Robin Hood’s Bay

IMG_0252

Jeszcze na parkingu ustaliliśmy podział ról. Jakubek tradycyjnie miał zadawać głupie pytania, S. kontrolować płynność finansową, a ja z własnej nieprzymuszonej woli podjęłam się opieki nad suchym prowiantem w postaci papierowej torebki z sześcioma tartletkami o smaku sernika z kremem brulee. Czy ten parking jest płatny? – Jakubek płynnie wszedł w rolę. S. od razu się zdenerwował, a ja przyklękłam za zderzakiem sprytnie udając korekcję sznurówki i jednocześnie uwalniając torebkę od ciężaru pierwszej tartletki.

photo 1

Podążyliśmy stromą wąską uliczką w stronę morza. Od razu zrobiło się okropnie atmosfernie; uliczki obsiadły kocie łby i małe krzywe domki, a także różnego rodzaju przybytki o charakterze łupieżczym, co wcale nas nie zdziwiło, biorąc pod uwagę nazwę miejscowości. Czy myślicie, że to miejsce jest popularne? – zapytał Jakubek słabym głosem, wciśnięty w rosłą matronę z pinczerem i dopychany od tyłu wycieczką parafialną. S. przytomnie wypatrzył przerwę w przybytkach, która okazała się kolejną uliczką, w dodatku bez żywej duszy. Za chwilkę zagadka pustej uliczki wyjaśniła się; stanęliśmy bowiem oko w oko z lokalnym muzeum. Wchodzimy..? zapytał niepewnie Jakubek. Tylko jak za darmo – burknęło z wnętrza S, któremu podczas dramatycznej walki z tłumem wypadł ulubiony długopis w londyńskie metro i nabył rysę, co go zdenerwowało. Udając studiowanie godzin otwarcia w gablotce dokonałam szybkiej aneksji kolejnej tartletki; niestety, podczas tej czynności namierzył mnie entuzjastycznie pan Gruby Kustosz; na ucieczkę było już za późno. Weszliśmy.

IMG_0264

Od czego pochodzi nazwa waszej miejscowości..? okazał uprzejme zainteresowanie Jakubek. Pan Gruby Kustosz przytomnie złapał szczękę w locie, podał broszurkę i niezwłocznie zainteresował się wzorkiem na swojej filiżance.

Poszliśmy dalej, wyczytując w broszurce, że nazwa, oczywiście, pochodzi od słynnego banity, aczkolwiek dlaczego, nikt do końca nie wie. Być może Robin spędzał tu wczasy pod gruszą, zasugerował Jakubek, i trochę mu się dłużyło, więc łupił bogatych rekreacyjnie, w ramach specjalnie skrojonego na jego potrzeby programu kulturalno-oświatowego. Doszliśmy kolektywnie do wniosku, że teza była wiarygodna. Gołym okiem widać, że mieszkańcom miejscowości przydarzyło się jakieś konkretne finansowe wsparcie, które zostało mądrze zainwestowane w rozwój rynku nieruchomości, ze szczególnym uwzględnieniem słitaśnych kotydżów i przybytków do łupienia turysty. I takie jest życie, raz łupiesz, a raz jesteś łupany, podsumowałam przyglądając się trzeciej tartletce, która pisnęła cichutko. W dupach im się poprzewracało, burknął S. kwaśno studiując cennik wynajmu w oknie jednego z kotydżów. S. jest z pochodzenia ćwierć Szkotem, bo nie wiem, czy dało się wyczuć.

IMG_0261IMG_0257IMG_0253

Potem doszliśmy do serca mieścinki, gdzie znów było trochę tłoczno, więc  wyskoczyliśmy na plażę, gdzie znaleźliśmy całkiem efektowne betonowe mury miejskie, zapobiegające obsuwaniu się mieścinki z klifów, oraz vana z lodami.  Chcecie loda? Zapytał Jakubek. Za 2f od gałki ?! krzyknął S. Poproszę trzy gałki, powiedziałam. I czekoladowy ten taki. A potem wyszło słoneczko i zrobiło się ogólnie miło i ciapulkowato; dzięki przeprowadzeniu serii tajnych doświadczeń udało mi się również ustalić ponad wszelką wątpliwość, że tartletki znakomicie zgrywają się z lodami waniliowymi. Potem poszliśmy szukać Innej Perspektywy na klify, i okazało się, że są ładne widoki i w ogóle, a potem Jakubek wyskoczył ze swoim najgłupszym jak dotąd pytaniem. „Czy my przypadkiem nie mieliśmy torebki tartletek o smaku sernika z kremem brulee..?’

IMG_0254

Rozpętało się umiarkowane piekło. Na swoje szczęście przytomnie zauważyłam, że stoimy obok kafei z napisem ‚zupa dnia stilton and kalafior and kromka chleba gratis’ co częściowo uratowało sytuację, ale do końca dnia rzucano mi nieżyczliwe spojrzenia i nie pomogły nawet prezenty w postaci magnesów na lodówkę za które zapłaciłam z własnych zaskórniaków. Niektórych ludzi po prostu niczym nie zadowolisz.

IMG_0246

Niezbędne informacje praktyczne:

Słitaśna mieścinka Robin Hood’s Bay jest do wytropienia na północno-wschodnim wybrzeżu Anglii, w hrabstwie Yorkshire.

Co istotniejsze, tartletki są do wytropienia w całym Yorkshire.

26 uwag do wpisu “Robin Hood’s Bay

    1. Godne polecenia, pomimo tłumów. Oglądałam kiedyś taką serię Coast to Coast z Julią Bradbury, i ona sobie tak ładnie przespacerowała cross country z zachodniego wybrzeża do Robin Hood’s Bay. A ja bym chciała być taka kul i seksi jak Julia, to musiałam pojechać i zobaczyć, rozumiesz..

      1. Ola

        To chyba bylo St Bees do Robin Hoods Bay? Fajna trasa, chcialabym ja kiedys zrobic, moze poczulabym sie seksi jak Julia? ;) Na razie zaopatrzylam sie w zestaw przewodnikow Wainwrighta :)

        1. Fajna trasa, ale dla mnie niestety takie włóczęgostwo odpada z przyczyn technicznych. Dlatego sobie tam pojechałam. Ale przynajmniej wykazałam na tyle uczciwości, że nie kupiłam w sklepie z mydłem i powidłem koszulki z napisem ‚Coast to Coast Robin Hood’s Bay’, chociaż kusiła :)

  1. greta

    A jak do mnie przychodzisz, to zawsze mówisz, żeś na diecie:●
    A Nick mowi, że Ty i Maesteg umiesz sfotografować tak, że wygląda bajecznie (dla niezorientowanych-Maestag ma z bajką wspólne tylko góry), to co dopiero Yorkshire. No ładnie, ładnie. Nie mogę opanować chichotu po wtrecie o szkockim pochodzeniu S. W jednej czwartej.

    1. Tak mówi? o ja :*
      Nie narzekaj, ostatnio zeżarłam talerz chleba czosnkowego przeznaczonego dla 3 osób.
      Poza tym ja się na wakacjach nie oszczędzam :>

  2. Nie zapomnę jak moja mama skwitowała to miejsce (a wybredna nie jest, lubi się szwendać i zdjęcia robić): no ładnie tu ładnie, ale śmierdzi !!! (odpływ był :-))

    1. Ja właściwie jestem niezdecydowana. Z jednej strony Anglia mnie pociąga, bo wciąż jeszcze mało ją znam, mimo, że byłam już, chociażby przejazdem, w większości regionów. Anglia to historia i architektura, które lubię, a Walia to bardziej dziki krajobraz, który lubię jeszcze bardziej, zwłaszcza, że nie muszę się tam potykać wszędzie o turystów. Ale w sumie najpierw muszę poznać więcej Anglii zanim wydam jakiś kategoryczne opinie. Może za rok, półtora :)

      1. A nie ciekawila Cie Szkocja? Ja, nie będac nigdy na wyspach (inaczej jak przelotem/przejazdem) zawsze chcialam Szkocje zwiedzic. Ze względu na przyrode i zamcury wlasnie…

        1. O, tak, od 7 lat już się tam wybieram. Problem polega na tym, że mi tam dość daleko samochodem, prawie dzień w jedną stronę, więc mówimy o wyprawie co najmniej 5-6 dniowej, a to już urlop. A urlop to ja wolę spędzać gdzieś, gdzie widują czasem słońce.. :) Na szczęście Walia jest dość zbliżona pod względem gór i zamcurów do Szkocji, więc aż tak mnie nie boli że wciąż tam nie dotarłam. Kiedyś dotrę :)

          1. No tak, ja mam podobny problem ze zwiedzaniem Argentyny. Mozna jechac autobusem/samochodem, ale pare tysiecy kilometrow to sie dlugo schodzi… trzeba brac urlop (narazie nie moge wziac :( — mozna leciec samolotem, ale to wtedy koszty ida drastycznie w gore no i fakt, na jeden dzien zobaczenia czegos wywalic ponad tysiac dolcow, nie ma sensu….

            1. A to podobno już zależy od tego, jak bardzo się chce to coś zobaczyć. Mi się nie chce tak poświęceć, ale znam takich co im się chce. Dziwaaaki :)

  3. dziewczynko, przez Ciebie to ja już czasem się grubo naprawdę zastanawiam czy wyemigrować do Szkocji do Edynburga czy cholera nie zawiać się jednak bliżej Ciebie do Oxfordu albo w ogóle w Twoje stroniszcza… piękne zdjęcia, zachowałam se na tablecie, a co… jest tam gdzie u Was co pośpiewać?

    1. Walijczycy to naród chórów, pani kochana. Co wsia to chór. Folk podobno mocno stoi, tak słyszałam, ale to raczej nie w moim otoczeniu. Moje otoczenie poza lady gage i xfactor nie wychodzi. Jak sie znajdujesz w takim repertuarze?:]

  4. A ja pod koniec ubiegłego roku patrzyłam na Robin Hood’s Bay od strony bezpiecznego, położonego na uboczu przy plaży hostelu The Bogle Hole. Do tejże nie zawitałam, ale po drodze było całkiem przyjemne Whitby z ruinami Opactwa. Niestety, tart nie skosztowałam – nie byłam ich świadoma, a nawet dzisiaj byłam w Yorkshire… Co za pech.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s