o tym jak prawie zdobyłam Ben Nevis

DSCN1541

Dzień dobry, and how are youse today, pyta z właściwym akcentem pani w pubie pod motelem. Lavazzę z filtra i szkockie śniadanie proszę. Szkockie śniadanie różni się od śniadania angielskiego wyłącznie przymiotnikiem dzierżawczym. Od czasu ukończenia podstawówki nie słyszałam, żeby ktokolwiek użył określenia przymiotnik dzierżawczy. Szkoda, bo to takie ładne określenie, chociaż trochę zaborcze. Anyway, każdy z narodów Wspólnoty twierdzi, że onże to klasyczne wyspiarskie śniadanie wymyślił, i onże ma właśnie pierwszeństwo do figurowania w podręcznikach historii kuchennych. Mnie tam jest zupełnie obojętne kto je wymyślił, o ile dają opcję wege. Szkoci dają. Nawet haggis wegetariański mają. Mój ty świecie..

DSCN1539

Tymczasem na ławce przed pubem siedzi facet i gapi się z rozanielonym wyrazem twarzy na jezioro i wzgórza. Facet zgubił gdzieś buta, ale zupełnie w niczym mu to nie przeszkadza. Wczoraj koło faceta stała różowa torebeczka Hello Kitty, ale ktoś sobie pożyczył. Facet siedzi i siedzi. Przepraszam czy panu w tę gołą girę nie zimno. Nie, zupełnie nie zimno. Pani patrzy, o, mewa, płynnie rozpostarłszy skrzydła we locie. Proszę pana, może pan jednak na tę gołą racicę chociaż skarpetkę założy. Osiem stopni jest, we telewizorze mówili. Jaka mewa w locie, coś pan. Tylko sra to to wszędzie. Wcale serca mojego nie przesłonił całun śmiertelny zgorzknienia, wypraszam sobie. Nie zimno panu w tyłek na tej metalowej ławce?

facet

Miło się gawędzi, ale muszę lecieć, bo będę wchodziła na górę. Mam na sobie cztery warstwy odzieży, czuję się jak pączek. Idziemy. Nie mam aspiracji dotarcia na sam szczyt, ale szkockiego śniadania jakaś tam byle spacerowa popierdółka nie spali. Wysoka ta góra. Co ty powiesz. Ostatecznie Ben Nevis to najwyższa góra w UK. Tysiąc coś, podobno; ale na moje oko na pewno ze dwa razy tyle. In fact, w połowie drogi dochodzę do wniosku, że w rzeczywistości Ben Nevis jest nieodkrytym jeszcze przez geografów ośmiotysięcznikiem.

DSCN1550 DSCN1552

DSC_0101

Udeptana milionami stóp piaszczysta ścieżka wspina się dość stromo pod górę, przekształcając się stopniowo w kamienistą. Czasem żeby wspiąć się na kolejny kamień muszę się mocno odepchnąć od ziemi i podciągnąć; lewe kolano jęczy, prawe od półgodziny podejrzanie milczy; nie mam wątpliwości, że obmyśla odwet. Tańczące dookoła mgły szepczą mrożące krew w żyłach opowieści o nieuważnych stopach, które się obsunęły tylko odrobinkę i nikt ich nigdy więcej nie widział. Robi się cicho; to jest ta górska cisza, w której słyszy się szum własnej krwi w uszach. Siadam i słucham, analizując jednocześnie stadium zmęczenia i przegrzania materiału. Koło mnie przebiega truchtem człowiek-wiewiórka. Pfff.

DSC_0033 DSC_0052DSC_0053Docieramy do połowy drogi, zgodnie z zamierzeniem. Szczyt wygląda jakby był w zasięgu ręki, ale nie ze mną te numery.  Innym razem. Na szczycie zalega czapa z lodu, żlebem posuwa z impetem mały wodospadzik. Mnóstwo ich tu w czasie wiosennych roztopów. Ładnie.

DSC_0062

Punktem granicznym określającym połowę drogi jest niewielki loch. Surowy torfowiskowy krajobraz przypomina Islandię, a przynajmniej moje wyobrażenie o niej. Nie słychać żadnych odgłosów cywilizacji. Wiatr świszcząc wciska się pod kaptur. Jesteśmy tu sami. Świat się zatrzymał.

DSC_0078 (2)

Nie wiem kiedy minęło pięć godzin. A po zejściu, które wcale nie jest łatwiejsze, nagradzam się w pobliskim markecie butlą piwa imbirowego; jako bonus cieszę oko wysokim długowłosym blondynem o atrakcyjnej strukturze mięśniowej w koszulce Pogoni Szczecin i ładnie, prawda, dopasowanych dżinsach.

To lubimy.

DSCN1931

____________________________

Info praktyczne:

Motel Travelodge w Fort William, mniej więcej 40 f za noc. Taniej nie znajdziesz, chyba, że namiot. Motel jest centralnie usytuowany, z własnym niedużym parkingiem. Blisko do kafej, pubów, restauracji i supermarketów a także do centrum informacji turystycznej’ Visit Scotland’.

Fort Wiliam to dobra baza wypadowa do eksploracji gór, jak również nieco dalszej okolicy, np. wyspy Skye, Loch Ness (jeśli koniecznie masz parcie na zdjęcie z ‚potworem’, bo samo jezioro to nic szczególnego). W sezonie miejscowość jest ponoć zadeptana jak nasze Krupówki. Winę za to ponosi głównie Ben Nevis, malowniczo zwany w języku gaelickim ‚Beinn Nibheis’.

mapek