konkursik dla spikaczy

Proszę państwa, jest konkurs! O walorze edukacyjnym,  a nawet wręcz przeciwnie. Zwycięzca tradycyjnie nagrodzi się poczuciem ogromnej satysfakcji; kol. Marcin W. zadeklarował również, że chętnie nie nagrodzi zwycięzcy talonem na fiata 126P.

Generalnie chodzi o tłumaczenie na polski pewnych angielskich zwrotów. Główkowano już na fejsie (odstąp, szatanie) i nie udało się uzyskać satysfakcjonującego semantycznie polskiego odpowiednika angielskiego słówka walker. ‚Walker’ to wg. słownika oxfordzkiego osoba, która ‚dużo chodzi dla zdrowia i rozrywki, często w specyficzny sposób’ (np. na rękach i w szlafroku). Ta forma spędzania wolnego czasu na świeżym powietrzu jest dość popularna w Brytanii. Terminu ‚walker’ nie oddaje dobrze żaden z polskich ‚spacerowiczów’, ‚włóczęgów’, ‚chodziarzy’ itp.

Drugi termin z którym się zmagam: country lane – wąska utwardzona (często asfaltowa) droga, zazwyczaj z obu stron odgrodzona od pól wysokim żywopłotem, na której samochody mogą się mijać jedynie w wyznaczonych zatoczkach. Nie jest to to samo co nasza ‚droga wiejska’. 

Dwa terminy uwierające kol. Marcina W.: rolling hills (typowe angielskie lub walijskie niewysokie płożące się wzniesienia. Ja użyłabym określenia ‚falujące wzgórza’, ale kol. Marcin W. powiedział, że to strasznie dziewczyńskie, co jest ok, bo jestem dziewczyną, jakby nie patrzeć) oraz: remoteness, czyli typowe np. dla środkowej Walii ‚odludzie charakteryzujące się otwartą przestrzenią i pięknym dzikim krajobrazem i wywołujące rodzaj melancholii w patrzącym’ (definicja moja). ‚Odludzie’ i ‚pustkowie’ nie jest dość pojemne semantycznie.

I jeszcze jeden kwiatek ode mnie: visitor centre – budynek, np w parku narodowym, w którym można znaleźć wszelką informację na temat odwiedzanego miejsca, często również sklepik z magnesami na lodówkę, kafeję i kible. Żadne przyzwoite tłumaczenie na polski nie przychodzi mi do głowy.

Ktoś chciałby się wykazać, zabłysnąć, podać pomocną lingwistyczną dłoń? Zapraszam gorąco. Nie czekają liczne fantastyczne nagrody!

 

23 uwagi do wpisu “konkursik dla spikaczy

  1. Piotr

    ale koła na nowo chyba nie wymyśli.
    Do Walkera pasuje mi „cichoszłapek”(polski i śląski) (szłap – szłapcug – szłapcugiym szła na torg z jajcami)

    Do reszty mi nic nie pasuje, miałem z polskiego tylko skromne „5-nie-wiem-jakim-cudem”

  2. country lane= droga jednopasmowa, ewentualnie droga z mijankami. Po wyspiarskiemu to chodzi raczej o ilość lanes, a konkretnie to jest wiejska ilość lanes czyli jeden.
    rolling hills to po polskiemu są po prostu pagórki, choć czy tak dokładnie to nie wiem.
    visitors center, cóż ostatnio w Gdyni coś takiego powstało i nosi nazwę infobox. Chyba gdzieniegdzie też się to określenie zaczyna przyjmować, bo dokładnie takiego czegoś w PL za komuny przecież nigdzie nie było, to i słowa na to nie było

  3. walker – niestety, moje ulubione słowo czyli „chodzik” jest juz zajete. Normalnie to sie tlumaczy „piechur”, ale to takie nudne :) Ja bym wolała piechotnik :)

    country lane – jednopasmówka wiejska

    rolling hills – pagórki, teren pagórkowaty

    visitor centre – punkt informacji turystycznej

  4. Nina:
    Podskoczyłam z entuzjazmem na ten punkt informacji turystycznej. Zupełnie mi wyleciał z głowy. W tych naszych punktach chyba raczej nie ma kafej, ale lepszego odpowiednika chyba się nie znajdzie. A może centrum informacji turystycznej, o, coraz bliżej, chyba jestem skłonna zaakceptować jako odpowiednik. Ta jednopasmówka, no nie podchodzi mi :(

    Maczetaockhama:
    Ten infobox to ciekawa sprawa, nigdy o tym nie słyszałam wcześniej. Popatrzyłam w necie. W tej chwili bym tego jeszcze nie użyła, ale będę się przyglądać czy rzecz się przyjmie.

    Piotr:
    jakkolwiek urocze, to może się okazać nieco zbyt hermetyczne ;)

  5. Romeo

    Zdecydowanie „punkt informacji z pełnym zapleczwm” albo „centrum informacji turystycznej ”
    „Country lane” to „dróżka” lub „droga podrzędna” lub „dróżka wiejska”
    „Rolling hills”- pofałdowane wzgórza, ew.”przedgórze” lub „falujace wzniesienia”.
    „Remoteness” to jak najbardziej odludzie lub teren oddalony.
    „Walker” to piechur, wędrowiec, turysta pieszy, spacerowicz…
    Nie takie trudne!
    Romeo

    1. Dróżka w języku polskim nie kojarzy mi się zupełnie z drogą dla ruchu samochodowego, droga podrzędna już zdecydowanie bardziej, ale też nie do końca. Wiesz, tu nie chodzi o zwykłe przetłumaczenie słowa ‚walker’, tylko o jak najpełniejsze oddanie wszystkiego co to słowo w sobie mieści w języku angielskim za pomocą jednego słowa, i wszystkie wyrazy, które wymieniłeś owszem podchodzą pod kategorię, zwłaszcza razem, ale żadne osobno nie oddaje zjawiska w pełni.
      Remoteness to właśnie coś więcej niż odludzie, odludzie ma jakiś taki niezbyt pozytywny wydźwięk, podczas gdy remoteness oznacza piękny często surowy krajobraz zdala od cywilizacji. Szukam słów, które będą jak najbliższe znaczeniowo, żeby nie trzeba było wyjaśniać o co chodzi, douzupełniać itp.

  6. kate0068

    Ciekawy konkurs,na niedzielny poranek.Walker to piechur,country lane -boczna droga,rolling hills -pofaldowane wzgorza.remoteness-zadupie,visitor centre-centrum turystyczne..Pozdrawiam serdecznie i czekam na nowe lamacze slownikowe.

    1. kasia

      boczna droga! :) od razu kojarzy mi sie z Chmielewska! na Warmii pelno takich drog, co prawda nie sa odgrodzone zywoplotem, tylko szpalerem wiekowych drzew – takich, na ktorych idzie sie pomylic tylko raz!

    2. Boczna droga, o, świetnie mi tu psuje, dzięki. Piechur, nie wiem czemu, ale raczej mi się kojarzy z wojskiem. Zadupie jak najbardziej :) ale nie w przypadku, kiedy to na co patrzymy nam się podoba, budzi w nas jakiejś małe smuteczko-tęsknoty, jak remoteness właśnie.

  7. Walker – łazior. Kiedyś wieczorem w rodzinnej Nowej Hucie zaczepiło mnie dwóch gości – napij się! Co, z łaziorami się nie napijesz? Czy jest słowo, które lepiej odda duszę walkera? Johny Walkera…
    Rolling hills – wyspowe wzgórza. Tak mi jakoś kojarzy się z naszym Beskidem Wyspowym – pojedynczymi szczytami wyłaniającymi się sponad zalegającej w dolinach mgły niczym wyspy.
    remoteness – Tischner w „Filozofii po góralsku” używa pięknego, gwarowego określenia „pustać”. Idealnie pasuje do Twojego opisu!
    visitor center – funkcjonuje oficjalnie jako Informacja Turystyczna, a w skrócie IT. Brzydko i beznadziejnie, ale co poradzić. Po zastrzyku unijnych pieniędzy takich IT jest już dużo – właśnie są to sklepiki z mapami, przewodnikami, pamiątkami, a bywa, że i jakaś kafejka się przylepi do tego.
    Country line? – ot po prostu „sołtysówka”. Są drogi krajowe, powiatowe, gminne i te, których pilnuje sołtys. Może być asfaltowa, ale jedno co łączy sołtysówki to ich makabryczna wąskość.

    1. Prześliczna ta pustać, a łazior, tak, chyba oddaje dobrze w tym konkretnym przypadku :)
      Co do wzgórz, hmm, może. Tak wygląda zjawisko, pasuje? http://www.twitsnaps.com/zoom_size.php/1025587?img_id=1025587
      Wygląda na to, że sołtysówka to całkiem adekwatna nazwa, ale nie wiem, czy w wystarczająco powszechnym użyciu żeby posłużyć za substytut do country lane; ja np. nigdy wcześniej się z tą nazwą nie spotkałam (co oczywiście może oznaczać po prostu moją ignorancję).

      Pustać, pustać.. cudo. Z jakiejś przyczyny Twoje komentarze zazwyczaj budzą we mnie przemożną chęć natychmiastowego udania się na Pęksowe Brzysko..

  8. Zgiń przepadnij Fejsbuko :) haha, a ja wdepnęłam tu właśnie, bo wstrętna Fejsbuka mi powiedziała o konkursiku i zwabiła mnie nadzieją na miodzik…
    Lecąc od góry, punktuje tak: 1. ‚włóczykij’, ‚wagabunda’ oraz ulubione określanie mojej mamy na moją siostrę, która ‚nie potrafiła w domu na dupie usiedzieć’ (to też cytat z rodzicielki) – ‚powsinoga’; 2. ‚gościniec’, ‚szosa’, ale w polskich warunkach to byłaby ‚żwirówka’; 3. ‚garbate’ (jak nasze Mazury Garbate); 4. ‚samotnia’, ‚ustronie’, ‚uroczysko’ (ostatnie określenie to mój faworyt); 5. tutaj trudno znaleźć odpowiednik, bo w kraju mamy suche punkty/centra informacji turystycznej, jedynie górskie schroniska podpadają pod gatunek informacji turystycznej z posiłkiem i pamiątkami, czyli optuję za angielską nazwą. Pozdrawiam i życzę wielu sił do walki z przebrzydłą Buką Fejs :)

    1. Oj tam oj tam, przebrzydłą.. ;)
      Rodzicielka to fachowiec, od razu widać! Podoba mi się uroczysko, nawet bardzo, tylko nie wiem czemu kojarzy mi się głównie z jakimś urwiskiem górskim. Pracuje nad poszerzeniem percepcji w swojej głowie poprzez wielokrotne powtarzanie na głos. Garbate wzgórza, chyba jesteśmy coraz bliżej nazwy idealnej. A w ogóle, po raz któryś tam w życiu myślę sobie, jaki ten nasz polski ładny.

        1. Polski jest ładniejszy i bogatszy, ale z kolei angielski jest konkretniejszy, często wygodniejszy w użyciu, krótsze słowa, prostsze konstrukcje; całkiem lubię nim mówić i pisać. Zwłaszcza doskonale sprawdza się przy pisaniu sarkastycznych skarg na różne instytucje :)

          1. Lubię mówić po angielsku, bo zdecydowanie mniej się człowiek napluje, a więcej wyniesie. Coraz częściej łapię sie na tym, że myślę po angielsku. Pisać jednak wolę po polsku.Łatwiej wyrazić głebię mojej myśli (jeżeli takowa akurat mnie natchnie). Od pisania po angielsku tylko popsuł mi się charakter pisma, a kiedyś stawiałam takie śliczne ogonki… ;)

  9. Romeo

    „country lane” to może być jak najbardziej „wiejska droga” ze zrozumieniem, że w różnych miejscach te wiejskie drogi są inne. Na przykład „wieś” w Polsce i w Stanach Zjednoczonych to zupełnie różne rzeczy, a jednak można je nazwać „village”, prawda?. To samo z „country” lub „countryside” – polska wieś w tym sense, a amerykańska czy angielska to zupełnie inne sprawy, a jednak można użyć tego samego słowa.

    1. No można, jak nie ma innego wyjścia i ewentualnie zawsze można dopowiedzieć, o co dokładnie chodzi.. kompromis plus przypisy, jak czasem zdarza się w tłumaczonych książkach. Chciałabym tak nie musieć. Wierzę, że język polski można przystosować do nowych zjawisk, jest na to wystarczająco bogaty. Niestety najczęściej po prostu wtapia się w polski nazwy angielskie. Na szczęście czasem komuś się chce wysilić, i choć na początku polska wersja może się wydawać dziwna, kanciasta w porównaniu do angielskiej, to przynajmniej jest ‚polska’. Np. szukałam ostatnio odpowiednika ‚nordic walking’ i okazuje się, że ci którzy go uprawiają mówią czasem o sobie ‚chodzący z kijami’ ;)
      Pozdrawiam.

  10. Pingback: Dziennikarz z kraju frustratów | medialnie.info

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s