o potędze fotografii ulicznej, komiku transwestycie oraz o tym i owym

Trafił mnie szlag, nie ukrywam. W niedzielę pojechaliśmy do Cardiff, strzelać giga, znaczy, fotografować lokalną scenę muzyczną. Wszystko było ładnie-bosko, przy drugim bandzie ogłuchłam w 70% – znaczy, impreza rozwijała się płynnie i według planu. S. wrzucił kilka piwek żeby się lepiej  zintegrować z muzyką, i wyszło na to, że ja nas wiozę do domu. Nie znam dróg w Cardiff, ale se myślę, środek nocy, puste ulice, S. zapoda kierunki, dam radę. I wszystko byłoby ok, gdyby nie fakt, że jak się nie zna Cardiff, to się nie wie, że nastawiali tam w cholerę kamer z limitem 30; oczywiście S. mógłby mnie uprzedzić, gdyby nie był za bardzo zajęty opowiadaniem sobie dowcipów; on się upiera, że to zrobił, ale umknęło jego zachwianej czasoprzestrzeni, że to nie było ostrzeżenie prewencyjne, ale rubaszna refleksja na skutek drugiego błysku za naszymi plecami.

Co mnie wścieka najbardziej, to to, że nie masz drugiego tak przestrzegającego przepisów prędkości kierowcy jak ja. Naiwnie wydaje mi się, że jak będę grzecznie jeździć tak jak pan policja mi każe, to nic się nigdy nie wydarzy. I masz. Ten jeden raz przekroczyłam limit o całe 10 mil/h (!). Nie było ruchu na drodze, o pieszych nie wspominając. Nie było cienia zagrożenia. Przegapiłam znak kamery, bo się koncentrowałam, żeby znaleść drogę, plus S. radośnie beblał mi nad uchem a z podporządkowanej wyjeżdżał na drogę czołg. Nie ma większego sensu oczywiście wykłócanie się z systemem. Pytanie po co tyle tych kamer, po co te ograniczenia do 30 na głównej drodze co dwieście metrów? Zawsze się spierałam z S. że policja ma swoje powody. Aż  do niedzieli. Teraz uważam, że to wszystko nie dla bezpieczeństwa, ale dla łupienia kierowców, jest to rasistowski spisek na mój polski portfel, w którzy zaangażowani są rządzący, kościół anglikański oraz brytyjski związek rowerowy.

Może się mylę, może jest na świecie kraj z większą ilością kamer poustawianych dosłownie wszędzie, ale jakoś nie sądzę. Anyway. Oczekuję wyroku. Spodziewam się schudnąć o conajmniej 60 funtów.

Tymczasem, odrobinę kultury może. Komików ci w tym kraju prawie tyle co spidkamer, niektórzy nawet całkiem dobrzy; ja lubię m.in. Eddie’go Izzarda. Pan zasłynął ładnych kilka lat temu image’m transwestyty w połączeniu z inteligentnym dowcipem, zmysłem obserwacyjnym i zdolnością błyskotliwej improwizacji – nie wiem po prawdzie, czy wciąż nakłada obcasy i makijaż do swoich stand-up’ów (jak to będzie po polsku, halo, ktoś, bo to żenada), ale cała reszta się nie zmieniła. Kocha go Ameryka, bo śmieje się z niej – a Amerykanie lubią śmiać się z siebie tym dobrodusznym teksańskim rechotem mówiącym czule, tak, tak, wieeemy, wieeeemy; lubimy ludzi z poczuciem humoru, to tych bez poczucia nie lubimy i zwykle eksportujemy do nich nasze myśliwce i inne produkty przemysłu zbrojeniowego np. marines. Wracając do Eddiego – potrafi wyjść na scenę i mówić przez 1,5 godziny, skacząc między pozornie niezwiązanymi sprawami i wiążąc je w zaskakujące pointy, i jest w tym naprawde dobry, wręcz charyzmatyczny, ma fantastyczną mimikę i zdolności naśladowcze, a jego angielski jest bardzo przyjazny tym, dla których nie jest pierwszym językiem. Jak ktoś chciałby się zapoznać, to polecam dvd pt. „Dress to kill” – sukces Eddiego na światową skalę.

Czym tam ostatnio żyje kraj (to dla Ciebie Joanna:)) – kraj żyje niezwykle ważkimi wydarzeniami, jak wyeliminowanie Johna i Edwarda z X-Factora (brytyjski Idol, fenomen quasi muzyczny, który udowodnia tezę, że telewizja potrafi sprzedać absolutnie wszystko, nawet jeśli ‚wszystko’ jest kompletnym beztalenciem); a także historią kopciuszka – Susan Boyle, która właśnie wydała swój debiutancki krążek, od razu wskakując na pozycję najlepiej sprzedającego się debiutu wszechczasów. Kto zapadł na amnezję lub przez ostatnie miesiące przebywał na księżycu, może sobie przypomnieć jak to się wszystko zaczęło tu Na filmiku widać ładnie, jak Simonowi Cowellowi, gościowi który wymyślił tą wielką maszynę do produkcji kasy, zapalają się w oczach symbole funta. Nawet milionów funtów.  Historia Susan, jak pięknie by nie wyglądała w telewizji, ma drugie dno, raczej gorzkie.  Nasz prawie 50 letni Kopciuszek, samotny, brzydki i z trudnościami przystosowawczymi, wkręcony nagle w machinę szoł biznesu co prawda zrealizował swój wielki sen o sławie, ale okupił to załamaniem nerwowym – niby jest lepiej, ale kto wie, co będzie z nią dalej, np. kiedy szołbiz przestanie się nią już interesować.

Z wydarzeń mniej ważnych:  radykalny ‚działacz’ muzułmański obrzucił konserwatywną posłankę-muzułmankę Sayeedę Warsi (która w dodatku jest baronową) jajem spożywczem, wykrzykując obelgi o zdradzie islamu. Ojajowana baronowa stanęła dzielnie, gotowa do dyskusji teologiczno-kulturowej, lecz jaja leciały a pan krzyczał; to w końcu poszła sobie, otoczona opiekuńczym ramieniem służb porządkowych. Sęk w tym, że urodzona w Yorkshire z pakistańskich rodziców i wykształcona na prawniczkę baronowa uważana jest za najpotężniejszą muzułmankę w kraju, lecz nie nosi żadnych tego oznak zewnętrznych, i jest bardziej brytyjska w swojej postawie i politycznej wymowie niż BNP. Warto zapamietać to nazwisko, bardzo prawdopodobne, że pani baronowa, która obecnie jest ministrem do spraw społecznych (mniej więcej) w gabinecie cieni, wejdzie w skład nowego powyborczego gabinetu Davida Camerona (boże dopomóż, jak gościa niecierpię) i jeszcze nie raz będzie o niej głośno. A w ogóle to niebrzydka z niej kobitka. Foto by the Guardian:

Skoro już jesteśmy przy ‚kwestii muzułmańskiej’ – BNP uczyniła kolejny krok na drodze oczyszczenia imienia partii z rasistowsko-nazistowskich nalotów. Oto świat poznał pierwszego ciemnoskórego członka BNP – pan jest prowieniencji hinduskiej, wyznania Sikh i nienawidzi muzułmanów ekstremalnie, no choćby nie wiem, co, bij, zabij.. No co, rechocze Nick Griffin, zrobiliśmy jak kazaliście.. teraz każdy może wstąpić wstąpić do naszej partii..

He he..

Przegląd prasy:

Ciekawostka wyłowiona w Times’ie: Szwajcarzy w referendum narodowym (!) właśnie zdecydowali, że we współczesnym szwajcarskim świecie nie ma miejsca dla minaretów przy meczetach – nie ma dla nich żadnego teologicznego usprawiedliwienia, a stanowią najbardziej widoczny symbol celowej izolacji mniejszości muzułmańskiej od reszty społeczeństwa (obok burek, rzecz jasna). W odwecie radykalna część mniejszości muzułmańskiej ogłosiła dżihad względem zegarków i dziur w serze.

Była miss Argentyny zmarła podczas operacji kosmetycznej pośladków.

Powołano wielką komisję do zbadania, czy były Tony Blair spiskował z byłym Dablju Bushem w kwestii wywołania rozróby w Iraku na długo, zanim zaczęto oficjalnie przebąkiwać o rzekomej broni masowego rażenia, i czy to przebąkiwanie było oparte na faktach, a nie służyło jedynie obaleniu dyktatora suwerennego państwa celem ustanowienia w nim amerykańsko-brytyjskich rządów i czułej opieki nad zasobami naturalnymi. Przyszłymi ustaleniami komisji są żywotnie zainteresowane głównie rodziny żołnierzy zabitych w Iraku, trudno im się dziwić. W dzisiejszych czasach coraz trudniej wciskać ludziom patriotyczny kit i zachęcić ich do oddawania życia dla ojczyzny, ale rodziny zabitych muszą w coś wierzyć; inaczej, podejrzewam, można zwariować.  Jeśli tę wiarę się im odbierze, kto wie, jakie to będzie miało skutki dla przyszłej polityki obronnej (tak zwanej) kraju. Komisja na pewno zdaje sobie z tego sprawę, i dlatego wątpię, czy ‚uda’ im się odsłonić kulisy całej sprawy. Nawet, gdyby poprosili o pomoc posła (ex posła?) Ziobrę.

A poza tym chwilowo nie leje.

Bardzo serdecznie pozdrawiam państwa, bardzo serdecznie.

O filmowcu na ziarnku grochu, upgrade do historii powszechnej i wymarłym gatunku

Aj waj!

Rzecze Times online, iż piętnaście lat po nakręceniu Braveheart i zainkasowaniu kolekcji Oscarów Mel Gibson uderza się w pierś, mówiąc: Wallace wcale nie był taki fajowy jak go pokazałem,  ba! potworem był, ten Wallace, przesiąkniętym do cna smrodem dymu z tych wiosek, co je był palił wraz z mieszkańcami w ramach swojej działalności społecznej i wyzwoleńczej. I denerwuje się Mel poczciwina, bo Szkocka Partia Narodowa (SNP) wykorzystuje stworzony przez niego wizerunek bohatera do swoich celów statutowych – a to przecież nieprawda! Nie tak było.. Zaraz.. Co z Tobą Mel, chyba nie każesz nam uwierzyć, że nie przeczytałeś biografii swojego bohatera zanim nakręciłeś o nim film? Albo, że przeczytałeś, ale była za nudna lub za niewygodna i trzeba ją było prze-kręcić? Czy naprawdę twierdzisz.. mon dieu.. że Hollywood.. kłamie.. pardon, upgade’uje historię powszechną na własny użytek? I nieprawdaż to, że Wallace to postać kryształowo czysta jak ruska wódka, dobrzy Amerykanie walczą bohatersko za pokój na świecie, a w tej tam Polsce w czasie wojny ginęli jedynie Żydzi, czasem jeno uratowani przez jakiegoś Niemca? No, doprawdy. Co też. 

Mówią niektórzy: o co cały ten lament, przecież wystarczy być świadomym fikcji, kino to kino i ma swoje prawa, a jak ktoś chce poznać prawdę, to sobie poszuka. Tam di dam, tam di dam, la la la. Ilu, ja się pytam, procentowo kinomanów sięga do źródeł po obejrzeniu filmu opartego na prawdziwych wydarzeniach?? Mnie się nie zdarzyło. A nie, czekaj, przeczytałam Pianistę, dobra. Ale ciekawam, ilu członków SNP przedłożyło prawdziwą biografię Wallace’a nad filmową laurkę? Ludzkość (szczególnie ta zaangażowana  w Walkę o To czy Tamto) potrzebuje bohaterów, potrzebuje romantyzmu, robinhoodów i janosików, pięknych postaw i szlachetnych emocji; po cóż biczować się suchymi skrzeczącymi faktami, kiedy możemy słuchać jedwabistej pieśni barda? I tak wszyscy po trochu stajemy się częścią wielkiego powolnego fałszowania historii.  Nasz poczciwy Mel właśnie obudził się z 15-letniego snu z bólem w lewym półdupku, przetrząsnął wyro i pod setką materacy znalazł groszek prawdy. Swoja drogą, ciekawe, czy musimy czekać następne 10 lat, żeby uderzył się w piersi za Pasję? Jak coś, to ja chętnie pomogę, bom strasznie gościa po tym filmie znielubiła.

boxx78

Co jeszcze wpadło mi w oko: jak ktoś jest zainteresowany, to sympatyczna pyskówka na temat ‚rdzenności’  Brytyjczyków i Nicka Griffina wiedzy o rozwoju społeczeństw toczy się tutaj

I coś exclusive dla was, Dziewczynki, na jesienny wieczór:  make me thrill as only you know how..  Ach, gdzie te chłopy, orły, sokoły, herosy, johnywayne’y, casanovy, donjuany, fredyastairy.. Chyba se obejrzę jakiś film. Amerykański. Może nawet Braveheart.

:]