była sobie królowa

Wczoraj dziwnym zbiegiem okoliczności leciało w tv Countryfile z Yorkshire, i to mi dopiero otworzyło oczy na turystyczne bogactwo tego hrabstwa, z którego zdążyłam zobaczyć tylko fragmencik. No ale czasu było mało i trzeba było dokonywać drastycznych wyborów. I tak, na chwilę wpadliśmy do gorąco polecanego Whitby (dzięki Kat). Whitby słynie z rybek (bardzo zapracowany port), z ruin opactwa górujących malowniczo ponad miastem oraz pewnej specyficznej biżuterii.

Patrz: ta śliczna panna za kilka lat od namalowania tego portretu zostanie królową Brytanii, w dodatku będzie panować najdłużej w historii tego kraju. W tym czasie w smutny sposób przyczyni się do wielkiej prosperity Whitby.

photo 1

Panna zakocha się bowiem, i wyjdzie za mąż za miłość swego życia, po czym będzie wieść szczęśliwe pożycie małżeńskie przez wiele lat (dorabiając się dziewiątki dzieci i nie tracąc figury), co nie zdarza się zbyt często w rodzinach panujących. Spuścimy życzliwie zasłonę milczenia na fakt, że panna i wybranek byli kuzynami w pierwszej linii – w końcu tradycje w rodach panujących muszą być podtrzymywane.

Niestety królewski małżonek tragicznie umrze w kwiecie wieku; i jeśli złamane serce jest faktycznie stanem fizycznym, jak twierdzą niektórzy lekarze, to nasza królowa może służyć za idealny przykład dla uzasadnienia tej tezy. Przywdzieje żałobę na resztę swoich dni; jej najwierniejszym towarzyszem stanie się jet z Whitby.

Jet to odmiana węgla brunatnego (podobno funkcjonuje w Polsce pod nazwą ‚gagat’ albo ‚dżet’)  wydobywanego właśnie w Whitby. Z uwagi na głęboki czarny kolor idealnie nadawał się do wyrobu biżuterii żałobnej. Smutne przywiązanie królowej Wiktorii do jetu spadło miejscowym jubilerom jak dar z nieba i przemieniło Whitby w świetnie prosperujące miasto ludzi zamożnych. Każda elegantka epoki wiktoriańskiej musiała mieć coś z jetu. Dziś już nie ma szału na te dość przygnębiające błyskotki, ale miasto wciąż odcina kupony od sławy sprzedając biżuterię z jetu sentymentalnym turystkom w wieku podeszłem.

jet

Jak się tak przyglądam obrazowi poniżej, to wygląda na to, że królowa Wiktoria chętnie stroiła się w jet jeszcze przed okresem żałoby. De gustibus… ale i tak fajna laska, jak na royal standardy, nie?

photo 5

A Whitby to samo w sobie bardzo ładne i buzujące życiem miasteczko, w którym warto zatrzymać się na dłużej, powłóczyć się uliczkami, zrobić zza płotu zdjęcie opactwu, oszczędzając kasę, zjeść najlepszego na świecie wędzonego łososia. Zobaczyć, jak zwodzą most. Jak kutry wyruszają na połowy. Może kupić wisiorek z taniego sentymentu dla pięknej miłości.

IMG_0263IMG_0262IMG_0259

… a na deserek zawsze można strzelić sobie jakiś odświeżający konflikcik w bocznej uliczce.

BeFunky_DSC_0478.jpg

 Jezu jak się cieszę
Z tych króciutkich wskrzeszeń
Kiedy pełną kieszeń znowu mam
Znowu mogę myśleć
Trochę jakby ściślej
I wymyślać śmiało nowy plan

I pięknie jest
[LJ]

 

____________

Zdjęcia obrazów królowej pochodzą z nieocenionej Wikipedii.

27 uwag do wpisu “była sobie królowa

  1. Hm… czy oni tam za wejscie na byle chodnik ogrodzony plotkiem kasuja 10 funtow???

    Od tej strony sie rozwydrzylam warunkami lokalnymi: nawet do muzeum sztuk pieknych jest wejscie za darmo, nie mowiac juz o takich rzeczach jak cmentarz Recoleta, Technopolis, wszelakie katedry etc. To jest mile.

    1. W Anglii zazwyczaj za wszystko kasują, i to nie są małe opłaty. Za to np. lubię Walię; dużo rzeczy jest dostępne za darmola, jak u Ciebie, albo za nieduże pieniądze. W Anglii jest to wszystko o wiele bardziej skomercjalizowane. Co prawda większość państwowych muzeów jest darmowa, ale państwowych jest relatywnie niewiele. Państwo sprytnie oddało większość zabytków w ręce National Trust (odstąp szatanie), czyli fundacji do ochrony dziedzictwa narodowego, i fundacja ustala sobie ceny jakie jej się zamarzy, usprawiedliwiając je koniecznością finansowania ochrony wspomnianego dziedzictwa. Omijam łukiem, jak tylko mogę.

      1. Ola

        O przepraszam, ale mamy duzo lepiej niz w wiekszosci Europy I wielu innych miejscach na swiecie: najlepsze I najwieksze atrakcje (muzea I galerie) sa darmowe, wiele najciekawszych katedr I kosciolow nie pobiera oplat za wstep, w przeciwienstwie do Wloch, Hiszpanii itp. W wiekszych miastach najciekawsze przybytki sa za darmo – w samym Liverpoolu to dwie katedry, wszystkie koscioly, masa muzeow I galerii, w tym najwieksze I najznamienitsze jak Walker Art Gallery I Tate, a takze mniejsze, o bogatych zbiorach m.in. prac Prerafaelitow. W Londynie najlepsze muzea I galerie sa za darmo. National Trust owszem, kasuja zdrowo (ok. 8 funtow za wstep do najpiekniejszych posiadlosci w kraju) ale wole tyle zaplacic I widziec ze jest to przeznaczone na odpowiednie cele, a nie popada w ruine. Korzystam tez z dni otwartych kiedy te posiadlosci maja darmowy wstep.

        1. No niestety, nie zgadzam się w tym przypadku. Wszędzie gdzie dotychczas usiłowałam się dostać w Anglii musiałam płacić, za wyjątkiem Railway Museum w Yorku. Całe południowe wybrzeże jest wręcz okupowane przez National Trust, włącznie z parkingami. Raz nie trzeba było płacić za jakąś ruinę, ale okazało się, że opiekuje się nią English Heritage. Nikt mnie nie przekona, że trzeba od ludzi brać 8.50 od osoby za wpuszczenie na teren ruin niedużego zameczku, np. Corfe Castle w Dorset, tym bardziej, że już zapłaciliśmy kilka funtów za parking. Też NT. Albo taka katedra w Yorku – dycha za wstęp. Tylko przykłady.

          W Walii też jest taki NT, nazywa się CADW, kasuje o połowę mniej, robi fantastyczną robotę, a w dodatku opiekuje się i udostępnia wiele zabytków bez żadnych opłat.
          Organicznie nieznoszę być oskubywaną, a NT to robi, i mimo, że byłam nawet ich członkiem przez rok, unikam i darzę ich niechęcią.

          1. Ola

            No aaaale National Gallery, National Portrait Gallery, British Museum, Natural History Museum, Tate, Victoria & Albert, muzea, galerie, katedry w Manchesterze, Liverpoolu, Birmingham itd itp… :)

            Jasne, ze byloby milo gdyby wszystko bylo za darmo, i ze w porownaniu z Walia (i chyba rowniez Szkocja) jestesmy czesto skubani (Muzeum Beatlesow w Liverpoolu to bodajze 18 funtow!), ale i tak uwazam, ze w porownaniu do wiekszosci krajow jakie odwiedzilam atrakcje o podobnej klasie sa darmowe lub duzo tansze (mysle tu np o Museo del Prado, Galerii Uffizi, katedrze w Mediolanie itp miejscach).

            A w Walii – za kazdym razem jak odwiedzam np Conwy, Llandudno czy inne miejsca w Snowdonii, zaskakuje mnie rowniez jak tanie sa tam parkingi, w porownaniu do miast angielskich. No i brak tlumow tez nie do przecenienia :)

            Ale magnesy na turystow takie jak York, Liverpool, Chester, the Cotswolds, Stradford czy chocby male Haworth niestety maja swoja cene…

            Co do NT, to ja rzadko place (tez mialam czlonkostwo jak jeszcze mialam ponizej 26 lat i bylo o polowe tansze :)) – staram sie korzystac z darmowych akcji.
            Ale mam zaraz kolo domu dobry przyklad posiadlosci, ktora jest zarzadzana przez miasto – niestety daleko jej do standardow NT, bo nie ma srodkow na porzadny remont i utrzymanie, chociaz miasto i wolontariusze robia co moga. No a przyklady z innych krajow (chociazby z Polski) pokazuja jak to wyglada w przypadku chaosu i samowolki.

            1. Nie no, państwowe to tak, ja tam z resztą wcześniej wspominałam, że państwowe muzea są darmowe i chwała im za to. Z drugiej strony łaski nie robią, ostatecznie jako podatnicy już na nie płacimy ;)

              Zauważyłam jeszcze, że niektóre fundacje opiekujące się zabytkami, jak np. Shakespeare Birthplace w Stratford upon Avon wprowadziło ‚znieczulacz’ do swoich wypasionych cen w postaci opcji ‚bilety ważne na cały rok, możesz wracać ile razy chcesz’. Zawsze mnie to śmieszy, bo jak jadę dokądś trzy godziny, albo jestem wycieczką autokarową z domu emeryta ze Szkocji, to ile razy wrócę, żeby te bilety wykorzystać? C’mon, give me your best guess.. :D

              Ech.

              A to muzeum Beatlesów, warto było? Bo ja mam fana w domu i zastanawiam się, czy go nie potraktować na jakieś urodziny. Daleko co prawda, ale jakby takie muzeum było superwypasione i megaojezu, to może bym się przemęczyła..

              1. Ola

                Heh, no w innych krajach podatki tez sie placi, a jednak za postawienie nogi np w Luwrze czy monachijskiej Pinakotece trzeba sobie zaplacic ;)

                Ten myk z biletem waznym ilestam rozbawil mnie bardzo na plebanii w Haworth – to, ze wiekszosc zwiedzajacych nogi juz wiecej w Haworth nie postawi to jedno, a po drugie – nawet jesli ci turysci w ciagu roku powroca, to ilez razy mozna ogladac te same skromne pokoje (choc serduszko tyka, bo to tu, to tu Emily, a tu Charlotte…) i wystawke prac dzieci z lokalnej podstawowki?

                Co do Muzeum Beatlesow to warto jesli jest sie zagorzalym fanem. Ja bylam tylko raz chyba z siedem lat temu, i juz wtedy byly fajne elementy, np odtworzony liverpoolski sklep plytowy z lat 60tych, odtworzona scena z klubu Cavern gdzie chlopcy grywali, jakies tam ich oryginalne gitarki i banjo ;) i pamietam tez odtworzony bialy pokoj Lennona, nie wiem czy bylo tez lozko jego i Yoko czy to sobie wyimaginowalam.

                No aaaale pomijajac to najdrozsze muzeum na swiecie, Liverpool to jest raj dla fanow Beatlesow, mozna obejrzec na wlasne oczy zarowno miejsca, w ktorych bywali (wlasnie the Cavern, ich domy) jak i miejsca znane z piosenek: Strawberry Fields, Penny Lane… Klimacik jest, charakterne to miasto i to sie czuje. No i nocleg macie obiecany za darmo, dorzuce walowke :P

      2. National Trust to cutdowna instytucja, wypraszam sobie. I wcale nie zdziera – wystarczy kupić karnet roczny, a wspaniałych posiadłości, ogrodów, młynów, lasów, plaż etc sa dostępne bez ograniczeń. Lepsze to milion razy, niż polskie sięganie do kieszeni podatnika, oraz opłaty wszędzie, znacznie częściej, niż w Anglii, gdzie tyle miejsc jest za darmo. Dużo tracisz, omijajac NT.

        1. Omijam w sumie głównie parkingi i kafeje. ZazwycZaj zaciskam zęby ze złości i płacę za wstępy, chyba, że już naprawdę ostro przeginają. We wstępach zapłaciłam im pewnie już kilka rocznych karnetów. Niestety nie mieszkając w Anglii nie zawsze możesz sobie zaplanować rok zwiedzania z karnetem.

      1. Jakoś skupiłam się na dzieciach (matczyne oko) i pończoszkach (żonine oko)… Muska ją, ale jej mina mówi coś miedzy „nie teraz, dzieci patrzą” a „dalej strzelam focha za wczorajszę hulankę”… Czy takie muskanie możliwe jest tylko w pończochach? …tylko gdzie takie nabyć??

        1. Ja jestem rozdarta pomiędzy ‚Albercie, na Boga, przecież wczoraj urodziłam nasze siódme dziecko, poczekajmy przynajmniej dobę’ a ‚zaraz cię wezmę tu i teraz’.

  2. No co do NT to się zgodzę że łoją jak mogą, dlatego warto rozważyć wykup członkostwa na rok i wtedy wstęp wszędzie za darmochę i parkingi za darmochę. Tylko trzeba sprawdzic co się chcę z NT zobaczyć i skalkulować czy sie te 58F wykorzysta. No taki na przyklad Penrhyn Castle zdziera 11.50F, a taki Blicking Estate 13.50F. Wiec chyba juz bym wolała to czlonkostwo jakbym miala te ich wszystkie „domki” ogladac :-)
    A co do Whitby to wiedziałam że pokochasz tak jak mocno jak ja :-) No mimo tłumów jest tam klimat, no.

    1. Wykupiłam, a raczej dostałam w prezencie cztery lata temu i nie skorzystałam ani razu. Rok później kupiliśmy członkostwo w walijskim CADW i nagle okazało się, że przecież już wszędzie byliśmy i też doopa :> Ale za to dla równowagi wlazłam kiedyś na jeden fajny zamek za darmo na kartę English Heritage znajomej :]

      Do Whitby chciałabym wrócić, bo mieliśmy tam naprawdę mało czasu. Ale łosoś wędzony, kochaaaaana..

      1. Moja ulubiona posiadłość NT znajduje się właśnie w Walii – Bodnant Gardens. Trudno mi uwierzyć, że majac członkostwo, nie zwiedziłaś, to wyjatkowe miejsce.

        1. Nie zwiedziłam mnóstwa miejsc. Tak samo, jak mnóstwo zwiedziłam. Do pólnocnej Walii mam niestety dość daleko, więc siłą rzeczy niewiele tam widziałam.
          Co do NT to oczywiście każdy ma prawo do swojej opinii.

  3. O, Whitby. Mogłam się powstrzymać wcześniej ;)
    Nie słyszałam o biżuterii, lecz jadłam kolację z podobno najlepszego fish&chips w Anglii. Przekonałam się po raz kolejny, że moje podniebienie diametralnie różni się od angielskiego ;)
    A opactwo też oglądałam podskakując przy murze.

  4. 5 lat zajęło mi przełknięcie pierwszej frytki z octem bez skrzywienia.. Co do tartletek – co zrobić, będziesz się musiała wybrać jeszcze raz.. :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s