i znowu o tych wodospadach, no ileż to można

Wracam uparcie do wodospadów w dolinie Neath, kilkakrotnie już opisywanych na tym blogu; uwielbiam tam jeździć o każdej porze roku, ale z fotograficznego punktu widzenia jesień jest szczególnie atrakcyjna, nie tylko ze względu na kolory upadłych liści, ale głównie z powodu deszczu (nie sądziłam, że to powiem) który zwiększa objętość wody w rzece Nedd Fechan i wzbudza furię w wodospadach.

Odkryłam ostatnio, że wodospady w Neath mają swoje komercyjne zastosowanie, służą mianowicie Zeskakiwaniu Ludzi Ze Skały w Głąb Wód Za Kasę, zwanemu w skrócie ‚waterfall jumping‚. Spacerując sobie cichutko ścieżką i nie wadząc nikomu moża zostać staranowanym przez grupę nabuzowanych adrenaliną skoczków, biegnącą kolektywnym truchtem od wodospada do wodospada; grupa biegnie, jak sądzę, głównie w celu przeciwdziałania zamarznięciu na skutek kontaktu z lodowatą wodą. Cool.

Rzecz jest profesjonalnie zorganizowana i pod opieką instruktorów; jeśli czujesz, że ten rodzaj lodowatej rozkoszy cię kręci, to w necie bez problemu znajdziesz stronki firm organizujących.  Są również tacy, którzy potrzebują więcej adrenaliny – i ci skaczą sobie bez instruktorów, ot, z doskoku, czego zdecydowanie nie polecam, bo po pierwsze, głębokość wodospadu zależy m.in. od opadów i może różnić się dramatycznie za każdym razem, a po drugie, i konsekutywne, życie z prespektywy wózka inwalidzkiego może być trochę uciążliwe. Nie wszędzie są rampy, rozumiesz.

Co by tu jeszcze pożytecznego napisać. O! W Pontneddfechan, które jest idealnym puktem wyjściowym do spaceru do wodospadów, znajduje się centrum informacji turystycznej zwane  „Waterfalls Centre„, w którym można skorzystać z informacji, nabyć drogą kupna mapkę, ewentualnie stosowny pamiątkowy magnes na lodówkę.

Poza tym chwilowo mnie nie ma bo wybiegłam w przyszłość.

Cium.