wszechświat równoległy

DSCN6076

Od lat po drodze na ulubione klify mijam brązowy drogowskaz z napisem Ewenny Priory. Zajechaliśmy tam raz, dawno temu, ale wszystko było pozamykane, a ogrody i budynki okazały się własnością prywatną i nie było do nich wstępu. Jedynym dostępnym elementem składowym całości był cmentarz. Po którym dostojnie spacerowały.. pawie. Również własność prywatna.

Dziś jak zwykle minęłam brązowy znak. I przypomniało mi się, że kilku obieżyświatów ze Swansea wspomniało na fb o zamiarze odwiedzenia opactwa, więc.. skoro już tu jestem i mam jeszcze godzinkę.. Zawróciłam. Ewenny to mała wioska. Kamienne murki, kamienne domy, pola, owce. Do opactwa prowadzi wąska droga z mijankami, przy budynkach opactwa są miejsca parkingowe. Widzę zaparkowane samochody; ciekawe czy to oznacza, że tereny opactwa będą dostępne..

Nie są. Ale za to otwarty jest kościół przylegający do starych kamiennych murów opactwa. Z wnętrza dochodzą jakieś hałasy; idę. Okazuje się, że w środku trwa wielkie wiosenne sprzątanie. Buczą odkurzacze, śmigają ścierki; w środku krząta się jakieś 7-8 osób. Hello! uśmiecha się do mnie drobna krótkowłosa blondynka koło 50-tki. Pytam czy mogę wejść, jak najbardziej, odpowiada. Ktoś oferuje mi miotełkę do kurzu, wszyscy się śmieją.

pri

Kościół jest nieduży, ładny i zadbany. Siedzę chwilkę podziwiając kamienne łuki i drzwi z bladoróżowego drewna. Blondynka podchodzi i mówi, przepraszam, że przeszkadzam, ale przez te drzwi można przejść do krypty, chcesz zobaczyć?

No ba. Blondynka prowadzi mnie do środka i zaczyna opowiadać. O tym, że w zeszłym roku świętowali 900-lecie (!) kościoła. Że kościół był kiedyś silnie związany z rodziną, która mieszka obok, i łaskawie* posiada wszystko dookoła (*sarkazm mój). Rodzina nazywa się Picton-Turbervill i podobno, jak mówi mi blondynka z odcieniem lokalnej dumy, mieszka tu od 1000 (!) lat. Na ścianach kościoła pełno jest tablic upamiętniających jej najróżniejszych bohaterskich członków poległych sobie to tu, to tam. Podziwiam z należytym entuzjazmem. Blondynka zamyśla się przez chwilkę i dodaje z odcieniem żalu: ale już nie przychodzą do kościoła tak często jak kiedyś.

Blondynka jest w widoczny sposób dumna ze swojego kościoła. Wiesz, tu jest taka fantastyczna akustyka, mamy tu koncerty i każdy artysta zarzeka się, że w lepszym miejscu nigdy nie występował. Ja 20 lat mieszkałam we Francji i Francja się po prostu nie umywa do Ewenny (tu uniosłam lekko brwi). A tu patrz, oto reprodukcja obrazu Williama Turnera, który artysta namalował tu właśnie, w tym miejscu gdzie stoisz. Popatrz jakie piękne światło. Wtedy krypta popadała w ruinę, służyła za kurnik i chlew, dzisiaj sama zobacz. Chyba dobrze się nią opiekujemy, uśmiecha się; w kącikach oczu pojawiają się urocze zmarszczki.

turner

A tę szklaną ściankę wykonał (tu z nabożeństwem zapodaje jakieś ukraińsko brzmiące nazwisko i patrzy na mnie oczekując reakcji. Z zapałem kiwam głową przyglądając się ściance jakby była wykonana co najmniej przez Leonarda). Nagle przypomina sobie o czymś niezmiernie ważnym: kilka lat temu odwiedził nas książę Karol!

photo: wales online

A tam zobacz, szklane kafle wykonane przez Caitlin, dziewczynę z Ewenny Pottery. Córkę tego tam, z miotełką. Ich rodzina też tu mieszka od dawna. Od dwustu lat. To najstarsza pottery (pottery oznacza garncarstwo) w Walii.  Znam to miejsce. Kiedyś kupiłam u nich ręcznie robiony dzbanuszek. I drugi, czerwony, dla znajomej Holenderki. Bardzo jej się podobał.

pot

Blondynka zostawia mnie w krypcie i wraca do sprzątania. Stoję sobie podziwiając fragmenty starych celtyckich krzyży i kamienne łukowe sklepienia; z kościoła dobiega śmiech i przekomarzanie się, słońce wpada do środka przez malutkie okienka rozbijając się na świetlne smugi.

Wiesz, mam wrażenie, że na chwilę dane mi jest zerknąć za kamienny płot starego świata. Którego mieszkańcy żyją jakby równolegle do głównego nurtu, w swoich wielkich ziemiańskich domach, mają psy pasterskie z którymi chodzą na długie spacery w kaloszach i kufajkach, i prawdopodobnie lubią polowania. Blondynka też należy do tego świata. Świadczy o tym nie tylko fakt, że ładnie się wyraża, że wrodzona brytyjska powściągliwość typowa dla wyższych klas społecznych powstrzymuje ją od niegrzecznego ‚skąd jesteś’.. ale przede wszystkim fakt, że dziś czwartek. Normalni ludzie są w biurze 9-17. W fabryce. W ciężarówce. Blondynka lata z miotełką po kościele w czynie społecznym dla swojej parafii.

Niedaleko stąd znajduje się wioseczka Merthyr Mawr ze swoimi cudownymi kolorowymi domami krytymi strzechą, kamiennymi płotkami.. i majątkami pochowanymi tu i ówdzie, z dala od wścibskich spojrzeń pospólstwa. Państwo hrabiostwo, państwo baronostwo, równoległy świat, który nigdy nie przetnie się ze światem 9-17.

To ten sam świat z którego pochodzą oderwani od rzeczywistości zwykłego zjadacza tosta z marmoladą brytyjscy Torysi. Wielka Brytania nigdy nie miała rewolucji społecznej na miarę francuskiej. Stary bogaty świat ma się bardzo dobrze thank you very much, odcięty od ‚tych ludzi’, zabezpieczony układami i powiązaniami płynącymi głęboko, głęboko pod skórą kraju od setek lat. To wciąż społeczeństwo klasowe, mimo, że demokrację, równość i co tam jeszcze ma na sztandarach. Na co komu w demokracji monarchia? Born to privilege, co tłumaczy się dosłownie jako urodzony w przywileju, powinno odejść w końcu do lamusa historii, jeśli chcemy mówić o prawdziwie sprawiedliwym społeczeństwie równych szans.

Rant over.. A do kościoła sobie pojedź, wystarczy pół godzinki. Jest otwarty codziennie. Jako bonus uprzywilejowane pawie na przykościelnym cmentarzu pokrzykujące na siebie i prezentujące majestatyczne ogony.

Blondynka macha do mnie, ściskając w drugiej dłoni ucho od pękatego porcelanowego czajniczka. Przerwa na tea and cake, everyone.. Stary świat ma swoje urocze słabostki. Trochę szkoda, że już muszę iść.

DSCN6058

 

Reklamy

14 uwag do wpisu “wszechświat równoległy

  1. Ciekawe miejsce i ciekawe spotkanie. Dobrze jest czasem zrobić coś nieplanowanego, porozmawiać z przypadkowo spotkanymi ludźmi – kimkolwiek by oni nie byli, zajrzeć do ich świata :)

  2. Irqa

    Bardzo fajnie napisane, Znam ten ” swiat równoległy ” od podszewki ze tak powiem. Pamietam jak dawno temu patrzyłam na nich tak z pewnego rodzaju pokornym zachwytem. Tak jak na te ich antyki w domach. Odkurzać bezdotykowo, podziwiać ale broń Boże sie nie opierać bo pewnie sie rozwali w rękach. Z czasem zaczęłam ich obserwować jak rybki w akwarium ;) Do dzis pamietam rozmowę ” arystokratycznej ” pary staruszków podczas jakiś wyścigów Derby czy cos w tv. Redaktor sportowy wychodził ze skory, krzyczał ekscytował sie a ci siedzą i patrząc zują jakieś suszone mięcho czy inny sucharek. W fotelach antycznych dwa przykurzone staruszki. Wyścig sie skończył i babinka mówi do męża. Well. That was quite exciting. Don’t you think dear? A staruszek odpowiedział Indeed… Indeed … Zero reakcji na twarzach … No ja wymiękłam ;D

    Ps.Prosz dla potomnosci i mojego ego ;)))

  3. W sumie jednak to ciekawe – bo wlasnie sobie z czegos zdalam sprawe. Otoz piszesz Anno, ze ta flegmatycznosc, powsciagliwosc to efekt wychowania typowego dla klas wyższych.
    Tymczasem w Polsce przynajmniej przyjal sie takiz model typowego „Anglika”. Zastanawiam sie, jak doszlo do tego, ze za typowe cechy reprezentujace caly narod i spoleczesntwo uznano te, ktore sa „legitymacja” klasy wyzszej li tylko….

    1. Nie wiem, ale tak sobie myślę, że jak się przyjrzeć, to na ‚zewnątrz’ Wielka Brytania była zawsze reprezentowana przez książki Jane Austin (mniej jakoś przez Dickensa), przez armię imperium, której cała kadra pochodziła najczęściej z uprzywilejowanych rodzin, polityków, którzy pochodzili z tychże, bogatych przemysłowców – podejrzewam, że stereotyp po prostu wrzucił potem wszystkich Brytyjczyków do jednego worka. Założę się, że biedak w XIX-wiecznej Anglii nie miał czasu na flegmę. Walijczycy są ogólnie nieco inni, Walia przez niemal cały XX wiek była przyczółkiem Labour. Ten świat podskórny nie jest tu aż tak widoczny (co nie oznacza, że go zupełnie nie ma). Jednego jestem pewna, herbata ma status świętości na Wyspach niezależnie od statusu ;)

      1. Irqa

        Jeśli chodzi o skamieniałość myśli arystokracji to mam jeszcze druga historyjkę z tej samej rodzinki. Otóż jak w Egipcie pare lat temu zaczęły sie rozruchy na ulicach a ” moi arystokraci” wrócili z wojaży ;) Taka rozmowa z lady. Pytam jak było, czy udana podroz ( oni zawsze sa uprzejmi dla służby to trzeba podkreślić ;) Przynajmniej od czasu kiedy zakazano bicia a zdecydowano płacić za usługi ;) ) Wiec Lady mowi ze było pieknie i ekscytująco w ” koloniach ” !!! W Afryce byli ;) Tylko ta bieda i dzieci zebrana o pieniądze i co to sie dzieje w tym Egipcie ! Dear me ! Wyobraz sobie ze oni ciagle obwiniają Anglię o biedę i kryzys i ze czerpaliśmy z ich skarbów. Przecież oni nie sa juz kolonia, powinni sie wziasc do pracy. A mi sie w głowie pokazał obraz skarbów z British muzeum i skarbów w każdym zamku który widziałam w Anglii Czy to Windsor czy inny. Pamiątek z Indii, Egiptu i pozostałych kolonii. Na to nałożył mi sie obraz żebrzących dzieci i biedy. Pomyslałam o polskich zamkach prawie pustych bo skarby w Niemczech lub Argentynie i jakos tak przestałam lubić ta koścista staruszkę. Bo jednak cieżko sie podnieść jak ktos rabuje przez dziesiątki lat a potem udaje ze przecież nic sie nie stało kolonii juz nie ma. A jednocześnie jezdzi sie do ” kolonii” dawać biednym dzieciom jałmużnę …

        1. Doskonała ilustracja tezy, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Z wysokości zdobionego w rzeźbione róże krzesła Lady właśnie tak to wygląda. Też spotkałam się z tezą, że Imperium zaniosło kaganek wiedzy i postępu tym barbarzyńcom (którym konkretnie nie zostało wyjaśnione), ale oni po prostu nie umieją wykorzystać szans. No cały ten świat po prostu taki jest nieporadny, to co my możemy zrobić ;)

          1. Oj to strasznie typowe, takie podejscie. W USA tez: na południu ta pogarda do czarnuchów, ze oni nic sami nie umieją zrobic, tylko narkotyki i do pierdla, pieprzone lenie, z naszych pieniędzy by żyli…

            .. a i w Polsce widać. Klasa, co to miała się okazję dorobić (w wiekszosci co tu kryć na mocno szemranych interesach) teraz z wyższościa patrzy na reszte, co zasuwa za minimalną krajową albo troche ciut powyzej tejze… i też sieją dookoła podobne teksty. Że lenie, że roszczeniowi, nie chce im się pracować…a kudy im do arystokratycznych rodzin w których na ścianach rodzinnej posiadłości wiszą obrazy przodków z XI wieku….

  4. też Anna

    Hmm, co do herbaty (jakości) to mam wielkie zastrzeżenia. Jak to jest możliwe, że nawet w Londynie nie jest łatwo znaleźć herbatę na wagę? Czy pijący z torebek naprawdę nie czują smaku papieru? Jakże można być znawcą i smakoszem, jeżeli papier nie przeszkadza? Zupełnie to do mnie nie dociera. Pomijam kwestię ekonomii: nikt nie przekona mnie, że herbata w torebkach „opłaca się”.
    Moim zdaniem w Polsce ludzie (ogólnie) piją lepsze herbaty (i czarne i inne), lepiej się na herbatach znają. Żeby pić herbatę nikomu nie potrzeba tych kanapek z ogórkiem i odciętą skórką na piętrowych tackach. Każdy wie, że skórka jest najsmaczniejsza…

    Piszę pierwszy raz, więc przywitam się z Kalifornii. Od wielu, wielu lat. Uczyłam się walijskiego, więc Walia mnie interesuje z wielu względów. Nawet tam uczyłam przez jakiś czas (Glamorgan).

    Pozdrowienia.
    Anna

    1. Przez kilka pierwszych lat tutaj nieustannie mnie to uderzało. Jestem herbaciarą, uwielbiam czajniczki, imbryczki i fusy. Nie mogłam zrozumieć o co chodzi z tą obraząboską, którą oni tutaj stosują.. :) A potem dotarło do mnie, że tu nie chodzi o samą herbatę, tylko o poprawę samopoczucia płynącą z samego faktu jej picia. Symboliczny kubek herbaty jest tu lekarstwem na całe zło, na zmartwienia i smutki, na paskudną pogodę, oferuje tak potrzebny w danej chwili ‚comfort’. Jednym z pierwszych zdań pocieszenia w tym kraju jest ‚would you like a cup of tea?’. A te afternoon teas bez skórki to tak tylko od wielkiego święta się jada, przynajmniej tu gdzie mieszkam.

      Skąd ta chęć do nauki walijskiego? Skąd akurat takie zainteresowanie?
      Pozdrawiam ciepło.

  5. też Anna

    Ja rozumiem symbolikę herbaty, ale dlaczego w kraju, który podbił kraje głównie herbaciane herbata nie jest takiej jakości, jakiej by mogła być? Dlaczego w Polsce kultura picia herbaty jest (moim zdaniem) na wyższym poziomie, a ani nie mieliśmy kolonii, ani łatwego dostępu do herbaty?
    Ja lubię te „high tea” momenty, oprócz oczywiście kanapek bez skórki (pretensjonalne i bezsensowne), i jakoś tak trafiałam na właśnie takie, gdzie ta herbata była elegancko podana z torebek!!! To znaczy ładne pudełko wędrowało od gościa do gościa i każdy sobie wybierał jaką chciał herbatę (w torebce!). Dla mnoe to obraza.

    Walijski jest niezmiernie interesujący i w ogóle celtycka grupa językowa jest bardzo unikalna w Europie. Te języki są tak inne od innych podrodzin języków IE, jak podrodzina słowiańska. Między nimi jest oczywiście masa podobieństw. A dlaczego zainteresowanie? Bo są inne! Mi jest trudno zrozumieć dlaczego nimi się ktokolwiek NIE interesuje. Mam koleżankę w Walii, która redaguje miesięcznik w całości po walijsku. Bardzo ciekawy. Czy byłaś w Swansea? Prześlicznie tam jest!

    Pozdrowienia.
    Anna

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s