facet z gitarą

pas

Wczoraj w nocy byłam na niesamowitej randce. Ok, ok, było tam jeszcze ze dwa tysiące innych osób, ale to taki tam, prawda, szczegół.

Jeden z moich współpracowników, z którego gustem muzycznym nie mogłabym się bardziej nie zgadzać, podrzucił kiedyś na fejsa linka. Zazwyczaj nawet nie chce mi się klikać; wtedy chyba mnie coś tknęło. Cover ‚Sound of silence’ zapoczątkował moją wielką miłość do muzycznego fenomenu pod nazwą Passenger.

Za jego niezwykłe trafiające prosto do serca teksty, w które koniecznie trzeba się wsłuchać. Za talent muzyczny, za ujmującą osobowość, za miłość do muzyki. Za bark komercji. Za proste ale niezwykłe teledyski. Za poczucie humoru. Za nienachalny przekaz.

No bo rozumiesz, idziesz na koncert. A tam brodaty szczuplutki facecik z gitarą akustyczną. Tylko tyle. Jedyny gimmick to wyświetlane projektorem tło przypominające dziecięce obrazki.  I ten szczuplutki brodaty facecik od pierwszych słów (lubi pogadać), od pierwszych dźwięków ma publiczność w garści, zahipnotyzowaną, oddaną, rozśpiewaną. Nie ma żadnego z tych długich wstępów, rozgrzewania, wzajemnego badania się; od pierwszej minuty Mike Rosenberg i ty jesteście najlepszymi kumplami. Widzisz, jak daje z siebie absolutnie wszystko i jak sam głęboko przeżywa reakcję, którą dostaje od tłumu za swój wysiłek. Kiedy zszedł ze sceny, publiczność sama zaczęła śpiewać, i tak śpiewaliśmy wszyscy, coraz głośniej, coraz szybciej, aż na tej niesamowitej wznoszącej łączącej nas wszystkich fali dźwięku Passenger wrócił na scenę i widać było, jak niesamowite jest to przeżycie również dla niego.

Passenger istnieje muzycznie już od kilku ładnych lat, przez długi czas grał na ulicach miast zbierając pieniądze na pierwszy studyjny album. Szerzej zaczął być znany dopiero od niedawna. Poniżej kawałek, który otworzył mu mnóstwo drzwi:

Mike Rosenberg przywrócił mi muzykę. Wierzę mu, wierzę w to, że nigdy się nie zmieni, że sukces na który zasługuje go nie zniszczy. Jest jak światełko nadziei w przeżartym komercją i tandetą ‚przemyśle’ muzycznym.

A od tego zaczęła się nasza znajomość:

Gdybym mogła chodzić na koncert Passengera raz w miesiącu do końca moich dni, uważałabym się za niesamowitą szczęściarę. Jeśli zaś ktoś dzięki temu wpisowi odnajdzie w tej muzyce to coś szczególnego dla siebie, to już w ogóle jest megacudnie.

5 uwag do wpisu “facet z gitarą

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s