na drugim końcu tęczy

DSCN1707

Lubię wyspy; jest w nich coś dziwnie pociągającego. Ich mieszkańcy tworzą niewielkie zamknięte społeczności, często zahartowane jako ta stal sowiecka przez wymagające warunki życia; taki mikroświat wewnątrz wielkiego świata poza wyspą. Niby część całości, ale nie do końca. Szkocja ma mnóstwo wysp – więc chociaż jedna musiała paść moim łupem w trakcie tej wyprawy.

Wyspa Skye należy do Hebryd Wewnętrznych, archipelagu położonego przy zachodnim wybrzeżu Szkocji. Sporo o niej słyszałam; od zaprzyjaźnionych szkocjofilów dostałam przykaz bezwzględnego odwiedzenia pod groźbą zawieszenia stosunków trójstronnych. Ale co, mam się tłuc te trzy godziny w jedną stroną, to sam dojazd tam i z powrotem zajmie mi pół dnia, zwariowaliście. Masz się tłuc. Ostatecznie jak zwykle wykonuję szybką kalkulację: jakie są szanse, że wrócę w te same okolice? Minimalne. Jedziemy.

DSCN1712

W drodze odrobinę popaduje, ale generalnie szkocka pogoda bardzo mnie rozczarowała. Odpowiednio nastraszona spodziewałam się potopów, huraganów i polarnych temperatur, a tu takie tam sobie, prawda, a to słoneczko, a to trochę chmurek, żadnych poważniejszych ekscesów. Cherlawy deszczyk ustaje jakby nożem uciął po stu metrach zostawiając po sobie kolorowe wspomnienie na niebie. A po chwili kolejny cherlawy deszczyk ustaje zostawiając po sobie… powtórz. Skye słynie ze swoich tęcz; nic dziwnego, skoro pogoda jest tak sympatycznie zwariowana.

DSC_0194DSC_0174DSC_0181

Na Skye można się dostać promem albo przez most. Z braku czasu nasz pobyt zostaje okrojony do przejazdu drogą wzdłuż całej północnej linii brzegowej. Widoki pieszczą oko. Przestrzeń, dzikość i ta nieszczęsna remoteness, dla której mimo kolektywnego wysiłku nie mogliśmy z kolegą Marcinem W. znaleźć odpowiednio pojemnego polskiego przekładu. Często mam wrażenie, że tak właśnie musi wyglądać Islandia na której nigdy nie byłam. Drogi na Skye, o, tu można by napisać kilka poematów, zwłaszcza satyrycznych; drogi są często wąskie, wijące się, nierówne, falujące; podróż nimi jest atrakcją sama w sobie. Nie stosować po jedzeniu.

DSCN1773

Gwoździe programu? Przypominający penisa, no offence, Old Man of Storr, specyficzna formacja skalna. Czubek, że tak powiem, widać na zdjęciu powyżej. Quiraing, formacje skalne na samym końcu wyspy, do których jedzie się prawie nieistniejącą drogą, odmawiając pacierze. Mostek poniżej. Najlepsza niedomowa pomidorowa jaką jadłam w życiu, a jadłam wiele, zaserwowana w Portree, ‚stolicy’ wyspy.  Wpadający momentami w turkus kolor wody w morzu. Krystalicznie czyste powietrze.

13

DSCN1750 12 DSCN1726

Jak to jest żyć w takim odizolowanym od wielkiej cywilizacji świecie? Pan Od Zupy jak na złość pochodził z Irlandii, i nie wiedzieć czemu poczuł się w obowiązku zachwalać partię konserwatywną i Margaret Thatcher, co natychmiast zważyło Boskiemu całkiem przyzwoite chilli con carne w żołądku. Bezceremonialne epatowanie swoimi politycznymi poglądami jest strasznie niebrytyjskie i jest oznaką braku dobrego wychowania, pamiętaj rodaku :) Zanim jednak skądinąd bardzo sympatyczny pan z Irlandii okazał się w oczach Boskiego megaburakiem, opowiedział, że tak, co tu kryć, żyją głównie z turystów, no i oczywiście z hodowli łososi. Pogoda, no wiesz, różnie, w zeszłym tygodniu troszkę wiało, jak jadłem zupę to trochę nam tu chodziła elewacja, tynk mi wpadł do zupy, ale to wiesz, nic takiego znowu nadzwyczajnego, ostatecznie. W życiu bym stąd nie wyjechał, kończy pan. Ostatnio piłem kawę na tarasie i przeleciał mi orzeł. Boski patrzy na pana z podwójną niechęcią.

hjk dfg

No właśnie, podobno mają tam unikatową populację orłów złotych. Miałam wielką nadzieję, że mi też przeleci, ale ostatecznie nie można mieć wszystkiego.

A tu, proszę bardzo cała podróż sfilmowana moją drżąca ręką. Dopiero się uczę, więc nie ma co kręcić nosem. Jest jak jest. Zapiąć pasy, bo wytrzęsie.

I jeszcze tylko mapek wyprawy dzięki uprzejmości Google.

mapek