o spacerkach dla zdrowia, otwieraniu drzwi i jednej wsiuni

DSC_0085

Dzię dobry. Zatrzasnęły się drzwi od salonu.

Sytuacja ma walor edukacyjny. Dowiaduję się np. że zatrzaśniętych drzwi nie da się otworzyć przy pomocy: dwóch miniśrubokrętów, łyżki do herbaty, obietnic przemocy, wychodzenia przez okno, utknięcia w oknie z jedną nogą na zewnątrz ani uderzania głową we framugę. Inne pozytywy: przynajmniej siedzimy po tej samej stronie drzwi, co lodówka i piwo. Poza tym pogoda jest do dupy, a jeszcze 50 lat temu ludzie w ogóle nie mieli łazienek, więc o co chodzi. Bigdil.

Tymczasem, gdyby ktoś chciał rzucić wyzwanie pogodzie i ukształtowaniu terenu, to może wybrać się na wędrówkę np. z parku Margam niedaleko Port Talbot. Będzie się szło w górę. Potem po płaskim. Potem znowu w górę. Potem w dół. I tak dalej. Będzie widać otwarte przestrzenie i jelenie, a także kanał Bristolski, kominy Port Talbot, a przy ładnym dniu nawet Swansea i Albion. W dalszej części szlaku krajobraz robi się już bardzo walijski, wypłowiały i surowy; takie klimaty też mają swoich entuzjastów. Najfajniejsza rzecz w pałętaniu się po takich wypłowiałych szlakach to kompletny brak czynnika ludzkiego oraz spora ilość ptaków drapieżnych krążących nad głowami. To lubimy.

DSC_0151

DSC_0168

DSC_0068

Szlak jest częścią tzw. Ogwr Ridgeway Walk, liczącego sobie jakieś 20km. Podobno można go przejść w jeden dzień, ale mądrale w przewodnikach zapominają o powrocie; jak musisz wrócić do samochodu to masz do zrobienia 40, jak szybko sprytnie policzyłam. Osobiście uważam, że całkiem do rzeczy są 3 km i powrót do Margam Park na popołudniową herbatkę i ciacho. Z parku wychodzą też inne szlaki. W ogóle sam park jest bardzo fajnym miejscem, już kiedyś go opisywałam i nadal uważam za godny polecenia.

Jeśli zaś chodzi o niedawno rozpoczęty cykl pt. fajowe nazwy miejscowości, oto proszę bardzo, przez państwem sympatyczna wsiunia Much Marcle w Herefordshire. Nikt nie wie, co znaczy ‚marcle’, ale cokolwiek to jest, mają tam tego dużo. I jeszcze mogą się pochwalić celebrytą: w Much Marcle urodził się Fred West, znany i lubiany seryjny zabójca. Jego rodzina podobno mieszka tam do dziś. Ciekawa jestem, czy brytyjskim obyczajem ktoś we wsi czerpie zyski z posiadania w archiwum obywateli celebryty, np.  lokalny rzeźnik nosi nazwę  u Freda. Ktoś może był i się wypowie..?

Miło mi jest również donieść, że to jeszcze nie poniedziałek. I tym radosnym akcentem.

DSC_0138

o pieczeniu muffina, Afan Argoed i pożytku z wii sport

Nie jest źle. Na 10 czekoladowych mufinów (z dżemem truskawkowym) tylko jeden przywarł na amen. I proszę mnie nie atakowac pytaniami, jak to możliwe, że z dwunastu dziur w blaszce wyszło dziesięc mufinów, bo nic nie mogę za to, że mam patologiczną potrzebę wyżerania surowego ciasta z makutry. Winię rodziców.

Anyway. W pociągu z pracy zwykle jest fajnie, można grac na komórce, obcykiwac towary z Maesteg i zapomnieć wysiąść na swojej stacji (dwa razy). A także zawiązywać przyjaźń z gadatliwym Kevynem, chcąc niechcąc. Przyjaźń z gadatliwym Kevynem, chcąc niechcąc, zawiązuje się oczekując na pociąg spóźniony 43 minuty. Gada się więc, chcąc niechcąc, o tym i owym, w tej liczbie o wspólnej miłości do spacerów, które Kevyn odbywa najchętniej w nieznanym mi wcześniej miejscu o nazwie Afan Forest Park.

AFP znajduje się 10 minut jazdy samochodem od centrum Maesteg, miasta ludzi o szczególnym akcencie. Konkretnie tutaj:

Afan Forest Park składa się z 14 ścieżek spacerowych różnej trudności, pewnej ilości tras dla spokojnych, niewadzących nikomu rowerzystów rodzinnych, oraz kilku tras dla rozszalałych cyklistów górskich ekstremalnych –  z czego podobno miejsce to słynie na cały kraj. Ja nie jestem cyklistą ekstremalną, ale czerpię ekstremalną satysfakcję z patrzenia jak inni się męczą.

No więc, w Afan Forest Park można sobie iśc na spacer przez las:

Można przejrzec się w kałuży, jak ktoś ma potrzebę:

Przejśc przez most nad rwącą rzeką:

Znaleźc sobie kijek, który ma pomóc we włażeniu pod górę, ale nie pomaga:

Ewentualnie pokontemplowac strugi deszczu siedząc sobie pod dachem byłej stacji kolejowej:

Romantycznie zwandalizowac własnośc państwową:

Albo rzucic okiem na dwustuletni zabytek przemysłu wydobywczego:

Można też ucieszyc się, że Afan Forest Park posiada swoje centrum informacji turystycznej z kafeją, w której można wypic herbatkę, zjeśc ciacho, nabyc magnes na lodówkę, wysikac się oraz zwiedzic mini muzeum górnictwa, jak już naprawdę nie ma nic lepszego do roboty. Acha, parking przy centrum kosztuje 3.25 za cały dzień. Nie patrz tak, też nie wiem skąd im się wzięło to niedorzeczne 5.

Opcjonalnie, zwłaszcza przy podłej pogodzie, można olać spacery, zostać w domu i dalej próbować upiec mufina kongenialnego ku czci Bree van de Kamp.

Jeśli zaś chodzi o pożytki z wii sport, to podejrzewam, że sąsiadka zza ściany może śmiało powiedziec, że polskie przekleństwa ma już przyswojone. NIENAWIDZĘ ping ponga kiedy nie wygrywam, czyli właściwie hm nieustannie. Wciąż nie mogę uwierzyc, jak bardzo potrafi mnie to wyprowadzic z równowagi. Ale przynajmniej przy tym się nieźle rozgrzewam, co jest bezcenne, gdyż, jak wykazały ostatnie badania, co czwarty dom w Walii jest mocno niedogrzany z powodu zbyt wysokich cen prądu i gazu. Że niby które to mamy to stulecie jeszcze raz..?