o kóltóże masowej, babie i dachu

Przeczytałam najnowszą książkę J.K. Rowling i mogę z całkowitą pewnością stwierdzić, że nie występuje w niej ani jeden czarodziej. Występują natomiast niziny społeczne i sporo Wyrazów, co fajne jest i lubimy. Jak również obejrzałam Django. Krew sika, trup się ściele, aczkolwiek liczba niezrzeszonych części ciał, w tym organów wewnętrznych, wydaje się być mniejsza niż w poprzednich filmach Tarantino. Świetny scenariusz, aktorzy, muzyka i last but not least: supergorący bohater pozytywny. Sześć kinomanek spłonęło żywcem; i to tylko na tym jednym seansie.

Pan Dachowy zaś pokonał wreszcie wszystkie bliżej niezidentyfikowane przeszkody i dotarł na mój dach zaledwie dwa tygodnie po terminie. Coś zainstalował, coś odinstalował, rozwalił płot drabiną i oświadczył, że teraz to już będzie super. Czekamy.

Słowo na niedzielę: przypowieść o Babie. Dzwoni Baba do radia BiBiSi i skarży się:  … i oni [Polacy – przyp. red.] ciągle robią zakupy w Home Bargains* i zupełnie nie kupują w normalnych drogich sklepach, wcale nie obchodzi ich, że przecież trzeba wspierać gospodarkę! Wiem, bo sama jestem prawie codziennie w Home Bargains i widzę!

Nic dodać, nic ująć pani kochana.

DSC_0018

*Home Bargains – jeden z najtańszych dyskontów z żarciem i wszelkiego rodzaju badziewiem.