tabletka na fejsa

Facebook_like_thumb

W pewnym momencie zorientowałam się, że nie umiem się wyluzować. Wchodzę na jakąś, prawda, górkę, widok, że dech zapiera. Rozsiadam się w oczekiwaniu niebiańskiego spokoju, kubek herbaty, motylki, ptaszki, zen. Dwie minuty i już zaczyna mi wiercić dziurę w głowie. Chodź już. Chodź, no idziesz? Tyle masz do zrobienia. Ważnego. Tu zasięgu nie ma, a może ktoś ci maila przysłał? Godzinę temu wrzuciłaś ten wpisik na fejsa, może ktoś, coś.  No co, nie sprawdzisz? To jak mieć mrowisko w tyłku. Nie usiedzisz; twoja własna głowa toczy walkę przeciwko tobie.

Jesteśmy w decydującej fazie największego eksperymentu na ludzkości, jaki kiedykolwiek przeprowadzono. Wirtualizacji. Przy wszystkich niewątpliwych zaletach internetu, które doceniam (poznałam wiele fajnych osób, czytam wiele fantastycznych blogów, internet jest moją encyklopedią i słownikiem), coraz bardziej widoczne stają się wady. Widoczne na ulicy, w pociągu, gdzie ludzie już ze sobą nie gadają, bo są zajęci wymianą  wirtualnych plotek. Fejs jest jak każda inna używka. Uzależnia, stwarza złudzenie, daje posmak popularności, wszyscy dziś możemy być celebrytami. Błyskawicznie uzależniamy się od lajków i komci karmiących naszą miłość własną. Jeśli 60 osób nie zalajkuje nas w ciągu 10 minut od publikacji kolejnej słitfoci, łapiemy doła. Wydaje nam się, że mamy pełną kontrolę, że przecież zawsze możemy się wylogować na dobre. Brzmi znajomo..? Mam na imię, jestem uzależniona od fejsa.  I bardzo mi się to nie podoba. Kiedyś czytałam książki, słuchałam muzyki, dyskutowałam, kochałam kino. Dziś potrafię godzinami bezmyślnie przełączać taby w przeglądarce. Zuckelberg, oddaj mi moje życie.

Zaczynam zbierać siły żeby się wylogować na dobre. Dopiero po zniknięciu z fejsa można zobaczyć jasno jego rzeczywistą wartość.

A ty? Gdyby wynaleźli tabletkę na fejsa, wziąłbyś?

 

44 uwagi do wpisu “tabletka na fejsa

  1. papuas

    Zapewniam Cię, że da się żyć bez fejsa, tak jak n.p. bez papierosów czy innej maryśki, ale jeśli widzisz problem, to jesteś już na dobrej drodze:)

    1. Nie sztuka żyć bez tego, jak się nigdy nie korzystało. Sztuka z tego wyjść. Dokładnie tak samo jak z papierosami i wszystkim innym:)

      1. papuas

        Się nie korzystało, bo się przewidziało jakie to g..o. A wyjść można jak z każdego nałogu. Najlepiej radykalnie i od zaraz. I wiem o czym mówię.

    2. 3xM

      ja też odbiegnę od tematu
      dobra strona, lekkie pióro, przyjemne , nie słodkie , lecz w sam raz .
      Jedziemy do Walii w drugim tygodniu sierpnia. Zwiedzać celtycką ziemię. Chcemy cię zaprosić na piwo, czekoladę , czy co tam jeszcze sobie życzysz. Jadę ja,Maciek, moja żona Monika z Katowic, i Michał z Łodzi wraz z żoną , tez z Łodzi.
      No , to fajnie byłoby cie poznać. Mamy po 40 dychy( no wiem trochę dużo) , chodzi o wiek oczywiście ,bo funtów mamy więcej.

        1. 3xM

          Mamy dom na kompletnym ” za….piu” . Koło New Radnor , 30 mil na północ od Brecon. Ale jest Pub i dużo ” czarnogłówek” Mamy samochody , więc , chcemy zwiedzić co się da od soboty 09 do soboty 16.
          No szkoda ,że nie możesz . z drugiej strony rozumiem , gdyby tak się spotykać z każdym ” blogerem” to by ci doby zabrakło :)

        2. 3xM

          ….ale dobrze ,że znalazłem Twój BLOG . Będzie nam przewodnikiem. Znaleźć w Polsce przewodnik po Walii graniczy z cudem , nie mówiąc o dokładnej mapie turystycznej .

        3. 3xM

          dzięki Tobie kupiłem fajny przewodnik. Choć to Twoja konkurencja:) Trochę trudny język. Pomyślałem sobie ,że jak będziesz pisać do nich w sprawie polskiego tłumaczenia:), to powiedz im ,że przewodniki są zwykle pisane dla obcokrajowców. i łatwiejszy angielski byłby mile widziany .
          Już sie nie mogę doczekać tego surowego klimatu Snowdonia i w ogóle tego wszystkiego
          no to cie pozdrawiam i jak będziesz miała czas to zapraszamy na kawę . Maciek

          1. Tak myślę, że oni po prostu wydają te książki na dany rynek, w tym przypadku anglojęzyczny. Widocznie uznali, że póki co nie ma zapotrzebowania na ten właśnie przewodnik w języku polskim, co nie bardzo jest dla mnie zrozumiałe, bo w samej Walii Polaków jest pewnie coś z 500 tysięcy :)
            Życzę wam fantastycznych wrażeń, podobno lato jeszcze nie powiedziało ostatniego słowa. Na wszelki wypadek zabrałabym coś od deszczu.. i buty, dobre buty.. Pozdrawiam.

  2. E tam. Bede sie nadal upierac, ze facebook to taki usenet v.3 (a przesiadywalam ja calymi dniami i na IRC i na usenet).
    Do czego komu posluzy, to zalezy tylko i wylacznie od danej osoby.

    Jak wylaze na jakas piękna górkę (no dawno to bylo tu gorek nie ma :( — to raczej musza mnie z niej sciagac i poganiaja. Inni. Ja moge sobie posiedziec i pomedytowac…

    Gadanie z ludzmi na zywca tez jest przecenione. Rzadko sie zdarza, zeby przypadkowo spotykani ludzie na ulicy mieli cos wiecej do powiedzenia ponad zwyczajowy small talk.
    A siec ma tę zalete, ze mozesz pogadac z przyjaciolmi znajdujacymi sie na drugim koncu swiata tudziez z ludzmi, ktorzy dziela twoje zainteresowania, podobny poziom umyslowy i maja jakas kulture dyskusji…. na zywca to nie takie latwe do osiagniecia.

    Owszem, fajnie jest pojsc sobie do pubu, zwlaszcza w kosmopolitycznym miescie i posluchac historii ludzkich. Ale z drugiej strony, po miesiacu, gora dwoch – zaczyna sie to zamieniac w barwny korowod takich samych, dosc nuzacych historii, roznicych sie tylko szczegolami (bo jednak zycie przecietnego Joe jest dosc monotonne a on sam ma niewiele do powiedzenia).

    Coraz mniej ludzi potrafi sluchac i z sensem odpowiadac – tych – nadal sie upieram – latwiej znalezc przez siec, niz na zywo….

    1. Nie no, jasne. Do kontaktu z ludźmi fejs i net ogólnie jest idealny. Do pogaduch też. Poznałam wiele fajnych osób, z niektórymi nawet udało mi się spotkać, raz zazwyczaj, bo mamy do siebie setki kilometrów, i w realu byli tak samo super (całusy w stronę Hannoveru). Ale łapię się na tym, że nagadam się przez fejsa a potem już mi się wcale nie chce z nikim wokół mnie gadać, nie chce mi się wysilać, a potem się okazuje, że jak już jaśnie pani chce gdzieś wyjść na kawę, to nie ma z kim. O. I zdecydowanie za mocno fejs wpływa na moje samopoczucie. Ograniczyłam już dawno aktywność na prywatnym profilu, blogowy hula i dlatego mi szkoda, bo dobra zabawa. Ale zdecydowanie kurde nie chce na nim siedzieć tak często jak siedzę. Sprawdzać 60 razy dziennie czy tam ktoś coś napisał – paranoja. Mogłabym książkę mądrą jakaś w tym czasie przeczytać :>

  3. A jabez fejsa to bym zdziczala kompletnie bo zawsze bylam samotnikiem i wole sama z soba przebywac niz z ludzmi, no i z kotami ;) Gdyby nie fejs to zapomnialabym o wszystkich z ktorymi mialam stycznosc a tak to przynajmniej cos skomentuje, cos zalajkuje, zdjecia ogladne ;)

  4. To straszne ale prawdziwe, ludzie przestali cieszyć się tym co piękne i prawdziwe a zastanawiają się jak to bedzie wyglądać na facebooku i ilu nowych pseudoprzyjaciół nas lubi. Witamy w Matrix’sie.

  5. To już wolę swoje uzależnienie od czekolady i… przytulania się ;)
    Jeśli chodzi o fejsbuka, to przydałaby mi się tabletka wspomagająca, bo mnie zwyczajnie nie chce się pakować 20 zdjęć mojej osoby dziennie, a potem godzinami wyglądać, kto tam już polajkował. Profil prywatny znudził mi się niemal zupełnie, blogowy uzupełniam zazwyczaj dwa dni „po fakcie”, tylko profilu stowarzyszenia troszkę pilnuję. To nie znaczy, że nie zaglądam na fejsa, bo ogólnie to bardzo praktyczne narzędzie, dzięki któremu wszystkie interesujące njusy są w jednym miejscu. Wystarczy zaznaczyć opcję ukrywającą wpisy co głupszych znajomków i właściwie narzekać można tylko na nachalne reklamy. Wiem, że można się uzależnić praktycznie od wszystkiego, ale chyba na fejsbuk jestem już odporna ;)
    Trzymam kciuki za powodzenie rozwodu ;)

    1. Ja się strasznie długo opierałam w ogóle założeniu sobie konta, już kiedyś byłam na pewnym portalu i doskonale wiedziałam, czym to się skończy.. Ale pękłam, kiedy uświadomiłam sobie, że przez fejsa najłatwiej dotrzeć do ludzi z blogiem, Walię popromować trochę. Tzn. tak mi się wydawało; w zasadzie do tej pory nie wiem, czy rzeczywiście tak jest.

  6. Piotr

    Nie jestem w stanie się uzależnić, były epizody z FB, Twitterem czy Instagramem, ale prawda jest taka, że cholernie wkurza mnie prowadzenie życia w internecie i to, że tak wiele rzeczy może mi przeciec przez palce, a ja nawet tego nie zobaczę, dlatego od czasu do czasu zerknę pod zmyślonym imieniem i nazwiskiem ale to nie zaprząta moich myśli dłużej niż 5 sekund, potem wracam bez żalu do swojego realnego życia i prawdziwych ludzi.

    Uważam, że Facebook to opcja dla ludzi leniwych i gnuśnych, nie potrafiących sobie poradzić ze staniem twarzą w twarz z żywym człowiekiem i tworzeniem interakcji z nim.

    1. Piotr:
      ale o czym ty piszesz? Jakie „leniwe i gnusne”?
      Ja sobie na zywca „radze” z ludzmi bardzo dobrze – nie mam problemow z wlezieniem do pierszego lepszego pubu i zagadaniem – czy zagadaniem gdziekolwiek indziej i to w innym niz ojczysty jezyku.

      Ba. Interakcje na zywo sa ZNACZNIE LATWIEJSZE niz przez siec – bo masz caly przekaz niewerbalny, ktorego nie ma w sieci (no, troche jest jak sie rozmawia via video, ale to nie facebook przeciez).

      O ile jednak jeszcze pare lat temu bawilo mnie przesiadywanie w pubach, lazenie po imprezach, gadanie z ludzmi (no, glownie to polegalo na sluchaniu jednak) – tak teraz jakos przejadlo mi sie to. Jak pisalam wyzej – w sieci latwiej znalezc ludzi like-minded i o wspolnych zainteresowaniach. Wole miec jedna konkretna dyskusje na konkretny temat przez siec, niz 5 godzin paplania o dupie maryni w realu.

      Having said that.
      Sa jeszcze wątki poboczne:

      – wszelkiego rodzaju szczylstwo (Aniu, nie pije tu do Ciebie bynajmniej!!!), ktore do sieci dorwalo sie, jest w gimnazjum i szkole sredniej i przechodzi okres burzy i naporu, ktorego glownym skladnikiem jest „musze sie pokazac, musze zaszpanowac”. W ten sposob młódź sie ksztaltuje. Kiedys sie robilo to pod trzepakiem, dzis na fejsie i innych takich;

      – wsrod towarzystwa z kregow IT jest sporo ludzi z faktycznymi problemami w socjalizacji – ta grupa zawodowa przyciaga introwertykow i ludzi z zaburzeniami ze spektrum autyzmu. Im jest zdecydowanie latwiej komunikowac sie przez siec niz in real. I nie jest to spowodwane bynajmniej „lenistwem i gnusnoscia”;

      – jest sporo ludzi, ktorzy maja ograniczone mozliwosci poruszania sie (niepelnosprawni), zyja w odludnych albo slabo skomunikowanych miejscach (vide najblizsze centrum kulturalne pol godziny jazdy samochodem albo wiecej) – dosc wspomniec, ze prototyp tego, co sie dzis nazywa „czat” czyli IRC (Internet Relay Chat) zostal wymyslony przez Finow, ktorym brak bylo w zimie komunikacji z ludzmi innymi, niz z rodziny i najblizszej zagrody oddalonej o godzine (cos o tym wiem, kiedys w Finlandii bylam…);

      – facebook poza juz wszystkim jest (jak juz ktos tu wyzej wspomnial) bardzo dobra opcja na zgromadzenie wszystkich newsow w jednym miejscu – zamiast skakac po kilkudziesieciu sajtach, wszystkie nowe rzeczy z miejsc, ktore mnie interesuja, mam codziennie podane pod nos.

      Podsumowujac: zanim sie kogos obdarzy epitetem, lepiej przemyslec temat.

      1. Wszysko trafne przemyslenia, z jednym „ale”, mianowicie introwertyzm jest ostatnim odpowiedzialnym za problemy ludzi, ktorych osobowosc charakteryzuje, z komunikacja z otoczeniem. Mozna byc introwertykiem i sie doskonale odnajdywac w towarzystwie i miec mase przyjaciol.

        1. Otoz introwertyzm ma sporo wspolnego z problemami w komunikacji z wiekszymi grupami. Bo wiekszosc ludzi jest ekstrawertykami, oczekuja takich samych reakcji.
          Takze ktos, kto nie lubi small talk, w wiekszej grupie sie meczy szybciutko i nie lubi paplaniny po to, zeby paplac – jest najczesciej odbierany jako w najlepszym razie „dziwak” i „odludek”.
          Za to przez siec komunikacja idzie im znakomicie.

  7. Jeszcze jedno:
    kiedys, dawno dawno temu, gdy studiowalam, fajnie bylo socjalizowac sie osobiscie. Bo wszyscy ludzie zajmujacy sie tym samym tematem i siedzacy w tej samej dzialce spotykali sie na zajeciach a potem mozna bylo pojsc do kawiarni czy pubu i kontynuowac temat.

    Dzis coz – takim odpowiednikiem dla mnie sa grupy tematyczne na facebook (chociaz rownie dobrze moze to byc inne forum gdzie indziej, idea ta sama) – moge spedzic tam godziny gadajac z ludzmi, co w realu byloby zupelnie niewykonalne ot chociazby z tego wzgledu, ze z Argentyny na druga połkule tudziez inne zakątki globu troche daleko jest :)

  8. Anno nie musisz sprawdzac wcale. Sciagnij aplikacje na telefon, ustaw dzwiek powiadomien I jak cos przyjdzie to Ci zapiszczy jak esemes, przeczytasz jak esemesa I odpowiesz jak na esemesa lu nie ;) Nie musisz zerkac I sprawdzac po 60 razy ;)

        1. No tak, ale teraz przynajmniej sama wybieram, kiedy zaglądam, jak zapiszczy to odbiera mi tę decyzję, bo oczywiście będę musiała sprawdzić, heh. A co to za aplikacja?:]

          1. No ichnia ;) Z ktorej zreszta teraz pisze. Wejdz sobie na playstora na swoim telefonie czy co tam masz do sciagania aplikacji, wklepiesz wordpress sciagniesz I juz. A fejsbukowego page managera sciagnij. Mam dodac ze gmaila mam na telefonie, google maps I ogolnie duzo roznych apek. ;) Laptopa otwieram niezbyt czesto I na krotko ;)

  9. myślę, że po prostu warto sobie zrobić ‚wakacje’ od fb/insta/bloga itd … najlepiej jak nie ma zasiegu gdzieś :^)
    ale jednak myślę pragmatycznie, że te rzeczy stały się po prostu naszą codziennością tak jak telefon czy tv cz radio ….
    no ale co tam ukrywać chyba każdy czuje się miło podłtechtany jak dostanie jakiś ‚like’ :^))
    słoneczne pozdrowienia :^)

        1. Ja bym musiała zamieszkać w kafei w rezerwacie Za Rogiem, bo to jedyne mi znane miejsce z jakiegoś powodu totalnie odcięte od cywilizacji :)
          Co do tego co pisałaś powyżej, to ja się w większości zgadzam. Co do ludzi, których można odnaleźć. To największy plus sieci. A jeśli się jeszcze okazuje, że w realu gada się tak samo dobrze.. super. Z drugiej strony, swego czasu naużerałam się z różnego rodzaju anonimowym trolstwem netowym, ile to to potrafiło człowiekowi krwi napsuć to się w głowie nie mieści. W normalnym życiu jednak rzadko jest się ofiarą takich bezpośrednich i bezpardonowych chamskich ataków. Anonimowość internetowa daje różnym śmieciom poczucie bezkarności. Aaaale chyba już odbiegam od tematu..

    1. Nie wszystkie znajomości pozyskane wirtualnie są wyimaginowane czy bezwartościowe. Z czasem można odsiać ziarna od plew, zupełnie jak w ‚normalnym’ życiu z resztą. Natomiast z poczuciem wartości, to tu się zgodzę. Dlatego ja np. nie wymieniam się słodkimi komciami, ‚ojej ale tu cudownie, (zapraszam do siebie)’. Komcie nie przechodzą moderacji. Nie widzę w nich sensu. Jak ktoś mi nadmiernie słodzi, to nie karmi to mojej miłości własnej, ale sprawia, że robię się podejrzliwa.
      Umiejętność życia chwilą, tak, to chciałabym odzyskać. Ale nie wiem do końca w sumie, czy straciłam to przez internet, czy po prostu straciłam. Gdzieś po drodze.

      1. No tak, ale ja zawsze się pytam „ilu można mieć prawdziwych Przyjaciół”? Dwóch/dwoje? Trzy? Cztery osoby? I może z dziesiątkę bliższych znajomych. Reszta w sumie… mniej mnie interesuje. Nie potrzebuję się dowartościować komciami i lajkami bo przebiegłem 4 kilometry czy akurat byłem w Londynie. Ale fakt to jest nie do zbicia, że w ciągu 10 lat sposób komunikacji między ludźmi diametralnie się zmienił…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s