język lata jak łopata

Ta to ciągle gdzieś jeździ, musi zarabiać kupę kasy. Nic tylko wakacje za wakacjami. Tak podsumowała mnie kiedyś jedna pani. Oczywiście za moimi plecami; ale życzliwy zawsze się znajdzie, żeby człowieka apdejtować w sprawie opinii publicznej.

Zezłościłam się, potem się uśmiałam. Zawsze mnie zaskakuje ludzka potrzeba wydawania autorytarnych opinii o innych, siedzenia w ich portfelach i rozliczania ich dochodów. Niemal stawiania wymogu, żebym się tłumaczyła ze swojego stylu życia, żebym się czuła winna, że ‚znowu’ (drugi raz w tym samym roku!)  gdzieś jadę, a tamta pani nie jedzie; że mam w sobie silną potrzebę dotknięcia świata, wlezienia w każdą dziurę i zrobienia jej zdjęcia, a tamta pani nie.

Tamta pani ma za to nieskazitelną fryzurę. W supermarkecie wydaje stówę tygodniowo. Posiada abonamentową telewizję satelitarną. Szesnaście par butów. Na zakupy jeździ taksówką. Prenumeruje kolorowy magazyn o dupie maryni. Robi pazury dwa razy w miesiącu. Nie chodzi do pracy w tych samych spodniach od czterech lat (wiem, przegięcie). Nie ma słoika z nabazgranym napisem ‚Fundusz Kretowy’ do którego upycha każdą znalezioną w kieszeni dychę. Nie wdzięczy się do pana kawowego żeby wyłudzić więcej stempelków rabatowych na karcie stałego klienta w kofiszopie. Nie lata z easyjetem. W ogóle nie lata.

Kwestia priorytetów, ot, co. Proszę pani. A na zgagę warto jeść mniej tłusto, tak słyszałam. I waszyfka, dużo waszyfkóf.

kk

Advertisements

21 uwag do wpisu “język lata jak łopata

  1. Mnie nie zaskakuje.
    Takie sądy wydają zwykle ludzie, ktorzy są zazdrośni, ze ty robisz cos, co oni by chcieli, a jakos im „nie wychodzi”. Musza sobie ulzyć, bo pękną, jak smok wawelski :)

    Oczywiscie, ze to kwestia priorytetów, do łba nie przyjdzie. Zwykle, jak sie zaczyna rozmowe na ten temat (wiesz, ale jakbys tyle nie wydawala na x,y,z to przeciez pieniadze na podroz znalazlyby sie dwa albo i 3 razy w roku), to slychac:
    – alez ja z tego absolutnie nie moge zrezygnowac!
    – to moja jedyna rozrywka
    – nie no jakos nie potrafie sie kontrolowac :)

    Itp. Itd.
    Skad ja to znam :)
    Najpierw jest „skad ty masz na to kase” a potem „łe, ja wolę jeździć na swoją działkę, we wlasnym domu sie czuje najlepiej”. A na samym koncu: „łe, ty to jestes cwiara, po co tyle pracowac? Ja wole zarabiac mniej, ale sie nie przemeczac”.

    :)
    I tak w kolko. Cokolwiek nie zrobic, będzie nie tak :))))

    1. Myślę, że jakby naprawdę chcieli, to by im ‚wychodziło’.. Niektórzy po prostu wcale nie chcą. I ok, każdemu według potrzeb. Ale po co te gadki, po co te komentarze złośliwe, ech, ludzie, dajcie żyć..

    1. To oszczerstwo. Bardzo lubię i nawet posiadam specjalny różowy flafiasty notesik do którego wpisuję wszystkie miłe rzeczy zasłyszane na swój temat i czytam sobie jak mi smutno. To bardzo mały notesik, i połowa z wszystkich trzech wpisów to cytaty z mojej mamy, ale jednakże.

      1. Majka

        Zawsze mozesz rozwazyc dodanie pozytywnych komentarzy z e-baya do swojego notesiku lub /oraz kazdego fejsbuczego lajka:)

  2. A bo to już tak jest – jak robisz inaczej, to jesteś podejrzana i nierozumiana, ale mimo wszystko trzeba Ci znaleźć przegródkę, przykleić łatkę, jakoś zaksięgować. I każdy to zrobi podług swojej miary. I oczywiście musi wszystkich o tym poinformować, żeby inni wiedzieli, gdzie Cię szukać w tym osobliwym rejestrze typów i charakterów…
    Aż mi się przypomniała rozmowa z mojej dawnej pracy… Szefowa w piątek pyta, jakie mam plany na weekend. Odpowiadam, że jedziemy na Slieve League. A ona: Aha, shopping! I wielki uśmiech zrozumienia i zadowolenia rozlewa się na jej twarzy…

    1. Ładnie to powiedziałaś, czuj się ‚zalajkowana’ ;)
      Też mam takich szefów. I jeszcze, od lat mnie zdumiewa, jak mało Walijczycy cenią własny kraj, jak mało wysiłku wkładają w jego poznanie. Mimo wykrzykiwania patriotycznych haseł i usadzania flag w ogródkach. Ale na Costa del Sol byli chyba już wszyscy..

      1. E, to Argentynczycy zdaja sie miec podobnie. Swojego kraju nie znaja (a przeciez ile tam cudów natury jest!!!!!), ale za to prawie kazdy z wyzszej klasy sredniej musial sie kopsnąc do Miami albo gdzies indziej na Floryde. Albo chociaz do Punta del Este :->>>>>

        Ja zreszta mialam podobnie mieszkajac w Polsce… calej fury miejsc nie odwiedzilam, inna sprawa, ze nigdy nie mialam czasu ani/i pieniedzy :-/ (zarabialam jakies gowniane pieniadze a polepszylo mi sie dopiero po wyjezdzie do USA i wtedy moglam sobie pozwolic na zwiedzanie swiata…).

  3. Skad ja to znam ;) tez podobno mam kasy jak lodu bo nic tylko jezdze i jezdze. Moja przecietna kolezanka z pracy wydaje w weekend okolo 100-150 e na rozrywke typu nightclub/pub. Bo taksowka, koktajle, cos zjesc trzeba itp, paznokcie przedtem, nowa sukienka itp. 100 e to cena biletu lotniczego w 2 strony do np Wloch.

  4. No właśnie. Można mieć pieniądze i nie oglądać świata. Można być biednym jak student i być ciągle gdzieś w podróży. Podróżowanie to kwestia charakteru nie zamożności.
    A tymi komentarzami się nie przejmuj, zazdroszczą Ci.
    Całus.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s