Rozsiąpiło się. Wpis przypadkowy.

2921973320_c1596658a2_o

Pani Z. miała ostatnio wizytę u lekarza. Miły głos z nienagannym angielskim akcentem tzw. wyedukowanym zaprasza przez megafonik do gabinetu. Otwierają się drzwi, Z. wchodzi pierwsza, ja za nią. I nagle jak mi się w tych drzwiach nie zaprze. I ani rusz. Co, myślę. Osochozi. Z. otwiera usta, zamyka, oczy w słup, generalnie wygląda jakby diabła zobaczyła. Miły głos w gabinecie rozmawia z pielęgniarką, pytam szybko co się stało. Z. milczy, trzyma się za ściśnięte gardło. Zaglądam do środka. Zaczynam się śmiać, zupełnie nieprofesjonalnie, nie mogę się powstrzymać. Pani lekarka piękna, szczuplutka, włos lśniący, elokwencja bije z każdego słowa, klasa z każdego ruchu.  Tak. Pierwsza Hinduska w życiu Z. Pierwsze razy bywają bolesne.

S. to nasz chłopak od niszczarki do dokumentów. S. ma jakąś odmianę autyzmu, czy czegoś tam; czasem gada jak najęty, a czasem nie odezwie się przez całe dnie i tylko przemyka po okolicy jak duch. Kiedyś ideą świetnego żartu dla S. było puścić bąka, a potem chichotać jak dziecko kiedy M., który uważa, że wszyscy ludzie na ziemi są tacy sami, krzyczał z udawanym świętym oburzeniem: Oi! S, you dirty bastard! Zawsze kiedy S. opróżnia kosz na śmieci za moimi plecami uśmiecham się i liczę: klap, klap, klap, dokładnie osiem klapów. Osiem razy zdejmuje i zakłada pokrywę od kosza, jak precyzyjna maszyna. S. jest bardzo oddany swojej pracy i nikt go nie przekona do żadnego odstępstwa od reguł. Idealny pracownik. Gdyby urodził się w Polsce mógłby sobie pomarzyć o zarabianiu na własne utrzymanie, własnym mieszkaniu i życiu całkiem normalnym życiem. Jak człowiek, a nie jak ‚człowiek niepełnosprawny’. Co to właściwie znaczy ‚niepełnosprawny’..?

A na dworcu znów wszystkie pciągi opóźnione. Szaro, w powietrzu wisi gęsta wilgoć, siąpi. Pan Kawowy jest na Teneryfie, dziewoja która go zastępuje jest mało zaangażowana intelektualnie w proces przyciskania guzików w maszynie; generalnie chyba w niewiele rzeczy jest zaangażowana. W rezultacie w mocce nie ma ani grama ratującej życie czekolady. Nawet mi się kłócić nie chce. Siadam na schodach z głową w dłoniach, znudzona, zmęczona, wkurzona. Jedyny plus: zepsuły im się megafony, więc nie mogą mnie przepraszać za wszelkie niedogodności, których mi ta sytuacja przysparza. Po lewej niecierpliwie przytupuje czarny lakierek. Dwa zmokłe mokasyny użalają się cicho na to życie, noskami do siebie. Skórzane executive trzewiki energicznie wydeptują mokrą przestrzeń przed moim nosem. Skłik-skłik, skłik-skłik.  Przywaliłabym komuś, gdyby mi się tak chciało jak mi się nie chce.

Takie buty.

18 uwag do wpisu “Rozsiąpiło się. Wpis przypadkowy.

  1. hihi :^)) .. fajne są takie pierwsze ‚razy’ jak w pierwszym akapicie :^) .. pani Z. coś jakby ET zobaczyła :^)

    .. no i nie ma to jak bryjskie pociągi .. kiedy mieszkałem pod Londynem i codziennien dojeżdzałem do Waterloo na jesieni częto magafon z nienagannym akcentem informował, że pociąg jest spóźniony bo liście spadły na tory ,, czekałe, że może głosik zachichocze sobie na koniec .. no ale nie .. oczywista sprawa liście spadają na jesieni to pociągi opóźnione muszą być jak co roku :^)

  2. … w Walii czasem na tory wchodzą owce. nie mam pojęcia jak tego dokonują, bo cała trakcja jest ogrodzona, no ale. Oczywiście nikt nie wysiądzie, żeby je z tych torów przegonić, to zapewne wbrew health&safety; i tak stoją naprzeciwko siebie, te owce i ten pciąg, i siłują się na autorytety. Z długości przestojów wnioskuję, że koleje przegrywają.. Liście, tak, i połamane gałęzie. Dwa płatki śniegu w zimie. Ale i tak lubię pciągi.

    1. Takie komunikacyjne niewielkie podobieństwo – w Nowym Targu owce z kolei wchodzą na pas startowy. Nie, żeby na złość czy na przekór. One tam pracują – w roli kosiarek. A, że spadochroniarz potem na gównie się przejedzie? Ot, taka gór uroda…

  3. Dzis mam taka sama pogode za oknem. Plus (bo minusy ladnie opisalas :) – ciesze sie, ze to w TYGODNIU, bo jest nadzieja, ze w weekend padac nie bedzie. Oraz, poniewaz nie swieci slonce za oknem wesolo, kiedy ja w pracy, to nie szkoda mi :)

    Natomiast to zdumienie nieziemskie na widok osoby o innym kolorze skóry – zdumienie wsród Polaków – doprawdy bezcenne. Niektorzy dziwia sie, jakby UFO zobaczyli albo co…

    1. Mnie to strasznie rozbawiło, nie sądzę że to było ze strony pani Z. jakieś szczególne uprzedzenie, ona autentycznie nigdy nie spotkała nikogo takiego. Jej reakcja była dla mnie trochę jak reakcja dziecka w obliczu czegoś nowego i przrażającego. Myślę, że za drugim razem już nie będzie takich cyrków. Nie chciałabym się pomylić..

      Co do Polaków ogólnie, to tak, oczywiście. Nasz rasizm bije po oczach. Wystarczy zajrzeć na osławione forum onetu. Chociaz czasem myslę, że Polacy po prostu nie lubią nikogo, zwłaszcza siebie.

      1. Anita

        O to, to właśnie. Polacy z Polski Najważniejszej Na Świecie nie lubią nikogo w tym siebie, celnie powiedziane. I w ogóle nie potrafią żyć, a żeby funkcjonowac muszą się jednoczyć wobec wspólnego wroga: komunizmu, PiSu, tuska, supermarketów, Żydów, Hindusów, niepotrzebne skreślić.

        A jeszcze chciałam skomentować temat „niepełnosprawni”. Bo fascynuje mnie od jakiegoś czasu termin „standardowy”. W odróznieniu od niestandardowego czyli takiego z autyzmem czy ADHD. Gdzie mamy definicję standardu? Bo jeśli jako kryterium wziąć liczbę ludzi „standardowych” (czyli bez autyzmu, ADHD itp) to cięzko będzie to obronić…

        1. Dokładnie. Tak sobie obserwuję rzeczywistość dookoła i myślę, że coraz częściej oznaczamy zwykłą odmienność jako ‚coś z nim jest nie tak’, musimy koniecznie wszystko, co nie wpisuje się w ‚normalne’ (według kogo?) ramy społeczne zaklasyfikować, i najlepiej spacyfikować lekami. Kiedyś człowiek był po prostu nietowarzyski, introwertyczny, dzisiaj ma autyzm, nadpobudliwe dziecko ma ADHD; a przecież każdy przypadek jest inny, każdy człowiek jest inny, jak wrzucić to wszystko do jednego wora: norma – brak normy? Ja bym się nie podjęła.

  4. Angielskie pociągi… wyobraź sobie taką sytuację: metro londyńskie, zwykły dzień, jakaś chwilowa awaria, trwająca mniej niż kwadrans. Miły głos w megafonie przepraszał nas kilkanaście razy, informując przy okazji o bieżącej sytuacji. Coś w stylu „panie i panowie, usuwanie awarii nie potrwa długo, prosimy o cierpliwość i przepraszamy z niedogodności”.
    Tydzień później w szybkiej kolejce miejskiej w Gdańsku: pociąg staje na jakieś stacji, nikt nic nie wie, żadnego komunikatu. Pasażerowie siedzą, popatrują po sobie, czekają na jakiś znak. Po dwudziestu minutach takiego czekania słyszymy burkliwy głos przemieszczający się do nas od strony lokomotywy „nie widzą, że pociąg dalej nie jedzie?! Wysiadać k…!”.
    Wolę owce.

    1. Ciągle jeszcze tak..? No proszę. Ale popatrz na to od innej strony: taki polski organiczny brak elementarnej uprzejmości może być inspirujący, chociażby do napisania zabawnego komcia ;]

  5. Pierwszy hindus lekarz – Mr Bubba.
    Sięgał tak do pach.
    Po tygodniu brania zapisanych proszków – problem z głowy :-)

    Mr H. Pan od – nazwijmy to – dbania o to aby każdy miał materiał do pracy i nikt nie czekał niepotrzebnie z pustymi rękami. 60-letni kawaler. Niesamowicie dobry i bardzo skromny człowiek. Gdy go o coś poprosiłeś zawsze się uśmiechał i załatwiał to. Ale prawie wcale nie mówił. Odzywał się niezmiernie rzadko (raz na tydzień ?) A głos miał przepiękny, jesli można tak o głosie powiedzieć. Żyjący w swoim świecie. Nie sprawiający nikomu kłopotów, tak jakby go nie było… Podróżnik. Był w Polsce. Bardzo mu sie podobało :-)

    Za oknem dziś świeciło. Lato jest niezwykle łaskawe dla Yorkshire w tym roku. Normalnie anomalia pogodowa jakaś. A pociągi są na czas.Czasem są a czasem nie :-)

    1. O ja, czemu ja nie spotkałam pana Bubby do pach.. brzmi niesamowicie literacko, jak gotowy wpis na bloga. Taki pan H., no do serca przyłóż.. S. bym nie mogła przyłożyć, bo pierdzi :>
      U nas w sumie też nie najgorzej. Przynajmniej jest przeplatanka, PODOBNO nawet idzie w naszym kierunku plaga upałów, co zapewne oznacza ciepły weekend.
      Yorkshire, miłe sercu wspomnienie.

      1. Na plagę to bym nie liczyła. Ale pod koniec tygodnia warto mieć kremik z filterkiem pod ręką i zimne bąbelki pod druga ręką :-)
        PS. Nie wiem czy wypada pisać ale wciągając w sobotę Yorkshire Curd Tart z Bettys oczekując pociągu na stacji mysłałam o pani :-)

        1. :)
          Więc jednak coś po mnie pozostanie w czyjejś pamięci, wzruszenie prawie odebrało mi zdolność walenia w klawiaturę :)

          .. dobra była..? nie odpowiadaj..

  6. Lubię takie puzzle, pozornie każdy z innego obrazka, a w rzeczywistości to obrazek jest taki barwny, niejednolity, pełen dziwactw.
    A ludzie. Moim zdaniem każdy ma jakieś „coś”, jakąś odchyłkę. Nie ma normalnych, jest jakiś tam wzorzec, do którego staramy się upodobnić, gramy swoje role, adaptujemy się do przyjętych standardów, jedni lepiej, inni słabiej. Powielamy schematy, by upodobnić się do tych, na których akceptacji nam zależy. A czy to jest normalne? Taki absurd…, bycie normalnym to naginanie siebie…

    1. Też lubię. A jeszcze bardziej lubię np. takie filmy nakręcone na zasadzie domina, w których kamera podąża za bohaterem przez jakąś historię jego życia, potem bohater kogoś spotyka i kamera podąża już za tą następną osobą przez jakaś krótką historię itp.. Ciekawe, czy dałoby się popełnić taki tekst hmmm.
      Bycie normalnym to naginanie siebie, świetnie to podsumowałaś, idealnie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s