arbuz

31

Samochód pnie się mozolnie po żwirowej drodze; profesor z wnusią zabrany na stopa ma na sobie czarny wełniany płaszcz i długie czarne spodnie. Jestem profesorem z LA, mówi profesor. Przyjechałem na sympozjum profesorów. Acha, kiwam głową. Wnusia jest prześliczna. Wiesz, że to na co patrzysz to w sumie katastrofa ekologiczna? Informuje profesor, najwyraźniej wciąż w gorączce sympozyjnej. Kiedyś tu wszędzie rosły lasy, ale przyjechali Wenecjanie i przerobili je na flotę, która potem – subsequently – zatonęła. W takim razie to najładniejsza katastrofa ekologiczna jaką widziałam – uśmiecham się. Wnusia nic nie rozumie, ale też się uśmiecha. Cudnym uśmiechem bez jedynek. Profesor ociera pot z czoła. Na skutek nieodpowiedzialnej gospodarki rabunkowej struktura geologiczna wyspy również uległa zaburzeniu, dodaje. Stare dzieje, wtrąca trzeszczący pod kołami żwirek.

27

Szukamy ukrytej plaży. Nie wiem jak ją znajdziemy, skoro jest ukryta, mówi mi do ucha Tinker, która siedzi na moim ramieniu. Ukryte z definicji zawiera możliwość odnalezienia, odpowiadam tajemniczo, tak tajemniczo, że sama nie rozumiem. Skaczemy po skałkach. Nigdzie nie ma żywej duszy, jedynie profesor w oddali studiuje w skupieniu życie codzienne i zwyczaje godowe kreteńskich głazów narzutowych. Wygląda jak wielki czarny wielbłąd z kolorowym motylem wnusi przy nodze. Przedzieramy się przez kolczaste krzaczory. Podrapane łydki przeżywają sentymentalny skok w czasie do dzieciństwa siniaków i blizn eksploracyjnych. S. wyjmuje kolec z ucha. To prawdziwy dar umieć znaleźć kolec w uchu przy krzaczorach o wysokości 30 cm. Podziwiamy z należytym szacunkiem. Po chwili wychodzimy prosto na srebrny piasek dzikiej plaży. Woda jest turkusowo-szmaragdowa i całkowicie przejrzysta. Japierdolę, wzdycha Tinker, znana z szerokiego wachlarza środków ekspresji. Czujesz jak bardzo tu jesteśmy? Teraz? Woda zatoki błyszczy figlarnie. To chyba najładniejsza zatoka w okolicy, co jest naprawdę sporym komplementem w kraju złożonym głównie z ładnych zatok. Opadamy wdzięcznym plaszczakiem na piaseczek i leżymy prawie godzinę, ubrani jedynie we własne wyobrażenia o sobie, od czasu do czasu przewracając się na drugą stronę jak krokiety na patelni. Słońce wkrada się do krwioobiegu i rozlewa płynnie po całym ciele. Marzę, żeby każda minuta trwała dwa lata.

26

Gdybyś miała powiedzieć czego ci teraz brakuje do szczęścia.? Pyta Tinker wyczesując palcami ciepły piasek z włosów i śledząc rozleniwionym wzrokiem rozbłyski słońca na wodzie. Chciałabym, żeby ludzie byli dla siebie milsi, a na świecie zapanował pokój. I jeszcze chciałabym takiego soczystego arbuza.

 

Reklamy

6 uwag do wpisu “arbuz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s