Koparka

cf.jpg

Nad rzeczką opodal krzaczka mieszka sobie Koparka. Konkretnie to na górce sobie mieszka; zaczepiła się łychą o krawędź, śpi. Lata już śpi; wszystkie stawy jej zesztywniały. Przejeżdżam obok, chrobocząc kołami po zmarzniętej ścieżce. Koparka otwiera jedno oko. How do you do, pytam, Koparka rozpromienia się, widać dawno nikt nie pytał. Patrzymy, jak na błękitnym zimowym niebie przekomarzają się dwie pustułki. Piękny dzień, wzdycha Koparka. Piękny, zgadzam się. Kiwamy głowami jak chińskie pieski. Nie potrzebujesz przypadkiem wykopać pod kimś dołka..? pyta Koparka z nadzieją w głosie. Przykro mi, nie mam wrogów. Nikt nie jest idealny.. Koparka wzdycha z rezygnacją. Tak pytam. Po człowieku to nigdy nie widać, czy lubi kopać dołki, czy nie. Co innego koparki. Wyciągam termos w różowe tetakie, gestem pytam, czy napije się kawy. Poproszępięćcukrów, odpowiada natychmiast. Pijemy sobie. Słońce grzeje. Pustułki znikają za lekko przyprószonymi śniegiem wzgórzami.

Jest dobrze.

kop.jpgDSCN0832

DSCN0822 DSCN0725DSCN0820

umb.jpg

o ulotności rzeczy

Bardzo lubię filmy nakręcone na zasadzie domina: kamera podąża za bohaterem, coś się dzieje, np. bohater spotyka się z kimś i już za chwilę kamera podąża za tym kimś innym, itd. Wszystko dzieje się bardzo płynnie. Pamiętam taką scenkę z rosyjskiej Pełni Księżyca on siedzi w samochodzie ona w autobusie z wielkimi oknami, on patrzy na nią, ona na niego, oboje są młodzi, urodziwi, przeskakuje między nimi iskierka, ona się troszkę czerwieni, udaje, że nie patrzy, ale patrzy, on się szczerzy zawadiacko, красивый мальчик, autobus rusza, jeszcze raz na siebie patrzą, ona odwraca głowę z uśmiechem, autobus odjeżdża; ona jedzie do domu, nie wie co zdarzy się chwilę później, nie słyszy świstu kul, nie widzi roztrzaskanej twarzy, krwi i nagłego końca wszelkich historii. Z jego strony, bo ona ten ich miniwątek pociągnie jeszcze przez chwilę, jeszcze się uśmiecha do siebie, jeszcze czuje lekkie ciepło w klatce piersiowej, oto coś jej się fajnego przydarzyło, kiełkuje w niej nadzieja, że może jeszcze kiedyś go spotka, nawet przez chwilę będzie czekała, ale przecież się nie doczeka.

Tak mi się dzisiaj. Chodziłam sobie po jednym z cmentarzy w Garw Valley i oczywista prawda o ulotności wszystkich rzeczy rzuciła mi się do gardła.

DSC_0353 DSC_0341 DSC_0346DSC_0345