim południu.

PS. To te same białe klify co w słynnym Dover, które znajduje się o jakieś pół godziny jazdy od Beachy Head. Jeszcze więcej o południu Anglii można poczytać tu.

beachy head 8

DSC_0191 4 7

Advertisements

24 uwagi do wpisu “kręgle, staruszki i samobójcy

  1. Wizja latajacych staruszek w istocie przesympatyczna, ale jednak chyba ten wiatr zniechecilby mnie do wędrowek :)
    No i wege calzone bezcenne. To tak troche przypomina podejscie do wegetarianizmu Wietnamczykow albo Chinczykow. Nie przejawiaja ni krzty zrozumienia…jak chcesz przyniosa ci zupe pho bez miesa, ale oczywiscie na beef broth gotowana :)

    1. Moja babcia zaserwowala mi ostatnio pierogi bezmiesne serowe. Babciu a co to jest tu w tym pierogu bezmiesnym serowym, bo wyglada na boczek. Niemozliwe! To nie boczek! No przeciez widze, ze boczek. A, tyle tam, troszke dalam, na smaczek, przeciez nic ci sie nie stanie.. :)

      1. Klasyka gatunku hehehe :)
        O ile jeszcze w razie gdybys zjadla przez przypadek ten kawalek – faktycznie nic ci sie nie stanie – o tyle mnie juz o mordercze instynkty przyprawia takie podejscie do alergikow na gluten. A spotkalam sie, owszem. Chociazby moja rodzicielka. „No co ty, cale zycie chleb jadlas a teraz nie”. Nie dociera do niej, ze tego mozna sie nabawic w pozniejszym wieku i ze to nie celiakia.
        Ja co prawda tez przezyje jak zjem kromke chleba, ale mam 3 dni z zyciorysu na kibelku z glowy….eh….

  2. Latające struszeczki trzeba łapać, nie uchylać się! Najlepiej w siatki na motyle! Opis cudowny, płaczę ze śmiechu i przez łzy przyglądam się filiżankom, które dostałam przed świętami od pewnego Anglika, który wracał na stałe do kraju. Mają różyczki, złocenia i są całe bone china z połowy lat 40-tych. Przed swiętami nabyłam też kalendarz charytatywny organizacji „stop sucide”, w którym wystąpili panowie z naszej wiejskiej drużyny GAA (w to graja tylko Irlandczycy). Panowie wystąpili oczywiście nago ;)

    1. To drugi taki irlandzki kalendarz, o ktorym slysze, pierwszy byl z farmerami w podobnej konfiguracji. Tu u mnie jakos mezczyzni nie chca sie rozbierac na cele charytatywne. W sumie moze to i lepiej, bo Walia to podobno najgrubsze panstwo wspolnoty.. Co to jest GAA?? Jestem zaintrygowana bezgranicznie.

        1. Panie to już bardziej. Po Calendar Girls (nie wiem czy widziałaś znakomity film pod tym tytułem) nastała na Wyspach cała moda na rozbieranki.
          Hmm może trzaśniemy sobie kalendarzyk blogerski, co myślisz :) Każda w ‚swoim’ kraju :)

          1. Oczywiście nago ;) Haha poproszę któregoś ze znajomych farmerów, może mi traktora lub owiec do sesji użyczy ;) Tylko na co dochód przeznaczyć…?
            Filmu nie widziałam, pod tym względzie jestem zapóźniona. Wstyd się przyznać…

  3. prezio

    Żeby Panią zezłościć. Kupiłem 5 kilo boczku wieprzowego. Był mrozik, dałem na balkon, bo święta zapchały lodówkę. I zpomniałem. Po 10 dniach i świętach szukam mięsa. Jest. Na balkonie oslizłe i trochę „pachnące”, bo była odwilż. O musze nie piszę, bo odleciała. Umyłem to w zimnej wodzie, dalej śliskie. Odkroiłem kawłek do garnka, resztę do zamrażarki. To w garnku dusiło się i jak sąsaidka poczuła, że się mięso dusi i powiedziała, że ładnie pachnie to pomyślałem o sobie dobrze. Nic się nie zmarnuje. Zabolała mnie ta szyneczka.

  4. Może GAA to właśnie sport polegający na łapaniu przelatujących staruszek? Za pomocą takich kijków z siatką jak na motyle albo do polo?

    Z chęcią spróbowałbym stawić czoła takiemu wietrzysku. To musi być fajne uczucie.

    P. S. Nie byłbym sobą, gdybym orta nie wyciągnął – w tekście winno być przydarzyć, nie przydażyć:)

    1. Lapie sie na tym co jakis czas, ze najstraszniejsze orty zmieniaja mi sie w cos w rodzaju ‚nie jestem pewna’, i ‚w sumie tak tez ladnie wyglada’ ;) stara sie czlowiek polska mowa pielegnowac, ale czasem w wordpressie wysiada sprawdzanie pisowni i masz..

      1. Mam tak samo:) Wielokrotnie jest zawieszka czy aby czasem nie powinno się tego napisać inaczej. U mnie najgorzej od zawsze było z przecinkami i stylem, ale człowiek pracuje nad sobą cały czas:) A Twoja polszczyzna śliczna i fajna jest. Pielęgnuj, pielęgnuj.

        1. Ech, ja zawsze miałam świetną ortografię, interpunkcji też niczego nie brakowało. Myślę, że to wpływ przebywania przez cały czas w sferze języka angielskiego. Zawsze się śmiałam z ludzi, którzy popracowali w Niemczech kilka miesięcy i wracali kalecząc polski niemiłosiernie; po ośmiu latach na emigracji powiem tylko tyle, że zachowanie dobrej polszczyzny wymaga ciągłej pracy i pilnowania się oraz opierania się chodzeniu na skróty. Wszyscy Polacy na Wyspach mówią ‚payslip’, bo łatwiej, szybciej i wszyscy wiedzą o co chodzi. Potem jadę do Polski i czuję się jak burak, bo za cholerę nie mogę sobie przypomnieć, jak jest ten payslip po polsku. Jeszcze gorzej jest np. z nowymi rzeczami czy zjawiskami, które poznaję teraz, najpierw po angielsku a dopiero potem sprawdzam w wikipedia ki diabeł i jak to jest po polsku. Potem bywa różnie. Zauważyłam też, że łatwiej mi się wyrazić w angielskim, słowa są krótsze, ‚okrąglejsze’, mniej precyzyjne; czasem muszę się naprawdę przywoływać do porządku, żeby mój polski nie brzmiał jakbym miała uraz mózgu. Nieustanna czujność, panie kochany! :)

            1. Internetowi sie w miare skutecznie opieram od lat, mysle, ze w moim przypadku jednak ten angielski. Czasem mozgowi trudno jest utrzymac idealna dwutorowosc jezykowa, a jeszcze jak ktos lubi sie bawic slowami, to w ktoryms momencie musi wejsc na jezykowa mine :)

  5. Znam to wybrzeze troche, Seven Sisters, Eastbourne, oraz Brighton gdzie mieszkalem. Tam jest wiecej vege oferty. Co do projektu Waszego kalendarzyka, ja i koledzy chetnie zobaczymy hehe.
    Byle Brytyjek nie bylo, bo mi sie stajl prosiaczkowy nawet tych ubranych przejadl.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s