bajbaj pornografio..?

images

Rząd brytyjski, na pi-arowej wojnie z pedofilią w sieci,  jak również pełen niewiary w rozum rodziców, przeforsowuje obecnie ustawę o obowiązkowym filtrze rodzinnym w funkcji default we wszystkich nowych komputerach. Żeby sobie pooglądać pornografię trzeba będzie zgłosić swojemu dostarczycielowi internetu, że życzymy sobie wyłączenia rzeczonego filtra na naszym łączu. Niby not a big deal, i ostatecznie chodzi o ochronę czystych duszyczek dziatek… ale po pierwsze, family filter jest już wbudowany w przeglądarki i każdy rodzic może go bez problemu ustawić, po drugie użytkownicy wirtualnych świerszczyków nie muszą chcieć ogłaszać się ze swoimi bądź co bądź raczej intymnymi zainteresowaniami; po trzecie, jaka jest właściwie definicja pornografii? Czy stronki z sex zabawkami będą podpadały pod pornografię? Stronki z bielizną? Księgarnie internetowe sprzedające ’50 twarzy Greya’? Kto będzie o tym decydował i na jakiej podstawie? Po któreś tam: zwyrodnialcy, w których – oficjalnie – rzecz ma uderzać, i tak będą wiedzieli, jak to obejść. Szczwani są.

Ciekawe, przed czym w następnej kolejności zechce nas, półgłówków, chronić rząd? Obrazkami przemocy? Memami z Kaczyńskim? Dostępem do szkodliwego wpływu zagranicznych serwisów informacyjnych? Nie podoba mi się to. Kiedyś internet był jedynym miejscem, w którym człowiek mógł czuć się wolny; obecnie sieć zmienia się w jeszcze jedno narzędzie kontroli.

Innym pomysłem rządu brytyjskiego jest rejestracja i monitoring wszystkich brytyjskich blogów, zwłaszcza politycznych, pod pretekstem walki z rozprzestrzenianiem ekstremizmu.

Orwell z satysfakcją przewraca się w grobie. „What did I fucking tell you??”.

<Dislike>

WIELKI BRAT patrzy, uczy, wychowuje

Podróże kształcą i skłaniają do wniosków, np. socjologicznych. Dzisiejsza rozprawka ma za zadanie rzucic trochę światła na zagadnienie Czym różni się motel brytyjski od fran­cuskiego?

Obalmy od razu najoczywistrze mity. Wcale nie ilością darmowych kanałów porno­graficznych w telewizorze czy urodą recepcjonistek, nie, nie.  Otóż różni się troską dyrekcji o bezpieczeństwo i komfort gości. Troska przejawia się korespondencyjnie.

W motelu francuskim na drzwiach pokoju wisi informacja:

Witaj w naszym motelu! Śniadanko od 7 do 9.30. Baw się dobrze, cmok cmok.

W motelu brytyjskim na drzwiach pokoju wisi informacja:

Witaj w naszym motelu! Śniadanko od 7 do 9.30. Baw się dobrze. Nie zapomnij zapoznać się z przepisami przeciwpożarowymi. Nie hałasuj po 10-ej. Ścisz telewizor. Zgaś światło kiedy wychodzisz. Nie odpowiadamy za rzeczy pozostawione w samochodzie. Nie przeszkadzaj innym gościom. Za zgubienie klucza kara pieniężna. Cmok, cmok.

Lekko oszołomiony nieśmiało zamykasz drzwi, cichutko układasz walizę w kąciku, i na paluszkach podchodzisz do okna, zawsze we wdzięcznej pamięci mając Bazyla Fowlty’ego pytającego niezadowoloną z widoku klientkę,  co właściwie spodziewa się zobaczyc za oknem hotelu w Torquay, operę w Sidney? Wiszące ogrody Babilonu? Majestatycznie przechadzajace się stada dzikich bestii?? Wiedz jedno, cokolwiek ty się spodziewasz zobaczyc z okna w brytyjskim motelu, raczej nie zobaczysz, bo na szybie wisi ogromna kartka z napisem:

To okno jest zamknięte na stałe dla twojego bezpieczeństwa. Wychylanie się grozi bowiem wypadkiem.

Ufff, ocierasz nagle zroszone potem czoło – niebezpieczenstwo było blisko. Na szczęście ktoś czuwa, by bezpiecznym mógł byc ktoś. Tyle emocji, drżą ci łydki, czujesz, że nie dasz rady zmierzyc się z pieszczoszkiem ludzi od health&safety, łazienką, bez wsparcia kubka herbaty z dwoma łychami cukru. Podchodzisz ostrożnie do czajnika. Karteczka. Uwaga, urządzenie eletryczne. Zachowaj ostrożnośc! To samo przy kontaktach elektrycznych. Presja rzuca ci się na pęcherz, decydujesz się jednak zaryzykowac krótką wizytę w łazience. Wyluzuj, nigdzie nie będziesz tak bezpieczny jak tam, jeśli tylko na czas zapoznasz się z następującymi informacjami: uwaga, mokra podłoga, ślisko, nie zapomnij spłukać wody, uwaga, gorąca woda i umyj ręce (ta ostatnia z instrukcją w ośmiu obrazkach). I jeszcze raz, na wszelki wypadek, na samych drzwiach: czy napewno nie zapomniałeś umyć rąk? Wystawiasz siebie i innych na niebezpieczne dla zdrowia działanie bakterii. Rany boskie. Natychmiast ponownie myjesz ręce, ciesząc się jak dziecko, że nie jesteś w motelu francuskim, gdzie na skutek kompletnego braku odpowiedzialności managementu bakterie wyżerają oczy staruszkom, stosy zwłok piętrzą się pod oknem a czajniki elektryczne zwęglają palce u rąk po obsrane łokcie.

Nie myśl sobie jednak, że to już koniec korespondencji. Parkując samochód na parkingu przed motelem dowiadujesz się, że ten parking jest bezpłatny tylko dla gości motelu. Pozostali mogą parkować bezpłatnie do dwóch godzin oraz, żeby już wszystko było całkowicie jasne: tu działa kamera przemysłowa rejestrująca twój czas postoju, za przekroczenie 2 godzin zostaniesz obdarowany karą w wysokości znacznej.

Ale to wciąż jeszcze nie wszystko. Wyjeżdżając z parkingu postanawiasz zatankować. Do pompy paliwowej prowadzi cię serdeczny napis: Witamy! Cieszymy się, że zdecydowałeś się u nas zatankować, cmok cmok. A przy wyjeździe żegnają cię następujące trzy bycze tablice, ustawione jedna po drugiej:

1.   Czy zapłaciłeś za tankowanie?!

2.   Upewnij się, że zapłaciłeś, ta stacja jest monitorowana przez kamery i na pewno cię ukarzemy jak nie zapłacisz

3.   jeśli na pewno zapłaciłeś, to super, dzięki, a teraz spadaj

Wszystko to odtwarzam z pamięci przy lekkiej pomocy kajecika z notatkami, więc mogą być pewne nieścisłości w tłumaczeniu. Kto jednak uważa, że zmyślam, niech się wybierze na stację serwisową z motelem Travel Lodge przy M4 w Reading koło Londynku.

I teraz nie wiem, czy chodzi o to, żeby się zabezpieczyc na wszelkie sposoby przed sprawami o odszkodowanie w amerykańskim stylu (nie wiedziałam, że ta właśnie zaparzona herbata jest gorąca proszę sądu, nikt mi nie powiedział i oparzyłam sobie rączkę) czy też chodzi o (nad)opiekuńczy stosunek państwa do obywatela, oparty na braku zaufania do jego inteligencji. Zawsze mnie zdumiewa, że na każdym prawie kroku zastrasza i poucza się to biedne, skądinąd szalenie praworządne i prawobojne społeczeństwo brytyjskie. Polityka kija i marchewki stosowana jest bardzo powszechnie i od tak dawna, że wydaje się byc czymś całkiem naturalnym. Mój współpracownik Mike twierdzi, że mam kuku, a moje teorie oparte na 1984, Folwarku Zwierzęcym, Huxley’u i braciach Wachowskich są kompletnie pozbawione racji bytu. Nie ma czegoś takiego, jak Wielki Brat w UK, pleciesz. No i co z tego, że nawet durny sklep z dvd z drugiej ręki chce twoją datę urodzenia i adres zanim kupi od ciebie kilka płyt? Co z tego, że codziennie dzwoni sześciu nieznajomych dopytując się, czy masz kartę kredytową, dom i ubezpieczenie dla chomika? Co z tego, że tesco club card zna twoje preferencje zakupowe i podsyła ci ulotki z tym, na co wie, że uda mu się cię naciągnąc? Co z tego, że na każdym kroku jest kamera CCTV? Nic, właściwe. Poza tym, że ja bardzo nie lubię byc traktowana jak chodzący portfel, podlegajacy ciągłym manipulacjom speców od sprzedaży, potencjalny złodziej paliw płynnych albo osioł, któremu a to przywalą kijem, a to wsadzą w tyłek marchewkę, i który w opinii biegłych nie jest w stanie ruszyc własnym mózgiem na tyle, żeby spłukac po sobie wodę w kiblu bez instrukcji obsługi.

Chociaż jest prawdą, że nie umiem ustawic klawiatury w laptopie żeby pisała mi polskie  „ci” i nie czytam noblistów z wyjątkiem lektur obowiązkowych dawno temu.

Tymczasem znów pada śnieg. Przewidywany jest kolejny paraliż ogólnoustrojwy tak struktur jak i jednostek. Byle do wiosny.