i znowu o seksie

DSC_0036

Wczoraj na chwilę przestało lać i nawet wyszło słońce. Zmaltretowana ludzkość natychmiast rzuciła się plażować.  W Walii plażowanie polega na okutaniu się szczelnie swetrem i kurtką, najlepiej z kapturem, i dopełnienie całości stylowym kaloszkiem. Potem można chodzić po chlupiącym błotku, grzebać czubkiem kaloszka w stertach pozostawionych przez odpływ muszel i zapadać się po kostkę w piaszczystych wydmach. Odklepać wreszcie dawno planowany spacer brzegiem morza z Porthcawl do ujścia rzeki w Ogmore By Sea. Desperacko wystawiać twarz do słońca; dokonać wespół wzespół z przebiegającą obok żwawym truchtem staruszeczką w nausznikach rewolucyjnego odkrycia, że dni są już coraz dłuższe, thankgoodness. Patrzeć z zazdrością, jak w oddali galopuje ktoś na koniu; umiejętnie omijać woreczki z psimi kupami.

DSC_0028

Ogólnie, to chciałabym coś mądrego napisać, ale za cholerę. Zgubiłam inspirację; uczciwego znalazcę czeka nagroda w postaci możliwości przeczytania czegoś do ładu i składu. O jakimś ciężarze gatunkowym. Może nawet zabawnego. Albo skandalicznego. Gdyby to nie wystarczyło, co w sumie zrozumiałe, to jestem skłonna dorzucić zestaw ciasteczek marchewkowych, w produkcji których przez tę cholerną pogodę zdążyłam się już niestety wyspecjalizować.

DSC_0099 (2)

Jeśli zaś chodzi o seks, to amerykański Narodowy Instutut Zdrowia odkrył, przy wykorzystaniu kilku rządowych grantów, że głodne chomiki laboratoryjne były mniej zainteresowane seksem od najedzonych.

Odkryto również, że szczurki, którym wszczepiono substancję powodującą artretym, zaczęły na skutek chronicznego bólu wykazywać mniejsze zainteresowanie ćwiczeniami fizycznymi, np. bieganiem w kołowrotku. A także, że poddawanie zwierząt eksperymentom medycznym w laboratorium wpływa na nie stresująco.

Przełom. Zaprawdę pytam się, gdzie byśmy dzisiaj byli jako ludzkość, gdyby nikt nie wynalazł amerykańskich naukowców?

DSC_0012

I dalej leje. Omatkobosko.

 

O odmowie zbliżenia w hrabstwie Surry, tropieniu skamielin i owsianym krzyżu

Cytat dnia, pochodzący z artykułu z prasy brytyjskiej, przedrukowanego przez onet, popełnionego wskutek ucisku kreatywnego geniuszu dziennikarskiego na zwoje mózgowe autora:

Dwa dni wcześniej, jak wyjaśniło się w czasie rozprawy, Pani Casey odmówiła zbliżenia intymnego z Lingiem w puszczy Królewskiego Towarzystwa Ogrodniczego w Wisley (hrabstwo Surrey).

Piękne, prawda? Serdecznie pozdrawiam, również autora przekładu.

Tączasą, w Walii pada. Znaczy, wracamy do normy; nie dla nas zmiany klimatyczne, ocieplenia globalne oraz indywidualne tudzież susze i pożary, trapiące odległy a mityczny świat zewnętrzny i kontynentalny. Jednak my, polskie tuptusie-oblatywacze, nie upadamy na duchu, o nie. Dzisiaj w menu coś dla Tropicieli Skamielinek, mieszkających w Południowej Walii. Tropiciel Skamielinek mieszkający w Południowej Walii wygląda tak jak ja, łatwo można więc rozpoznać; pod warunkiem oczywiście, że akurat nie podszywam się pod młodą, śliczną pasterkę kóz albo lokalną fabrykę głośników samochodowych wysokiej jakości (w upadłości) (pozdrawiam).

Anyway. Tropienie Skamielinek to zajęcie nieskomplikowane, acz, prawda, wymaga pewnego zacięcia. Czasem trzeba poskakać po kamcurkach, tudzież postukać czymś w coś, byle ostrożnie, żeby nie spowodować np. nagłego osuwu zdenerwowanego klifu, w konsekwencji – pewnego dyskomfortu dla Tropiciela. Być może nawet końca kariery.

Gdzie tropić? Prawie na każdej plaży Południowej Walii, zaczynając od tu opisanego Southerndown, w którym znalazłam największego amonita jakiego widziałam w życiu; niestety nie mogłam zabrać i położyć w ogródku, albowiem po pierwsze był wrośnięty w skałę, a po drugie, nie mam ogródka. Dzięki czemu możesz sobie go znaleźć i zobaczyć na własne oczy. Na zdjęciu zaznaczone gdzie szukać. Wszystko dla ciebie, kochany ziomuniunieczku.

Zdecydowanie rajem dla Tropicieli Skamielinek jest już uprzednio opisane St. Donat’s. Można tam spotkać okazy najróżniejszych kształtów i kolorków, również nawiązujące do prehistorycznej brytyjskiej tradycji kulinarnej ‚fish&chips”.

Tropić można też w uprzednio opisanym Nashpoint oraz jeszcze nie opisanym Llantwitt Major.

Ogólnie Tropienie Skamielinek fajne jest i satysfakcjonujące, a także inspirujące artystycznie :

Poza tym, chciałam jeszcze powiedzieć, że na skutek wyprzedaży w polskim sklepie posiadam obecnie 138 torebek płatków owsianych zwykłych ‚Kupiec’ oraz 36 paczek przeterminowanego kwasku cytrynowego o nazwie ‚kwasek cytrynowy’. Chętnych do uwolnienia mnie od tego krzyża uprasza się o kontakt feletoniczny lub jakikolwiek, prawdę mówiąc. Uprasza się nie pikietować przeciw ani za.