ptaszory


Dla odmiany, będzie o ptakach. Nie żebym się jakoś specjalnie na nich znała, ale od kiedy mam aparat lubię sobie wyskoczyc na godzinkę lub dwie do rezerwatu Glamorgan Canal Nature Reserve w Cardiff, posiedziec w kryjówce, poobserwowac, popstrykac. Niewiele rzeczy potrafi tak wyciszyc. Walia jest bardzo bogata w ptaki, najbardziej popularnym (uznawanym za symbol UK)  jest robin, czyli nasz rudzik,  łatwo rozpoznawalny po pomarańczowym brzuszku oraz nieustraszonej postawie wobec życia. Są bardzo ciekawskie, niepłochliwe, inteligentne i za nic mają naszą rzekomą dominację w królestwie zwierząt.  Kiedyś schodzę sobie po kamiennych schodkach przez las, patrzę, a z naprzeciwka skacze mi na spotkanie robin. Jeśli myślisz, że zszedł mi z drogi, to się mylisz. Doskakał mi do kostki, zatrzymał się,  przekrzywił łebek i spojrzal mi wymownie w oczy. Przez chwilę siłowaliśmy się na autorytety, po czym pokornie usunęłam się na bok a robin poskakał sobie dalej, nie poświęcając mi więcej żadnej uwagi. Pobita przez żałosne stworzenie wielkości cytryny. Uwielbiam je. Egzemplarz na fotce poniżej był zaprawionym w bojach o ziarno powszednie cwaniakiem, dobrze wiedział, że powdzięczenie się na gałęzi do tych dziwacznych ludzi z wielkimi obiektywami zazwyczaj zwiększa szanse na zróżnicowane menu.

Drugim najpopularniejszym ptakiem jest bluetit, czyli nasza sikora modra. W przeciwieństwie do rudzika jest bardzo płochliwa i traktuje nas, ludzi, z należytym szaconkiem.

Miewa też złe nawyki żywieniowe i często preferuje siedzący tryb życia, no ale ostatecznie mówimy tu o ptakach brytyjskich:

Dośc popularne są zięby, chaffinch, lubiące czasem se kuknąc zza winkla:

Mniej popularne, ale prześliczne są gile (bullfinch); kiedyś było ich mnóstwo, teraz trudno je spotkac, ale za to łatwo poznac po pięknej kolorystyce:

Często spotykany jest nuthatch, czyli kowalik, o charakterystycznej wydłużonej sylwetce i akrobatycznym stosunku do gałęzi drzew:

Kilka lat temu niektóre gatunki ptaków drapieżnych (birds of prey) w Wielkiej Brytanii znalazły się na krawędzi wyginięcia; groziło to m.in. narodowemu symbolowi Walii, red kite, czyli kani rudej. Dzięki pięknej charakterystycznej sylwetce trudno ją pomylic z innym ptakiem. Dzięki zabiegom obrońców przyrody i wolontariuszy, dokarmiących je reguralnie krwawym mięchem ku uciesze tłumów (można znaleźc w necie, jakby kto chciał, np. tu i tu) populacja odrodziła się i ma się całkiem dobrze. Foto Thomas Kraft:

Innym popularnym ptakiem drapieżnym jest kestrel, czyli pustułka:

Walia ma również szczęście bycia domem dla przeróżnych czaplowatych, takich, o:

Jest jedna ptaszyna, której nigdy nie udało mi się sfotografowac w postaci innej, niż kolorowej smugi w oddali; przepiękny kingfisher, czyli zimorodek, spotykany przeważnie przy rzekach i stawach. Długo istniał dla mnie jako ptak mityczny, na zasadzie ‚o, kingfisher, kingfisher, no był, ale już poleciał‚, aż wczoraj udało nam się go wypatrzec przy pomocy lornetki, i nawet obejrzec w akcji. Zdjęcia nie wyszły, póki co zamieszczam fotkę wykonaną przez Paula, mojego znajomego z flickra rat_salad:

Kaczek i kaczkowatych też ci u nas dostatek:

A wszystko to głodne zimą i czeka na człowieka

A przy okazji, skoro o karmieniu głodnych mowa, z prawej strony na stronie głównej jest taki  banerek ‚pusta miska‚. Poprzez klikanie można nakarmic zwierza. To nic nie kosztuje. Klikaj, klikaj.

Powyższy wpis to tylko najbardziej oczywisty przegląd walijskich ptaszorów. Jest jeszcze mnóstwo innych, jak np. dziecioły, sójki, cudne pliszki, łabędzie, może kiedyś uda mi się skompletowac rozszerzone kompendium.

I jeszcze zagadka dnia: co to są te małe ślicznotki, zdjęcie jest podłej jakości, ale może ktoś rozpozna:

Na sam już koniec coś z innej beczki gatunkowej. Do mnie mówisz??

No do ciebie, misiu-pysiu. Oh. Bug-ger off!